Mówili o tym na konferencji prasowej w stolicy, którą zorganizowano w ramach odbywającej się w Warszawie III Konferencji Naukowo-Szkoleniowej "Nowotwory gruczołu krokowego. Problemy diagnostyczne i terapeutyczne".

"Odpowiedź na pytanie, czy warto robić badania przesiewowe w kierunku raka prostaty mierząc poziom antygenu PSA we krwi nie jest prosta. W ostatnich miesiącach na świecie toczy się intensywna dyskusja na ten temat" - podkreśliła dr Iwona Skoneczna z Centrum Onkologii w Warszawie.

Wynika to z tego, że na podstawie poziomu PSA (tzw. białko specyficzne dla prostaty) nie można jednoznacznie wykluczyć lub potwierdzić obecności raka prostaty. "Pacjent może mieć wysoki poziom PSA i nie mieć raka, albo PSA może być niskie, a mężczyzna może mieć nowotwór bardzo zaawansowany i złośliwy" - tłumaczył prof. Andrzej Borkowski urolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Podkreślił, że nie ma takiego progu PSA, poniżej którego lekarze moglibyśmy wykluczyć nowotwór.

Jak przypomniała dr Skoneczna, na początku października ukazała się rekomendacja amerykańskiego panelu rządowego U.S. Preventive Services Task Force przeciwko rutynowemu prowadzeniu przesiewowych testów na PSA. W uzasadnieniu podano, że istnieje "umiarkowana lub całkowita pewność, iż procedura nie daje korzyści lub szkodzi bardziej niż pomaga".

Jednocześnie, duże badania europejskie, którymi kierował prof. Fritz Schroeder z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie wykazały, że biorąc udział w takich badaniach przesiewowych można o 20 proc. zmniejszyć ryzyko zgonu z powodu tego nowotworu.


Problem w tym, że wielu pacjentów na podstawie poziomu PSA jest poddawanych później niepotrzebnie różnym badaniom diagnostycznym, np. inwazyjnej biopsji, a nie mają nowotworu. Z drugiej strony, u pewnej grupy rozpoznaje się raka prostaty, który nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia mężczyzny i nie wymaga leczenia, a tylko obserwacji. "Ale my nie do końca jesteśmy w stanie to przewidzieć i czasem pacjent jest niepotrzebnie poddawany leczeniu, które może mieć powikłania (np. nieotrzymanie moczu czy impotencja - PAP)" - tłumaczyła dr Skoneczna.

Dlatego, obecnie różne towarzystwa naukowe rekomendują, by test na PSA poprzedzała rozmowa pacjenta z urologiem. "Pacjent musi wiedzieć, jakie są dobre i złe strony takiego testu i wspólnie z lekarzem podjąć decyzję, czy chce z takiej możliwości skorzystać" - powiedziała dr Skoneczna. Zaznaczyła, że zarówno proces diagnostyczny, jak i terapeutyczny powinien być bardzo indywidualny.

Ważne jest jednak, by zgłaszać się do urologa nie w wieku 70 lat, ale wcześniej. "Panowie, u których rak prostaty występował w rodzinie - zarówno ze strony ojca jak i matki - powinni po raz pierwszy mieć wykonany test na PSA w wieku 40 lat, a każdy mężczyzna powinien go wykonać w wieku 55 lat" - zachęcał prof. Borkowski.

Według niego, niektóre badania wskazują też, że mężczyźni, którzy mają wysokie PSA, choć nie muszą mieć raka prostaty, to są kila razy bardziej narażeni na ten nowotwór w przyszłości. Jest to więc grupa, która powinna być pod obserwacją.

Dr Skoneczna przypomniała, że wcześnie wykryty rak stercza jest zazwyczaj całkowicie wyleczalny. Problemem jest to, że we wczesnym stadium nie daje on często żadnych dolegliwości, a jeśli już takie występują, to choroba jest zaawansowana i nieuleczalna. Z tej przyczyny - jak zaznaczyła - bez aktywnego poszukiwania raka prostaty w badaniach - nie da się wcześniej wykrywać go u młodszych panów, u których jest on znacznie bardziej agresywny.


"Z naszych badań wynika, że zjawiska nadmiernej wykrywalności i nadmiernego leczenia raka prostaty nie do końca dotyczą polskiej populacji. U nas wykrywanie i leczenie tego nowotworu powinniśmy raczej poprawić" - tłumaczyła. Przypomniała, że umieralność na raka prostaty w naszym kraju ciągle wzrasta, w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej.

Zgodził się z nią prof. Tom Beer, Knight Cancer Institute w Portland (USA), który przypomniał, że w USA na raka prostaty umiera 1 na 6 mężczyzn, którzy mają postawioną diagnozę, a w Polsce - 1 na 2. Problem nadmiernej diagnozy raczej nie może w Polsce istnieć, podkreślił.

"Jeśli chodzi o badania przesiewowe to Polska ma szanse nauczyć się czegoś na błędach popełnionych w USA. Ważne jest jednak, by równolegle z wcześniejszym wykrywaniem raka prostaty popularyzować też indywidualne podejście do jego leczenia i w ten sposób minimalizować leczenie niepotrzebne, a ratować życie pacjentom, których trzeba leczyć" - powiedział.

Wśród nowotworów złośliwych, rak prostaty jest drugim zabójcą mężczyzn. W Polsce, co roku odnotowuje się ok. 8 tys. nowych zachorowań na ten nowotwór i ok. 4 tys. zgonów z jego powodu.