Dziennik Gazeta Prawana logo

In vitro a naprotechnologia - spór o leczenie niepłodności

16 stycznia 2016, 22:00
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Starać się o dziecko
Starać się o dziecko/Shutterstock
Odkąd w 2013 roku rozpoczęto w Polsce finansowanie in vitro, metoda zapłodnienia pozaustrojowego stała się przedmiotem dyskusji społecznej i medialnej. Minęło 2,5 roku od wprowadzenia programu, warto więc podsumować jego efekty i kontrowersje, które wokół niego narosły.

Zgodnie z zapowiedzią Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła finansowanie „Programu – Leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013 – 2016” zakończy się 30 czerwca. Obecnie w Programie uczestniczy ponad 17 000 par. Według danych podanych na rządowej stronie invitro.gov.pl do dnia 7 grudnia dzięki niemu urodziło się już 3841 dzieci. Liczba ta stale rośnie, bo wiele par jest jeszcze w trakcie stymulacji hormonalnej lub oczekuje narodzin dziecka. Dodatkowo w trakcie rządowego programu uregulowano przepisy związane z in vitro - m.in. zasady ochrony zarodka i komórek rozrodczych zastosowanych w leczeniu niepłodności i sposoby leczenia niepłodności. Wcześniej mimo tego, że procedury in vitro były w Polsce przeprowadzane na zasadach komercyjnych, kwestie formalno-etyczne nie podlegały oficjalnym regulacjom. Minister zdrowia kończąc finansowanie in vitro zapowiedział, że rząd planuje wprowadzenie narodowego programu prokreacyjnego, opartego na rozwiązaniach naprotechnologii. Pomysł wzbudza wiele kontrowersji, tym razem głównie w środowisku medycznym. Metoda ta bowiem zawodzi tam, gdzie działa współczesna medycyna.

- wyjaśnia dr Jakub Wyroba ginekolog-położnik zajmujący się leczeniem niepłodności w Centrum Medycznym Macierzyństwo. Warto dodać, że naprotechnologia nie jest najlepszym wyborem dla par, u których liczy się czas. Płodność zdrowej kobiety do 35 roku życia utrzymuje się na poziomie 75%, z wiekiem drastycznie spada - u kobiety w wieku 40-45 nawet do 5-10%. Z każdym rokiem kobieta posiada coraz mniej komórek jajowych będących zdolnych do zapłodnienia, a na skutek chorób ich liczba może spaść poniżej ogólnych statystyk również u młodych kobiet. Naprotechnologia zakłada ok. 24 miesiące mające na celu naukę obserwowania cykli owulacyjnych, diagnostykę, leczenie przyczynowe oraz dalsze obserwowanie cykli. Zdarza się, że dwa lata poświęcone na obserwacje owulacji są kluczowe dla możliwości uzyskania ciąży. - Problem w tym, że 24 miesiące w życiu kobiety to na tyle długo, że w tym czasie może ona stracić szansę na posiadanie biologicznego potomstwa, bo wyczerpie się tzw. rezerwa jajnikowa - dodaje dr Wyroba.

Obok medycyny

Naprotechnologia nie ma potwierdzonej skuteczności od strony medycznej. Ani międzynarodowe organizacje, takie jak ESHRE czy ASRM, ani Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii oraz Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie rekomendują tej metody. Środowisko medyczne niepokoi również fakt, że para decydująca się na skorzystanie z technik naprotechnologii trafia pod opiekę tzw. instruktorów, czyli osób, które nie posiadają nawet wykształcenia medycznego. Lekarzy zajmujących się naprotechnologią jest niewielu – w Polsce mniej niż 30, a są województwa, w których nie przyjmuje żaden lekarz zajmujący się tą techniką. Dla porównania para trafiająca do kliniki zajmującej się leczeniem niepłodności jest diagnozowana przez zespół specjalistów m.in. ginekologa-położnika, androloga, endokrynologa i embriologa. Badania wspomaga zespół laborantów, pielęgniarek, położnych, a także psycholog. Zarówno placówki medyczne, jak i specjaliści, którzy w nich pracują podlegają kontrolom ministerialnym i międzynarodowym.

Dla kogo in vitro

Zgodnie z informacjami zawartymi m.in. na rządowej stronie, celem „Programu – Leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013 – 2016” zapłodnienie metodą in vitro ma zastosowanie w sytuacji, gdy wyczerpano lub jeśli nie istnieją inne możliwości leczenia niepłodności. Można więc stwierdzić, że in vitro zaczyna się tam, gdzie kończy się naprotechnologia. Pary przystępujące do programu mają zatem za sobą długie starania o dziecko i zostały dokładnie zdiagnozowane. - – twierdzi dr Jakub Wyroba.

Dla kogo naprotechnologia

Naprotechnologia ma swoich zwolenników głównie wśród osób, dla których ze względów religijnych bądź etycznych niedopuszczalne jest powstawanie na skutek stymulacji hormonalnej i zapłodnienia pozaustrojowego kilku zarodków oraz ich mrożenie. Technika sprawdzi się u młodych par starających się o dziecko, u których nie występują poważne uszkodzenia układu rozrodczego, a nasienie mężczyzny spełnia normy pozwalające na naturalne zapłodnienie.

Często zdarza się, że pary mające problem z poczęciem dziecka dzięki obserwacji cyklu owulacyjnego, zmianie nawyków żywieniowych, wprowadzeniu technik relaksacyjnych czy zwiększeniu aktywności fizycznej po kilku lub kilkunastu miesiącach wreszcie widzą upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Kluczowe jest bowiem poznanie swojego organizmu i sygnałów, które wysyła. Nie należy jednak zapominać, że spory procent wśród niepłodnych stanowią te pary, u których konieczna jest interwencja medyczna, bo bez niej nie mają one szans na biologiczne potomstwo. Techniki wspomaganego rozrodu, jak sama nazwa wskazuje, pomagają właśnie tam, gdzie naturalne mechanizmy zawiodły.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Materiały prasowe
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj