Pomysł diety light wydaje się bajecznie prosty. Trzeba dostarczyć organizmowi niskokalorycznych posiłków, które zaspokoją zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze i tylko niewielką liczbę kalorii. Nie ma tu mowy o żadnych nadwyżkach energetycznych, które przekształciłyby się w fałdki tłuszczu.

Czytaj także: Lekarze wskazują winnych plagi otyłości >>>

Ale skąd mamy wiedzieć, że porcja jest idealna? I tu znowu dieta light niczym nie zaskakuje. Otóż zapewnia posiłki idealnie dopracowane i gotowe do przyrządzenia z torebki. Tak więc mamy niskokaloryczne zupy i koktajle do przygotowania na ciepło lub zimno. Na deser zaś można sięgnąć po niskokaloryczny batonik, np. karmelowy w mlecznej czekoladzie.

Skoro wszystko jest „pod wymiar”, można przewidzieć, jak dieta będzie działała. Wiele zależy od determinacji osoby odchudzającej się. Może bowiem wybrać 3-tygodniową kurację restrykcyjną (generalnie polecana jest osobom z nadwagą i otyłym), czyli spożywanie wyłącznie produktów z oferty diety light albo kurację mieszaną, czyli zastępowanie niektórych posiłków zupkami czy koktajlami „z torebki”.

Wszystko wydaje się cudowne. Dieta light redukuje masę ciała, a przy tym dostarcza organizmowi składników odżywczych. Spektakularne efekty są już nawet po tylko trzech tygodniach kuracji restrykcyjnej. Czy jest więc jakieś „ale”?

Lekarze przypominają, że przed podjęciem każdej diety (tej również!) warto porozmawiać o tym ze specjalistą i sprawdzić stan zdrowia. Natomiast zadowolone z nowej figury osoby, które zdecydowały się na dietę light, narzekają na smak „torebkowych produktów” i monotonię posiłków. Ale czego się nie robi dla urody?

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>