Lekarze z Fred Hutchinson Cancer Research Center w Stanach Zjednoczonych wykazali, że mężczyźni, którzy byli poddani obrzezaniu jeszcze zanim rozpoczęli aktywność seksualną, rzadziej cierpią z powodu raka prostaty niż ich rówieśnicy, którzy nie mieli takiego zabiegu – podaje „Daily mail”, powołując się na publikację w piśmie „Cancer”.

Zdrowie Dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>

Dlaczego tak się dzieje? Przyjmuje się, że nowotwór prostaty może być wywołany przez niektóre infekcje wirusowe lub bakteryjne. Przewlekły stan zapalny może bowiem sprzyjać namnażaniu się komórek nowotworowych.

Wiadomo również, że obrzezanie zmniejsza ryzyko chorób przenoszonych drogą płciową (udowodniono m.in. że zmniejsza ryzyko zakażenia HIV). Chorobotwórcze drobnoustroje nie mają wtedy dogodnych dla siebie warunków – nie mogą kolonizować się ani pod napletkiem, ani na trudnej do zasiedlenia powierzchni żołędzi.

Chociaż to tylko obserwacja, wyniki tego badania sugerują bardzo wiarygodny biologicznie mechanizm zależności pomiędzy obrzezaniem a rozwojem nowotworu prostaty - mówi szef naukowców dr Jonathan Wright z Fred Hutchinson Cancer Research Center. Zapowiada również kolejne badania.

Czytaj także: Przez antykoncepcję mężczyzna ma raka >>>