Udar mózgu co roku występuje w Polsce u około 90 tys. osób, spośród których 30 tys. umiera w ciągu pierwszego miesiąca od zachorowania. Jest on najczęstszą przyczyną trwałej niepełnosprawności ludzi dorosłych i jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. Aż 85 proc. wszystkich udarów mózgu stanowią udary niedokrwienne, spowodowane ostrym zamknięciem lub krytycznym zwężeniem tętnicy wewnątrzczaszkowej lub domózgowej.

Reklama

Zachorowalność na udar mózgu nie zmieniła w się w czasie pandemii COVID-19. Jednak wraz z jej wybuchem wiosną 2020 r. zmniejszyła się liczba zgłoszeń chorych z ostrym udarem. Z danych przedstawionych przez prof. Agnieszkę Słowik, konsultanta krajowego w dziedzinie neurologii, w Krakowie i Małopolsce w kwietniu było o 19 proc. mniej zgłoszeń niż w styczniu, a w maju – o 18 proc.

W kolejnych miesiącach sytuacja zaczęła się poprawiać. W lipcu było w szpitalach więcej chorych z udarem, ale w sierpniu i we wrześniu wraz z ponownym wzrostem pacjentów z COVID-19, liczba pacjentów z udarem znowu się zmniejszyła. Podobnie było też w całej Polsce.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

- Okres pandemii COVID-19 spowodował przejściowe zmniejszenie o około 20 proc. odsetka chorych hospitalizowanych z powodu udaru mózgu. Nastąpił również przejściowy spadek o około 20 proc. pacjentów leczonych trombolitycznie w porównaniu do 2019 r. – powiedziała prof. Agnieszka Słowik, pełniąca funkcję kierownika Oddziału Klinicznego Neurologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Dodała, że Polska nie jest wyjątkiem. W wielu krajach świata dotkniętych pandemią znacząco mniej pacjentów było przywożonych do szpitali z powodu udaru mózgu. Mniej pacjentów było też podawanych leczeniu. W naszym kraju w pierwszych siedmiu miesiącach 2020 roku o 1,4 tys. mniej chorych z udarem niedokrwiennym leczono lekami trombolitycznymi w porównaniu do tego samego okresu 2019 r. Leki te podawane są dożylnie w celu rozpuszczenia skrzepliny w naczyniu wewnątrzczaszkowym.

- Mimo pandemii COVID-19 stopniowo w tym roku zwiększył się odsetek chorych z udarem niedokrwiennym leczonych przy użyciu trombektomii mechanicznej – podkreśliła konsultant krajowa w dziedzinie neurologii.

Metoda ta polega na mechanicznym udrożnieniu naczynia, najczęściej stosowana jest w ciągu 6 godzin od wystąpienia pierwszych objawów udaru. Późniejsze jej zastosowanie na ogół nie daje już efektu, bo zniszczenia mózgu są zbyt duże. W 2020 r. odsetek pacjentów poddawanych tym zabiegom wzrósł do 3,2 proc.

Ryzyko udaru mózgu o cięższym przebiegu zwiększa choroba COVID-19. Na szczęście – zapewniła prof. Agnieszka Słowik – takich chorych można skutecznie leczyć, jeśli tylko w odpowiednio wcześnie zostaną oni dowiezieni do szpitala.

Ryzyko zgonu pacjentów zakażonych koronawirusem jest jednak znacznie większe. Z przytoczonych podczas webinarium badań w innych krajach wynika, że udar w przebiegu COVID-19 u pacjentów po 60. roku życia u prawie 40 proc. z nich kończył się zgonem. Zależy to jednak od tego, w jakim stanie chory trafia do szpitala i gdzie jest leczony.

Najlepsze wyniki uzyskuje się w oddziałach udarowych, szybko wykonujących diagnostykę i dysponujących wszystkimi metodami terapii, w tym trombektomią mechaniczną. Według specjalistki, w Krakowie chorzy na COVID-19 mogli być leczeni trombolizą lub trombektomią mechaniczną i terapia ta często okazała się to skuteczna. Śmiertelność tych pacjentów przekraczała nieco ponad 15 proc.

Ważna jest też rehabilitacja po udarze mózgu. Podczas webinarium mówił o tym prof. Mariusz Baumgart z Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. - Od bodźcowania i stymulacji zależy, jak pacjent będzie się poprawiał po udarze - przekonywał.

Powiedział, że rehabilitację trzeba rozpocząć w pierwszych dobach po udarze, jak tylko jest to możliwe - jeszcze w szpitalu, zaczynając od prostych ćwiczeń, siadania na łóżku i pionizacji. Rehabilitacja prowadzona jest najpierw w okresie ostrym przez kilka tygodni, drugi etap po opuszczeniu szpitala trwa od 6 do 12 miesięcy, a kolejny realizowany jest po upływie roku. Dąży się do tego, żeby pacjent przynajmniej był w miarę samodzielny, mógł wykonać codziennie proste czynności, a także prawidłowo połykał pokarmy, by nie doszło do zachłyśnięcia.

Reklama