Alarm podniosła Agnieszka Sobstyl z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. W wypowiedzi dla polskiego wydania "Medical Tribune" poinformowała, że w 2010 r. odnotowano w tej Stacji ponad 200 przypadków nie zgłoszenia się na obowiązkowe szczepienia. Jej zdaniem, to gigantyczny wzrost, bo poprzednio jedynie 50 dzieci w tym regionie nie zostało zgłoszonych na szczepienie (podobnie było w latach poprzednich).

Reklama

Dr Paweł Grzesiowski, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii powiedział PAP, że w całym kraju nie odnotowano aż tak dużego wzrostu uchylania się od szczepień, ale "co roku takich przypadków jest coraz więcej". Tak jest szczególnie na południu i wschodzie Polski. Liczba dzieci niezgłoszonych na obowiązkowe szczepienie na razie nie przekracza 1,5 tys. To nadal niewiele, bo w Polsce co roku przychodzi na świat ponad 400 tys. dzieci.

Rodzice najczęściej nie chcą przyprowadzać dzieci na szczepienia przeciwko: odrze, błonicy, krztuścowi, śwince, różyczce i gruźlicy. Jako powód podają jakąś infekcję u dziecka, choćby zwykłe przeziębienie. W takiej sytuacji faktycznie nie można szczepić. Podanie preparatu trzeba odłożyć. Ale później ci sami rodzice też nie zgłaszają swych dzieci na szczepienie. Dopiero po kolejnym wezwaniu jako główny powód uchylania się od szczepienia niektórzy z nich podają groźne powikłania, jakie mogą wywoływać szczepienia. Najczęściej wymieniane są powodujące autyzm uszkodzenia mózgu.

"Dorośli twierdzą, że nie chcą na przykład, by szczepić ich dzieci preparatami zawierającymi tiomersal" - mówi dr Grzesiowski. Jest to substancja konserwująca preparat, w której znajduje się domieszka odrobiny rtęci. Wiele firm wycofało się z używania tej substancji, szczególnie tych przeznaczonych dla dzieci. Zmusiły ich do tego prężnie działające organizacje antyszczepionkowe, powołujące się na podejrzenie, że znajdujący się w szczepionkach związek rtęci może powodować autyzm.

Nigdy tego nie potwierdzono. Wręcz przeciwnie - przeprowadzono kilka badań, które temu zaprzeczają (jedno z nich opublikowano we wrześniu 2009 r. po 10 latach obserwacji zaszczepionych dzieci). Ale nadal pokutuje przekonanie, że szczepionki, szczególnie te wieloskładnikowe, przeciwko: śwince, różyczce i odrze, zwiększają ryzyko autyzmu. Opublikowany pod koniec stycznia 2011 r. sondaż The Harris Poll wykazał, że wierzy w to aż 48 proc. Amerykanów.

Reklama

W Polsce na razie nikt takich badań nie przeprowadził. "Jeśli jednak niechęć do szczepień będzie narastać i dojdzie do tego, że 1-2 proc. populacji będzie się uchylać od szczepień obowiązkowych, może dojść do ograniczonych ognisk epidemicznych w środowiskach, w których dzieci nie są szczepione - mówi dr Grzesiowski. Wtedy nikt z niezaszczepionych nie będzie bezpieczny dodaje.

W całej Europie wzrosła już zachorowalność na odrę. W 2009 r. w Szwajcarii zmarły dwie nastolatki, których rodzice - na fali mody antyszczepionkowej w latach 90. XX w. - nie zgłosili do szczepienia przeciwko temu zakażeniu. W Wielkiej Brytanii nastąpił spadek szczepień na: świnkę, różyczkę i odrę poniżej granicy bezpieczeństwa.

Tymczasem nie ma powodów, by nie szczepić nawet dzieci z grup tzw. podwyższonego ryzyka czyli np. maluchy cierpiące ma schorzenia kardiologiczne, choroby płuc oraz z osłabioną odpornością. "Te dzieci powinny być bezwzględnie zaszczepione, i to zarówno preparatami z obowiązkowego programu szczepień, jak i tymi, które są jedynie zalecane, np. przeciwko grypie i pneumokokom" - przekonuje dr Wojciech Feleszko, pediatra kliniki pneumonologii i alergologii wieku dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.