Dziennik Gazeta Prawana logo

Pani Magda miała teleporadę. Lekarz zagroził jej donosem do ZUS i pracodawcy

13 marca 2024, 15:00
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
teleporada
Pani Magda umówiła się na teleporadę, ale lekarz przerwał jej w trakcie zgłaszania objawów i odmówił zwolnienia lekarskiego/ShutterStock
Pacjentka z Krakowa opowiedziała w rozmowie z Dziennikiem, jak potraktował ją lekarz w czasie porady na jednej z platform medycznych. - Zaczynam mówić o objawach, a lekarz przerywa i zaczyna mówić, co mi przepisze. Na moją próbę kontynuowania fuka, że teraz on mówi. Kiedy kończy, pytam o L-4 i słyszę, że nie będzie. Bo on mnie nie kwalifikuje. I że wyłudzam zwolnienie - mówi wzburzona kobieta. To nie koniec, lekarz postanowił zgłosić ją do kontroli.

Pacjentka: "Czuję się jakbym dostała w twarz"

Pani Magda z Krakowa (imię zmienione) napisała w mediach społecznościowych, co ją spotkało ze strony lekarza, z którym miała umówioną teleporadę. W lutym źle się poczuła i zapisała się do lekarza pierwszego kontaktu przez jedną z platform medycznych. 

Jednak zdaniem kobiety lekarz jej nie wysłuchał do końca, przerwał w trakcie wymieniania objawów i na koniec, pomimo jej złego samopoczucia, odmówił wystawienia L-4.

"Po wizycie online u lekarza czuję się, jakbym dostała w twarz. No czegoś takiego jeszcze nie miałam. Od niedzieli walczę z gorączką, kaszlem, zatokami, dreszczami. Niestety nie mam tu, gdzie mieszkam, lekarza rodzinnego - mam fantastyczną lekarkę w Nowym Targu i nie chcę jej zmieniać" - zaczyna wpis pacjentka.

"Postanawiam skorzystać z lekarza online. Zaczynam mówić o objawach, a lekarz przerywa i zaczyna mówić, co mi przepisze. Na moją próbę kontynuowania fuka, że teraz ON MÓWI. Kiedy kończy, pytam o L-4 i słyszę, że nie będzie! Bo on mnie nie kwalifikuje. I że wyłudzam zwolnienie! Że nie mówiłam o gorączce (bo mi nie pozwolił!). Zaczynam dyskutować, on ucina dyskusję, bo przecież jest LEKARZEM" - napisała rozżalona pani Magda.

"Nieprawdopodobne. Pracuję w firmie 16 lat, unikam L-4 jak ognia, ale czasem się nie da po prostu" - dodaje kobieta.

Lekarz w odpowiedzi na reklamację: Usługą jest konsultacja lekarska, a nie kupno dokumentu

Jak tłumaczy w rozmowie z Dziennikiem, wizyta była umówiona przez specjalną platformę, która jedynie łączy pacjenta z lekarzem, więc rozmowa niestety nie była rejestrowana i nie ma jej zapisu. - -  Tam też ciężko o kontakt, bo kontakt idzie bezpośrednio do lekarza i to on od rozpatruje reklamację - tę złożyłam, a on ją odrzucił - opowiada

W reklamacji, którą złożyła w placówce pani Magda, możemy przeczytać: "Miałam konsultację z lekarzem internistą (tu nazwisko lekarza). Zanim skończyłam mówić o objawach (kaszel, ból zatok, nie zdążyłam powiedzieć o utrzymującej się gorączce od niedzieli rano) lekarz przerwał mi i podał leki, które przepisze. Na moją prośbę kontynuowania objawów przerwał. Potem na pytanie o L-4 powiedział, że próbuję wyłudzić zwolnienie, że nie daje L-4, „bo się nie kwalifikuję" jego zdaniem). To jest skandal. Po pierwsze lekarz nie przeprowadził porządnego wywiadu lekarskiego i chciał mnie zbyć, po drugie nie wystawił L-4 mimo że po prostu nie jestem w stanie pracować. Lekarz był niemiły, ale przede wszystkim – nieprofesjonalny."

Odpowiedź specjalisty na reklamację złożoną na platformie organizującej spotkanie zaskoczyła i zniesmaczyła pacjentkę. Specjalista nie tylko zarzucił jej chęć kupienia i wyłudzenia zwolnienia lekarskiego, ale też stwierdził, że zgłosił ją w miejscu pracy i w ZUS za "próbę wyłudzenia" L-4.

"Reklamacja oczywiście bezzasadna. Pacjentka pomyliła gabinet lekarski ze sklepem internetowym, w którym kupuje się zwolnienia. O zasadności wystawienia zwolnienia decyduje wyłącznie lekarz. Odmówiono wystawienia zwolnienia lekarskiego z powodu braku wskazań medycznych. Przepisano niezbędne leki. Usługą jest konsultacja lekarska, a nie kupno dokumentu żądanego przez pacjenta. Próba wyłudzenia zwolnienia lekarskiego została zgłoszona do pracodawcy oraz ZUS wraz z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli stanu zdrowia."

Pani Magda: Żałuję, że ta rozmowa nie była nagrywana

Pani Magda obawia się, że lekarz może zawiadomić jej pracodawcę, choć uważa, że nie ma nic do ukrycia. Podkreśla też, że nie zraziła się do takiej formy usługi. 

- Wydaje mi się, że jest to wygodniejsza opcja niż np. szukać lekarza prywatnie "na już" w okolicy. Mówię o takich typowych wirusach, przeziębieniach itp. kiedy wiemy, że nie dzieje się nic poważnego, ale potrzebujemy leków - tłumaczy. 

-  Lekarz, który podejmuje się świadczenia usług poprzez platformę, i który jednocześnie z góry zakłada, że jak ktoś dzwoni (a nie idzie do swojego lekarza), to "wyłudza L-4", jest nieporozumieniem. Żałuję, że ta rozmowa nie była nagrywana. I żałuję, że lekarz pogroził kontrolą ZUS i doniesieniem do mojego pracodawcy, a kontroli nie było miałabym wtedy większą satysfakcję, być może mogłabym wtedy wytoczyć mu proces o zniesławienie - dodaje pani Magda.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj