42-letnia nauczycielka Kristin Fox swoją historię opowiedziała amerykańskiej telewizji Fox News. Według jej relacji wszystko zaczęło się od bólu gardła, jaki dopadł ją w marcu 2020 roku, w czasie pandemii COVID-19. W ciągu czterech kolejnych dni jej stan pogorszył się do tego stopnia, że musiała zostać umieszczona w szpitalu, po respiratorem. Szybko zaczęła mieć poważne problemy z oddychaniem, a ciśnienie krwi i poziom tlenu spadły do poziomu zagrażającego jej życiu.

Reklama

Czułam się, jakbym umierała – przyznała kobieta.

Do grypy, z jaką się zmagała, doszło bowiem bakteryjne zapalenie płuc, które następnie rozwinęło się w sepsę, czyli posocznicę. Rozwijające się błyskawicznie zakażenie spowodowało niewydolność narządów. Jej nerki przestały funkcjonować, jedno z płuc zapadło się. Jak relacjonowała Kristin Fox, pielęgniarki wezwały do niej księdza, bo bały się, że nie przeżyje. Lekarze, chcąc zwiększyć szanse na pokonanie sepsy, wprowadzili kobietę w śpiączkę farmakologiczną i rozpoczęli intensywne leczenie.

Jednym z problemów, wynikającym między innymi z niewydolności narządów, było niedotlenienie. Spowodowało obumieranie tkanek w dłoniach i stopach.

Powiedzieli mojej rodzinie, że trzeba przygotować się na utratę palców u rąk albo nóg – mówiła. Okazało się, że konieczne były znacznie dalej idące amputacje. Kristin Fox straciła ręce poniżej łokci i nogi poniżej kolan, ale lekarzom wreszcie udało się opanować zakażenie i ocalić jej życie.

Jak zwrócił uwagę doktor Marc Siegel z Centrum Medycznego NYU Langone, galopujące zakażenie, które nieomal zabiło Kristin Fox, to efekt tak zwanej burzy cytokin, wywołanej właśnie przez grypę. Burza cytokin to zjawisko prowadzące do zakłócenia zdolności organizmu do radzenia sobie z zakażeniami. Zaburzona odporność z kolei sprzyja infekcjom.

Reklama

Jeśli bakteryjne zapalenie płuc nie zostanie zdiagnozowane przez jakiś czas, może doprowadzić do sepsy, kiedy bakterie przedostaną się do krwiobiegu – wyjaśnił Siegel. Z kolei posocznica i szereg komplikacji z nią związanych doprowadziły do tak poważnego spadku ciśnienia krwi i upośledzenia krążenia, że w konsekwencji skończyło się to niedotlenieniem tkanek i amputacją.

O ile sepsa nie doprowadzi do śmierci pacjenta, bo jak podało amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom, każdego roku u co najmniej 1,7 miliona dorosłych w USA rozwija się posocznica, a prawie 270 tysięcy z tego powodu umiera.