Pacjentka: "Czuję się jakbym dostała w twarz"

Pani Magda z Krakowa (imię zmienione) napisała w mediach społecznościowych, co ją spotkało ze strony lekarza, z którym miała umówioną teleporadę. W lutym źle się poczuła i zapisała się do lekarza pierwszego kontaktu przez jedną z platform medycznych.

Jednak zdaniem kobiety lekarz jej nie wysłuchał do końca, przerwał w trakcie wymieniania objawów i na koniec, pomimo jej złego samopoczucia, odmówił wystawienia L-4.

Reklama

"Po wizycie online u lekarza czuję się, jakbym dostała w twarz. No czegoś takiego jeszcze nie miałam. Od niedzieli walczę z gorączką, kaszlem, zatokami, dreszczami. Niestety nie mam tu, gdzie mieszkam, lekarza rodzinnego - mam fantastyczną lekarkę w Nowym Targu i nie chcę jej zmieniać" - zaczyna wpis pacjentka.

"Postanawiam skorzystać z lekarza online. Zaczynam mówić o objawach, a lekarz przerywa i zaczyna mówić, co mi przepisze. Na moją próbę kontynuowania fuka, że teraz ON MÓWI. Kiedy kończy, pytam o L-4 i słyszę, że nie będzie! Bo on mnie nie kwalifikuje. I że wyłudzam zwolnienie! Że nie mówiłam o gorączce (bo mi nie pozwolił!). Zaczynam dyskutować, on ucina dyskusję, bo przecież jest LEKARZEM" - napisała rozżalona pani Magda.

"Nieprawdopodobne. Pracuję w firmie 16 lat, unikam L-4 jak ognia, ale czasem się nie da po prostu" - dodaje kobieta.

Lekarz w odpowiedzi na reklamację: Usługą jest konsultacja lekarska, a nie kupno dokumentu

Reklama

Jak tłumaczy w rozmowie z Dziennikiem, wizyta była umówiona przez specjalną platformę, która jedynie łączy pacjenta z lekarzem, więc rozmowa niestety nie była rejestrowana i nie ma jej zapisu. - - Tam też ciężko o kontakt, bo kontakt idzie bezpośrednio do lekarza i to on od rozpatruje reklamację - tę złożyłam, a on ją odrzucił - opowiada

W reklamacji, którą złożyła w placówce pani Magda, możemy przeczytać: "Miałam konsultację z lekarzem internistą (tu nazwisko lekarza). Zanim skończyłam mówić o objawach (kaszel, ból zatok, nie zdążyłam powiedzieć o utrzymującej się gorączce od niedzieli rano) lekarz przerwał mi i podał leki, które przepisze. Na moją prośbę kontynuowania objawów przerwał. Potem na pytanie o L-4 powiedział, że próbuję wyłudzić zwolnienie, że nie daje L-4, „bo się nie kwalifikuję" jego zdaniem). To jest skandal. Po pierwsze lekarz nie przeprowadził porządnego wywiadu lekarskiego i chciał mnie zbyć, po drugie nie wystawił L-4 mimo że po prostu nie jestem w stanie pracować. Lekarz był niemiły, ale przede wszystkim – nieprofesjonalny."

Odpowiedź specjalisty na reklamację złożoną na platformie organizującej spotkanie zaskoczyła i zniesmaczyła pacjentkę. Specjalista nie tylko zarzucił jej chęć kupienia i wyłudzenia zwolnienia lekarskiego, ale też stwierdził, że zgłosił ją w miejscu pracy i w ZUS za "próbę wyłudzenia" L-4.

"Reklamacja oczywiście bezzasadna. Pacjentka pomyliła gabinet lekarski ze sklepem internetowym, w którym kupuje się zwolnienia. O zasadności wystawienia zwolnienia decyduje wyłącznie lekarz. Odmówiono wystawienia zwolnienia lekarskiego z powodu braku wskazań medycznych. Przepisano niezbędne leki. Usługą jest konsultacja lekarska, a nie kupno dokumentu żądanego przez pacjenta. Próba wyłudzenia zwolnienia lekarskiego została zgłoszona do pracodawcy oraz ZUS wraz z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli stanu zdrowia."

Pani Magda: Żałuję, że ta rozmowa nie była nagrywana

Pani Magda obawia się, że lekarz może zawiadomić jej pracodawcę, choć uważa, że nie ma nic do ukrycia. Podkreśla też, że nie zraziła się do takiej formy usługi.

- Wydaje mi się, że jest to wygodniejsza opcja niż np. szukać lekarza prywatnie "na już" w okolicy. Mówię o takich typowych wirusach, przeziębieniach itp. kiedy wiemy, że nie dzieje się nic poważnego, ale potrzebujemy leków - tłumaczy.

- Lekarz, który podejmuje się świadczenia usług poprzez platformę, i który jednocześnie z góry zakłada, że jak ktoś dzwoni (a nie idzie do swojego lekarza), to "wyłudza L-4", jest nieporozumieniem. Żałuję, że ta rozmowa nie była nagrywana. I żałuję, że lekarz pogroził kontrolą ZUS i doniesieniem do mojego pracodawcy, a kontroli nie było miałabym wtedy większą satysfakcję, być może mogłabym wtedy wytoczyć mu proces o zniesławienie - dodaje pani Magda.