Moda na London look

Jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu białe, idealnie równe zęby były synonimem idealnego uśmiechu, który dostawaliśmy w genach lub można było uzyskać w gabinecie stomatologicznym. Ale to, że kanony piękna są bardzo relatywne pokazuje przykład gwiazd, które coraz częściej lansują modę na „nieidealne” uzębienie. O co chodzi?

O modzie na diastemę, czyli charakterystyczną szparę między zębami, mówi się od dawna. Ten zastanawiający trend widać m.in. na przykładzie Wielkiej Brytanii, gdzie dentyści zgłaszają coraz większy wzrost zainteresowania takim wyglądem zębów choćby na wzór popularnych tam modelek, m.in. Georgii Jagger czy Lary Stone.

Modelki z diastemą widzimy na billboardach marek kosmetycznych, wybiegach mody czy okładkach magazynu Vogue. Za Oceanem mamy przykład innych gwiazd znanych z charakterystycznej szpary między jedynkami, diastemę ma m.in. Eddie Murphy, Anna Paquin, Elijah Wood, Vanessa Paradis, Seal czy legenda amerykańskiego talk show – David Letterman.

Co więcej, coraz częściej w gabinetach stomatologicznych pacjenci proszą o wytworzenie luki, której nie posiadali wcześniej, ale wzrost dotyczy też pacjentów z naturalną diastemą, którzy odmawiają zlikwidowania przerwy w uśmiechu za pomocą aparatu ortodontycznego. To, co kiedyś uznawane było za problem kosmetyczny i źródło kompleksów, teraz stało się modne, a nawet nazwane mianem „the London look”.

- Trendy dotyczące urody nie zawsze idą w parze z naszym zdrowiem. Czym innym jest diastema obecna od urodzenia, a czym innym sytuacja, w której pacjent prosi dentystę o korektę kształtu zębów. Taki efekt można wówczas uzyskać poprzez oszlifowanie i spiłowanie siekaczy. Z punktu widzenia zdrowia zębów, jest to zabieg bardzo inwazyjny i niekorzystny. To tak naprawdę pozbawienie się na własne życzenie części tkanek twardych zęba, przez co staje się on mniej odporny na wpływ bakterii czy urazy mechaniczne - mówi lek. stom. Monika Stachowicz, ortodonta z Centrum Periodent w Warszawie.

Usuwać czy zostawiać?

Skoro więc wykreowanie takiego „modnego”, nieperfekcyjnego uśmiechu może kosztować nas zdrowie zębów, warto przemyśleć kopiowanie trendów z Zachodu. Wiele posiadaczy charakterystycznej luki zastanawia się nad czymś odwrotnym – czy dla zdrowia lepiej pozbyć się diastemy? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka oczywista.

Diastemą nazywamy przerwę między dwoma zębami, zwykle górnymi jedynkami. Najczęściej takie ułożenie zębów u osoby dorosłej spowodowane jest nieproporcjonalnie małym rozmiarem siekaczy bocznych w stosunku do rozmiaru szczęki (mikrodoncja), obecnością zębów nadliczbowych (hiperdoncja), za małą liczbą zębów (hipodoncja), a także przerostem lub niskim przyczepem wędzidełka wargi górnej.

Może być też skutkiem urazu czy złych nawyków w dzieciństwie, ale także spowodowane chorobą przyzębia. Paradontoza może bowiem prowadzić do ruchomości zębów i ich rozsunięcia w łuku. Jeśli przerwa między zębami jest minimalna, stanowi po prostu cechę uzębienia. Wtedy decyzja, czy się jej pozbyć całkowicie czy zmniejszyć, jest kwestią jedynie estetyki.

- Możemy uniknąć wytworzenia się diastemy u dziecka zwracając uwagę na jego nawyki. Ta może powstać w następstwie ssania kciuka lub nieodpowiedniej pozycji języka podczas połykania pokarmów, który naciskając na przednie zęby prowokuje rozwój luki. Z kolei w wieku dorosłym mamy możliwość zredukowania diastemy, jeśli nam ona przeszkadza. Niektórzy uznają ją za defekt estetyczny, inni lubią podkreślać w ten sposób swoją indywidualność – mówi ekspert.

Sposoby na diastemę

Sytuacja wygląda inaczej, jeśli diastema jest większa niż 2 mm, wówczas kwalifikuje się ją jako wadę zgryzu i ze względu na problem stomatologiczny, należy ją leczyć.

- Konsekwencją dużej i pozostawionej bez leczenia diastemy mogą być choroby przyzębia, problemy ze zgryzem, a nawet z prawidłową wymową. W stomatologii estetycznej dużo uwagę zwraca się na symetrię, która jest nie tylko wyznacznikiem atrakcyjnego wyglądu, ale także zdrowia. Prawidłowe ustawienie zębów przekłada się na równomierne rozłożenie sił żucia i zdrowie naszego zgryzu – wyjaśnia ortodonta.

Jak zapewniają eksperci, zlikwidowanie diastemy u ortodonty nie jest wyzwaniem. Średnio terapia takiej wady może potrwać około roku. Możliwości zlikwidowania diastemy mamy wiele, ważne jest jednak określenie jej przyczyny.

- W zależności od przypadku możemy zdecydować się np. na uzupełnienie luki materiałem kompozytowym, zamaskowanie jej za pomocą licówek porcelanowych, ale także terapię ortodontyczną. W tym przypadku mamy do wyboru klasyczne stałe aparaty, które stopniowo wywierają nacisk na zęby i zamykają przestrzeń. Dobre efekty przynosi także noszenie przezroczystych aparatów nakładkowych np. Invisalign, za pomocą których możemy się pozbyć wady nawet w 7-8 miesięcy. Gdy źródłem diastemy jest wada wędzidełka, możemy przeprowadzić z kolei zabieg jego podcięcia. Zabieg jest prosty i wykonywany w znieczuleniu ogólnym – zapewnia stomatolog.