Nowe zasady obowiązują od 1 lipca. Wprowadziła je ustawa z 6 grudnia o zmianie niektórych ustaw w związku z e-skierowaniem oraz listami oczekujących na udzielenie świadczeń opieki zdrowotnej (Dz.U. z 2018 r. poz. 2429). Na jej mocy został zmodyfikowany art. 23 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1510 ze zm.). Wcześniej placówki medyczne musiały przekazywać informacje o wolnych terminach raz w tygodniu. Częstotliwość zwiększono, by dane były aktualniejsze.
Już jednak wiadomo, że dla wielu lecznic wywiązanie się z nowego obowiązku jest nierealne. Szpitale i przychodnie masowo składają wnioski do NFZ o zgodę na raportowanie raz na tydzień. A w zeszłym tygodniu resort zdrowia zrezygnował z wymogu przekazywania danych do godziny 10.

Obowiązek niewykonalny

Reklama
Wolne terminy można sprawdzić na portalu terminyleczenia.nfz.gov.pl. Jednak mimo ustawowych zmian wiele informacji wciąż jest niekatulanych. Na przykład 22 lipca można się było dowiedzieć, że najbliższe terminy wizyt w poradni zdrowia psychicznego to 15 i 17 lipca. Przy wielu wynikach wyszukiwania była adnotacja, że są to dane na 15, 16, a nawet 17 lipca.
Wiele placówek twierdzi, że do przekazywania danych musi oddelegować specjalnych pracowników. Już przed zwiększeniem częstotliwości raportowania był to problem, bo część podmiotów – szczególnie szpitali – musi przekazywać bardzo dużo informacji – tym więcej, im więcej rodzajów leczenia prowadzi. Robert Zawadzki, wiceprezes zarządu spółki Magodent, zwraca uwagę, że duży podmiot onkologiczny lub szpital wielospecjalistyczny ma obowiązek sprawozdawania danych dla ok. stu zakresów świadczeń.
– Należałoby do tego celu zatrudnić pracownika, który zajmowałby się tylko tym – podkreśla. Jego zdaniem żaden system informatyczny nie jest w stanie tego zrobić tak, żeby sprawozdawane dane były faktycznie użyteczne dla pacjentów. A prowadzenie kolejek zgodnie z nowymi przepisami jest awykonalne i pozbawione merytorycznego uzasadnienia.
Również Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, nie wierzy z sens takich działań ani w to, że poprawią one dostępność do świadczeń.
Ale i małe podmioty mają z tym kłopot – zwłaszcza niewielkie praktyki podstawowej opieki zdrowotnej prowadzące dodatkowo np. rehabilitację i ginekologię.
– Kolejne administracyjne obowiązki zabierają lekarzowi czas dla pacjenta. Niezrozumiałe w tym wszystkim jest także to, że kolejne wymogi nie pociągają za sobą żadnych finansowych efektów – podkreśla Bożena Janicka, szefowa Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.
Wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, przekonuje jednak, że zwiększenie częstotliwości raportowania to wyjście naprzeciw potrzebom pacjentów. A także konieczność ze względu na realia – wielu z nich bowiem rezygnuje tuż przed wizytą, a przekazywanie danych co tydzień nie uwzględnia terminów zwalnianych w ostatniej chwili.
– Zmiany wprowadziliśmy w odpowiedzi na postulaty organizacji pacjentów, które wskazywały na niską przydatność danych w poprzedniej formule. Były one często nieaktualne. Efekty tych zmian już widać, ponieważ jakość informacji istotnie się poprawiła – zapewnia wiceminister.
Z codziennym raportowaniem do godz. 10 jest jeszcze inny problem. Joanna Zabielska-Cieciuch, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego, zwraca uwagę, że są podmioty, które zaczynają pracę po godz. 10 i nie działają codziennie, ale np. 3–4 razy w tygodniu od godz. 12. Te placówki nie wiedzą, jak się logistycznie wywiązać z nowego obowiązku.
Problemu by nie było, gdyby raportowanie odbywało się automatycznie, za pomocą systemów komputerowych. Tu jednak przedstawiciele mniejszych i większych placówek są zgodni: bez dobrego programu jest to niemożliwe, a takiego na razie nie ma.

Jak się nie da, trzeba obejść

Wsłuchując się w liczne zastrzeżenia, resort zdecydował się nieco złagodzić wymagania.
– Odpowiadając na postulaty zarządzających placówkami, usuwamy z przepisu wymóg przesłania danych do godz. 10 rano. Część placówek, które otwierają się po tej godzinie, wskazywała, że jest to dla nich uciążliwe – mówi wiceminister Cieszyński.
Zmianę tę wprowadziła uchwalona na ostatnim posiedzeniu Sejmu ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z wdrażaniem rozwiązań w obszarze e-zdrowia.
Większość placówek chciałoby jednak powrotu do cotygodniowego raportowania. Zniesienie wymogu godzinowego raportowania ich problemów nie rozwiązuje. Na razie więc radzą sobie w inny sposób.
– Coraz więcej szpitali wnioskuje do NFZ o zgodę na raportowanie co tydzień. I z tego, co słyszę, wszystkie te prośby są rozpatrywane pozytywnie – tłumaczy Waldemar Malinowski.
Podobną taktykę przyjęły przychodnie. Jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów izby lekarskie przypominały o możliwości składania wniosków o przekazywanie danych na dotychczasowych zasadach. Artykuł 23 ustawy o świadczeniach zawiera bowiem ust. 4a zezwalający dyrektorom oddziałów wojewódzkich NFZ na wyrażenie zgody na kontynuowanie cotygodniowego sprawozdawania pierwszego wolnego terminu – w przypadku braku możliwości technicznych raportowania w każdy dzień roboczy.
Organizacje skupiające lekarzy informowały, że centrala Narodowego Funduszu Zdrowia rekomendowała dyrektorom oddziałów wojewódzkich, by pozytywnie opiniowali tego rodzaju pisma.
Resort jednak nie chce całkiem odpuszczać i przekonuje, że wraz z rozwojem informatyzacji codzienne raportowanie będzie łatwiejsze.
Pacjenci, z myślą o których zmiany zostały wprowadzone, podkreślają, że zamiast dokładnych danych o kolejkach woleliby ich likwidację – absurdem jest bowiem monitoring czegoś, czego nie powinno być.