Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Lublinie odwołał wcześniej zaplanowane zabiegi i operacje. Podobna sytuacja zdarzyła się w kwietniu w Szpitalu im. N. Barlickiego w Łodzi. Przyczyną była nieobecność pielęgniarek, które przebywały na zwolnieniu lekarskim. Od paru miesięcy pielęgniarki i położne ze Szpitala Wojewódzkiego w Suwałkach domagają się m.in. podwyżek oraz zwiększenia zatrudnienia, podobnie ich koleżanki z Ostrowca Świętokrzyskiego. Takich miejsc zapalnych w całym kraju jest więcej.
"Należy pokazać kochane koleżanki, jaka jest sytuacja i 1–2 miesiące zostać na jednym etacie, i to jeszcze w konkretnych miesiącach, i w całej Polsce. Zobaczycie, jak szybko będą podwyżki godne naszej pracy" – napisała na forum internetowym jedna z pielęgniarek.
Dwa etaty i rękodzieło
Z Darią spotykam się na parkingu niedaleko szpitala, w którym pracuje. Uśmiechnięta brunetka ciągnie za sobą walizkę. Pielęgniarki mówią, że to ich drugi dom na kółkach. Wyposażony w bieliznę, skarpetki, ręczniki, środki czystości i jedzenie. Rzeczy niezbędne, gdy po jednym dyżurze trzeba zacząć następny w innym szpitalu. Przez ostatnie cztery lata Daria łączyła etat w rodzinnej Ostrołęce z pracą na kontrakcie w oddalonej o 100 km Warszawie. Z jednej pensji opłacała czynsz, rachunki i część raty kredytu. Pieniądze za dodatkowe 120 godz. miesięcznie były na jedzenie i podstawowe potrzeby. – – opowiada.
Na początku roku przeprowadziła się do Warszawy. Pracuje na etacie w jednym ze szpitali, na pół etatu w dwóch kolejnych, do tego jeździ do prywatnych pacjentów. W sumie wychodzi 320 godz. miesięcznie. Z kieszeni fartucha wyjmuje telefon, pokazuje rozpisany na cały tydzień grafik. – – wyjaśnia. W kalendarzu sprawy rodzinne i prywatne zaznaczyła na zielono i niebiesko. Stomatolog, odbiór dzieci ze szkoły i zakupy.
Barbarę budzik stawia na nogi o godz. 3.50. Poranne czynności wykonuje jak w transie, śpieszy się, żeby zdążyć na autobus, który odjeżdża o godz. 4.30. Na warszawskim Dworcu Wileńskim wysiada półtorej godziny później, skąd metrem dojeżdża do Centrum. Wraca do domu o 21.30. Nocną zmianę zaczyna o 19, a w domu jest o 10 rano. Wtedy może się trochę przespać, ale często o godz. 15 zaczyna się szykować na kolejną nockę. O godz. 16.15 odjeżdża pociąg. Biorąc pod uwagę czas spędzony przez Barbarę w środkach komunikacji, cały dzień jest poza domem. Na oddziale warszawskiego szpitala, w którym pracuje, 80 proc. pielęgniarek to kobiety dojeżdżające z Radomia, Małkini, Siedlec. Umawiamy się na Dworcu Centralnym. Szczupła, drobna blondynka w jasnej dżinsowej kurtce wychodzi z pociągu. Za dwie godziny zaczyna nocny dyżur, na którym przeplatają się zabiegi planowe, zabiegi na ostrym dyżurze, urazy głowy i transplantacje. – – opowiada o swojej szpitalnej codzienności. Pracuje ponad 20 lat. W swojej karierze była pielęgniarką koordynującą, oddziałową, pełniła obowiązki naczelnej. W tym czasie pracowała na kilku oddziałach intensywnej terapii, kardiochirurgii, transplantologii i chirurgii. Wymagające oddziały, ciężka praca, ale też duże doświadczenie. Połowa koleżanek, z którymi dzisiaj pracuje, dorabia na drugim etacie.
Oprócz pracy w zawodzie pielęgniarki dorabiają, wykonując prace niezwiązane z ich wykształceniem. – – uprzedza moje pytanie Jadwiga, która pracuje od 27 lat, i szybko odpowiada: – – opowiada Joanna.
– – komentuje dr Julia Kubisa z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka książki „Bunt białych czepków” na temat działań związku zawodowego pielęgniarek i położnych. – – tłumaczy.
Wytrwać na powierzchni
Pielęgniarki robią, co mogą, żeby utrzymać swoje rodziny. Często płacą za to wysoką cenę. Dwa lata temu rozpadło się małżeństwo Darii. Jej mąż nie mógł zrozumieć, że wtedy, kiedy są święta albo kolejny wolny weekend, jego żona znów wychodzi do pracy. – – opowiada. –
Gdy zaczynamy rozmawiać o życiu prywatnym, Barbara robi krótką pauzę. –
Niskie zarobki zmuszają do pracy na kilku etatach, często wiążą się też z kolejnymi zaciągniętymi kredytami. Sytuację finansową pielęgniarek od lat śledzi z bliska Alicja, która w zawodzie pracuje od 35 lat. Jeszcze kilkanaście lat temu przypadki zadłużania się były rzadkością wśród jej koleżanek. Wiele się zmieniło, odkąd na rynku pojawiły się oferty przeznaczone specjalnie dla pielęgniarek. Ona sama odrzuca kilka takich propozycji w miesiącu. – – opowiada Alicja.
– – mówi Barbara. I przywołuje historię 30-letniej pielęgniarki z jej oddziału, której podstawowa pensja wynosi 2100 zł. Zrobiła licencjat, ma dwie specjalizacje z anestezjologii i intensywnej opieki. Niedawno zaszła w ciążę. – – pyta.
Facetów się nie rusza
Praca na kilku etatach, niskie zarobki, rozpadające się małżeństwa, poczucie winy z powodu niedopełnienia obowiązków i brak perspektyw na poprawę sytuacji stanowią część doświadczeń, które dają wyobrażenie o ciężkim położeniu pielęgniarek. Oprócz tego są jeszcze problemy, z którymi na ogół radzą sobie w samotności.
– – opowiada o swojej pracy na SOR Daria. W codziennej pracy pielęgniarki na własnej skórze doświadczają przyzwolenia na złe traktowanie. Zawodowym i społecznym prestiżem ustępują lekarzom, którzy mogą liczyć na szybką reakcję dyrekcji podczas protestu, lecz także na większe zainteresowanie mediów. Do tego dochodzi dyskryminacja ze względu na płeć. Jako kobiety pielęgniarki rozliczane są głównie z opiekuńczości i pokornej służby, a nie z wiedzy i kompetencji.
– – opowiada Alicja. Najczęściej obrywają starsze pielęgniarki. One są najbardziej bezbronne.
– – opowiada przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok.
– – dodaje Alicja, która do dzisiaj wspomina warsztaty psychologiczne na temat radzenia sobie ze stresem przez pielęgniarki. W szkoleniu wzięło udział ponad 30 kobiet pracujących w publicznych i prywatnych placówkach. – – opowiada.
W szpitalu psychiatrycznym, w którym pracuje Jadwiga, zdarzają się pobicia, pogryzienia czy targanie za włosy przez pacjentów. Dochodzi do składania propozycji seksualnych i prób dotyku. Jest to szczególny typ pacjentów i pielęgniarki zdają sobie z tego sprawę. Dużo trudniej jest im znieść, że w razie jakichś niepowodzeń i komplikacji to zawsze one są winne. – – opowiada Jadwiga.
– – pyta mnie Barbara. Ma na myśli trzy mądre małpy, które zasłaniają sobie usta, oczy i uszy. To dla niej metafora szpitalnej rzeczywistości. – – opowiada. Według niej szacunek do pielęgniarek ze strony środowiska lekarskiego jest mocno ograniczony. Chcąc przeżyć godnie w tej rzeczywistości, trzeba być po prostu silnym.
Niekorzystną sytuację pielęgniarek komplikuje to, że część z nich, która pełni funkcję oddziałowych i przełożonych, jest bardziej lojalna wobec dyrekcji niż wobec swojego środowiska. – – opowiada Barbara.
– O– mówi dr Julia Kubisa.
Chodzące wraki
– – mówi Barbara.
– – opowiada Alicja.
– – opowiada Daria i po chwili dodaje: – .
Powszechne wypalenie zawodowe i brak wsparcia psychologicznego dla pielęgniarek stanowią dzisiaj, oprócz kwestii niskich pensji, najpoważniejszy problem. Ich stan zdrowia się pogarsza, przez lata temat ten był zamiatany pod dywan. Dzisiaj niewiele się zmieniło. – Coraz częściej lekarze diagnozują u moich koleżanek załamanie nerwowe i depresję. Sama mam problemy ze snem. Nie śpię dobrze od wielu miesięcy i nie wiem, czy dojdę do siebie. Wszystko to dzieje się na tle nerwowym. U wielu pojawiają się też zachowania psychosomatyczne – opowiada Alicja. – – nie kryje oburzenia Joanna. Według niej realia wyglądają znacznie gorzej, niż to przedstawiają media. Ciągłe przemęczenie daje o sobie znać już po kilku latach pracy. – dodaje.
Na oddziale, na którym pracuje Jadwiga, jest 70 łóżek. Na dyżurze pielęgniarka często ma pod swoją opieką nawet 30 pacjentów. Wszystkich obowiązków nie sposób wyliczyć. Kąpiel, zmiana pościeli, rozłożenie leków, przygotowanie kart do wizyty, zajęcia z psychoedukacji dla pacjentów. W międzyczasie trzeba zrobić wypisy i przyjęcia, przygotować do badań, wypełnić dokumentację w wersji elektronicznej i papierowej, zanieść badania do laboratorium i to wszystko z oczami dookoła głowy. – – opowiada Jadwiga.
– – mówi Barbara. I podaje przykład podawania krwi i preparatów krwiopochodnych. – – wylicza Barbara.
Sytuację pielęgniarek pracujących na więcej niż jednym etacie dobrze zna Krystyna Ptok. – – opowiada i dodaje, że w najtrudniejszej sytuacji są samotne pielęgniarki. –