Dieta oparta na hormonie hCG przypomina raczej sposób na jak najszybsze wyniszczenie organizmu. A jednak zdobywa coraz więcej zwolenników. Co ciekawe - nie tylko wśród kobiet.

Ci, którzy się na nią decydują, muszą przede wszystkim zachować bardzo ostry rygor żywieniowy. Dziennie wolno zjeść im nie więcej niż 500 kcal. Do tego każdego dnia, wstrzykują sobie dawkę hormonu ciążowego. Dzięki temu chudną nawet pół kilograma dziennie i jak przekonują stosujący ją dietetycy, nie czują przy tym głodu - donosi dziennik "The New York Times".

Hormon hCG, czyli gonadotropina kosmówkowa albo choriogonadotropina, stosowany do leczenia niepłodności lub podtrzymywania ciąży, podbija coraz więcej gabinetów dietetyków. Niestety, lekarze bagatelizują ostrzeżenia, które już w latach 70. publikowali naukowcy badający wpływ tego hormonu na organizm.

Amerykański Urząd do Spraw Leków (FDA) alarmował, że gonadotropina zwiększa ryzyko powstawania zatorów we krwi, depresji oraz ciężkich migren. U znacznej części pacjentów pod wpływem hCG zaobserwowano również powiększenie piersi.

To ostatnie nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że gonadotropina kosmówkowa jest hormonem ciążowym.

Co więcej, opublikowane w 1995 r. na łamach magazynu "British Journal of Clinical Pharmacology" badania duńskich naukowców wyraźnie pokazały, że dieta hCG wcale nie musi być skuteczna.


Na 14 losowo wybranych i przeanalizowanych przypadków jej stosowania, prawidłowy przebieg odnotowano jedynie w dwóch. W niektórych przypadkach równie skuteczne było podawanie zastrzyków placebo z soli fizjologicznej, oczywiście przy równoczesnym zachowaniu diety 500 kcal.

Mimo tych wyraźnych ostrzeżeń i jasno formułowanych wątpliwości metoda oparta na hCG ma coraz więcej zwolenników. Klientów klinik odchudzania nie przeraża wizja drakońskiej diety i codziennych zastrzyków. Zrobią wszystko, by tylko schudnąć. A może jedynie uwierzyć, że schudną...