Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wielka mi pani magister". Świat polskich pielęgniarek to plotki, poniżanie, wreszcie molestowanie seksualne

8 kwietnia 2018, 10:45
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Pielęgniarka
Pielęgniarka/nieznane
Pielęgniarki coraz częściej padają ofiarami mobbingu. Ale rzadko chcą o tym opowiadać. Wolą zacisnąć zęby, a być może uda się przeczekać najgorsze.

- – mówi jedna z pielęgniarek. – – wyznaje.

Jak słyszę z ust wszystkich moich rozmówców, pielęgniarka to zawód wykonywany wyłącznie z pasji. Nie ma w nim pieniędzy, miejsca na karierę, a codzienne obowiązki są raczej niewdzięczne. Dlatego kiedy pielęgniarka nie jest dopuszczana do pracy z pacjentem, a są jej powierzane obowiązki, powiedzmy, „sanitarne”, to rodzi się poczucie frustracji i niezadowolenia. A długotrwałe deprecjonowanie pracy i powierzanie podwładnemu „gorszych obowiązków” jest już mobbingiem.

Sytuacja jest alarmująca. Niektóre z kobiet dręczonych w pracy mówią nawet o zjawisku fali. Z badania, jakie w swoim środowisku przeprowadziło Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe, wynika, że 56 proc. pracownic spotyka się w miejscu pracy z tym zjawiskiem.

– pisze na stronie Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe Monika Drobińska.

Przypomnienie sobie konkretnych zdarzeń, słów, sytuacji, w których moje rozmówczynie były mobbowane, sprawia im duży kłopot. Mówią, że przez długi czas nie zdawały sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak. Tłumaczyły to sobie różnie: przełożony miał zły dzień, ma trudny charakter albo po prostu tak ma być. Otrzeźwienie przychodziło po latach ciągłych upokorzeń, uszczypliwości, robienia pod górkę. Niby nic, ale zniszczyło im życie.

Większość historii, jakie słyszę, jest podobna. Mobbuje ktoś z przełożonych: lekarz albo pielęgniarka oddziałowa. Tworzą się frakcje: część personelu, która nie chce mieć kłopotów, „trzyma” z mobberem, reszta stara się zachować neutralność. Grono wspierających jest bardzo ograniczone. Pielęgniarki są bowiem zastraszane, chociażby przeniesieniem na inny, bardziej wymagający oddział. – – mówi Marta, moja pierwsza rozmówczyni.

Przemoc codzienna

Nie wiedzą, kiedy, jak i dlaczego się zaczyna. – – opowiada mi Marta. Jej przełożona, pielęgniarka oddziałowa, skończyła tylko liceum pielęgniarskie. – – podkreśla. I opowiada, że zanim zaczęła być mobbowana, miała okazję stanąć do konkursu na przełożoną pielęgniarek, ale tego nie zrobiła. Ta historia poniekąd tłumaczy, dlaczego gnębione pielęgniarki nie mogą liczyć na wsparcie przełożonych: niełatwo jest znaleźć chętną na stanowisko oddziałowej. – – tłumaczy Marta. W efekcie na tych stanowiskach pracują osoby z wieloletnim stażem. Takie, które niejednokrotnie całą swoją kilkunasto- albo i nawet kilkudziesięcioletnią karierę zawodową spędziły w jednym szpitalu. Znają wszystkich lekarzy, ale i osoby pracujące w administracji: kadrowe, księgowe.

Druga moja rozmówczyni, Kasia, nawet nie domyśla się, dlaczego zaczęły się jej problemy: pracowała sumiennie, jest już tuż przed emeryturą, nigdy nie miała z nikim konfliktów ani w pracy, ani w życiu osobistym.

Doktor Agnieszka Mościcka-Teske, psycholog z Uniwersytetu SWPS, wyjaśnia, że badania pokazują, iż często prześladowca jako ofiarę wybiera sobie właśnie osoby tuż przed końcem albo na początku drogi zawodowej. Poza tym trudno wskazać cechy tych, którzy doświadczają mobbingu. – – mówi.

Mobberem Kasi była lekarka, z którą musiała współpracować, kiedy w przychodni zaczęły funkcjonować dwie poradnie. – – opowiada. Do tego dochodziły problemy z urlopami. Terminy w zasadzie wyznaczano jej odgórnie. Trwało to pięć lat, ale bardzo długo nie zdawała sobie sprawy z tego, że ma problem. Myślała, że po prostu tak jest. Aż pewnego dnia stwierdziła, że nie chce się jej iść do pracy. Po kolejnej nieprzespanej nocy nie udało jej się wstać nawet z łóżka, pojawiły się myśli samobójcze. Wtedy właśnie poszła do psychiatry, która uświadomiła jej, że jest ofiarą mobbingu.

Z badań przeprowadzonych przez Pielęgniarki Cyfrowe wynika, że na porządku dziennym jest mówienie po nazwisku. Pielęgniarki słyszały też z ust swoich przełożonych: „Jesteś ogarnięta jak kupa liści na wietrze”, „To, co wy robicie, to dziecko z przedszkola by zrobiło”, „Ty, specjalistka, bierz się do mycia szafek”, „Zrobiła magistra, ciekawe, co teraz będzie robić”, „Masz papierki, może ci jeszcze drzwi otwierać i herbatkę parzyć (wypowiedziane przez pielęgniarkę po liceum)”, „Ona jest magister, nic jej nie nauczyli, nie to co w liceum za moich czasów”, „Myślenie nie jest twoją mocną stroną, wy z tym magistrem to sprzątać ulice albo pracować w Bieszczadach, tam się nikt nie leczy”, „Masz fryzurę, jakby cię krowa polizała przez okno”, „Wielka mi pani magister, a tego nie wie”.

W 80 proc. przypadków pielęgniarki źle traktują również siebie nawzajem. Stowarzyszenie zdiagnozowało 12 problemów. Najczęstszym jest plotkowanie. Dalej: niedopuszczanie do wypowiedzi lub przerywanie, upokarzające gesty, spojrzenia, aluzje, wykorzystywanie do wykonywania zadań poniżej kompetencji, ciągłe krytykowanie, obrażanie, grożenie, np. utratą pracy czy przeniesieniem na inny oddział, krzyki, poniżanie, zachowania dążące do odizolowania od zespołu, ingerowanie w życie osobiste i wreszcie molestowanie seksualne.

Gdzie po pomoc

– opowiada Marta. Ale momentem przełomowym była prośba o urlop. – – mówi.

Po pewnym czasie została wezwana do dyżurki. Poza pielęgniarką oddziałową była w niej psycholog. Przełożona nakazała Marcie złożenie oświadczenia, że wszystko, co napisała, jest nieprawdą, a dokument powstał pod wpływem silnych emocji. Kazała też napisać przeprosiny. – – mówi. I dodaje: –.

Jeszcze tego samego dnia Marta poszła do ordynatora, od którego nieraz słyszała, że gdyby miała jakikolwiek problem „z tą kobietą”, może się do niego zwrócić. Z jej przełożoną problemy zdarzały się już 10 lat wcześniej, kiedy po raz pierwszy objęła funkcję oddziałowej. Pielęgniarki próbowały wpłynąć na jej postępowanie, ale robiły to bardzo nieumiejętnie, ponieważ nie zbierały żadnych dowodów. Duża rotacja na oddziale aż do tej pory nie skłoniła nikogo do żadnej reakcji. Marta poszła więc do ordynatora, który skierował ją do naczelnej pielęgniarek. Ta zorganizowała konfrontację między oddziałową a Martą. Spotkanie zakończyło się krzykami ze strony przełożonej. Naczelna powie, że już nigdy nie zdecyduje się na konfrontację z tą osobą. Nic to jednak nie zmieni w sytuacji Marty. Kolejny pracownik szpitala, do którego się zwróciła i który powinien pomóc jej w rozwiązaniu tego problemu, okazuje się bezradny.

Szpital, o którym mowa, ma przyznany odpowiedni certyfikat ISO i opracowaną procedurę antymobbingową. Kiedy więc sytuacji nie udało się rozwiązać w mniejszym gronie, zorganizował mediację. A raczej, jak mówi Marta, pseudomediację. Odbyła się na terenie szpitala z udziałem osób przez szpital wyznaczonych i – jak się okazało – stojących po stronie oddziałowej. Prowadząca zakrzyczała Martę, która nie umiała się obronić. I wtedy skierowała swoje kroki już do prawników. Ci uruchomili całą procedurę: słali kolejne pisma, rozmawiali z reprezentantami oddziałowej. W końcu uznano, że w przypadku nieudzielania urlopu doszło do nierównego potraktowania, ale do mobbingu jeszcze daleka droga. Przede wszystkim dlatego, że brakuje dowodów. Marta nigdy nic nie nagrywała, nie spisywała żadnych notatek z rozmów z przełożoną.

Po tym wszystkim pielęgniarka znalazła się pod opieką ośrodka zdrowia psychicznego. Poszła na zwolnienie, potem na urlop bezpłatny. Proponowano jej powrót do pracy na innym oddziale, ale odmówiła. – – mówi.

Czara goryczy przelała się, gdy przebywała na urlopie. Podczas jednego z zebrań pracowniczych oddziałowa nazwała ją „kłamczuchą”, twierdząc, że postępowanie w sprawie urlopu Marty zakończyło się z korzyścią dla przełożonej. Wtedy Marta zdecydowała się walczyć o swoje dobre imię w sądzie. Jak mówi, chce tylko przeprosin.

Co na to prawo

Od większości pielęgniarek, z którymi rozmawiałam, słyszę, że nie walczą. Nie szukają pomocy u lekarzy czy przełożonych, bo obawiają się zmowy milczenia. Kiedy pytam o złożenie skargi do PIP, milkną. Wolą zmienić miejsce pracy, bo na razie w ofertach mogą przebierać, a stygmatyzacja tych, które starały się postawić przełożonym, jest bardzo duża. Zdarza się, że takie sytuacje przyspieszają decyzję o odejściu z zawodu albo wyjeździe z Polski. Tak samo myśli większość ofiar mobbingu, niezależnie od grupy zawodowej.

– mówi adwokat Justyna Michalak-Królicka z JMK Kancelarii Adwokackiej. – – tłumaczy. Sama jednak zachęca pracowników, którzy mają udokumentowane przypadki, że byli prześladowani, do występowania do sądu, chociażby ze względów czysto psychologicznych. – – dodaje.

Sprawy o mobbing nie należą do łatwych. Na samym początku trzeba ustalić, czy zdarzenia i zachowania osób reprezentujących pracodawcę rzeczywiście noszą cechy mobbingu. Trzeba odróżnić przypadki zwykłego konfliktu z przełożonym lub wymagania w ramach stosunku przełożony – pracownik od zdarzeń przemocy psychicznej wobec podwładnego. Drugim niezbędnym elementem jest udokumentowanie tych zdarzeń. – – dodaje adwokat Justyna Michalak-Królicka.

Nic nowego

Doktor Agnieszka Mościcka-Teske nie jest zdziwiona, że pielęgniarki coraz częściej padają ofiarami prześladowania w miejscu pracy. – – mówi. Wynika to z kilku rzeczy. Przede wszystkim są to miejsca, w których pracuje bardzo dużo ludzi. I z jednej strony łatwo jest coś ukryć, a z drugiej – przełożonym trudniej pilnować wszystkich pracowników. W dużej firmie komplikuje się komunikacja między współpracownikami. Jak tłumaczy psycholog, podlega ona licznym procedurom, a to – jak pokazują badania – tylko ją utrudnia i prowadzi do przekłamań i niedomówień. – – mówi dr Mościcka-Teske.

Co jakiś czas pojawiają się doniesienia, że mobbingowi wśród pielęgniarek służy to, że są zawodem sfeminizowanym. Jednak, jak tłumaczy dr Mościcka-Teske, nie ma na to twardych dowodów. – – mówi.

Moje rozmówczynie widzą problem jeszcze gdzie indziej. Pielęgniarstwo to zawód mocno niedofinansowany. Źródłem dodatkowych przychodów są wszystkie dyżury nadliczbowe, święta i nocki. Zdecydowana większość z nich czeka na takie okazje. Bardzo łatwo wówczas tak manipulować grafikiem, żeby jedna zarobiła więcej od drugiej. Ta, która ma „chody” u oddziałowej i dostaje więcej dyżurów, nie będzie się wychylać, kiedy tej drugiej dzieje się krzywda.

– mówi dr Mościcka-Teske. – – dodaje.

Pracując nad tym tekstem, odbyłam kilkanaście rozmów z różnymi pielęgniarkami. Dokładniejsze opisy zgodziły się przytoczyć dwie, ale znamienne jest to, że wszystkie te historie, które usłyszałam, są do siebie łudząco podobne. To, co w nich zaskakuje najbardziej, to to, że w kraju, w którym każda pielęgniarka powinna być na wagę złota, zmowa milczenia powoduje, że z pracy odejdzie 10 szeregowych za cenę pozostania na stanowisku jednej przełożonej.

Imiona bohaterek zostały zmienione. Choć wszystkie zmieniły już pracę, nie chcą, aby je rozpoznano.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj