Specjalista spotkał się z dziennikarzami tuż po zakończeniu konferencji Amerykańskiego Kolegium Kardiologicznego (ACC), która odbyła się Nowym Orleanie. Jak powiedział, po raz pierwszy przedstawiono tam wyniki badań wykazujących, że stosowany także w Polsce mało inwazyjny zabieg o nazwie TAVI jest skuteczniejszą i bezpieczniejszą metodą leczenia zwężenia zastawki aortalnej, niż tradycyjna operacja na otwartym sercu, nawet u chorych z niskim ryzykiem operacyjnym.

TAVI to wszczepienie przezcewnikowe zastawki aortalnej, zwykle wykonywane przez wejście do tętnicy udowej, przez którą kardiolodzy docierają do aorty, a następnie do zastawki aortalnej. Nowa, sztuczna zastawka rozpręża się i zostaje zamocowana w miejsce starej, zużytej.

- To rewolucyjna metoda, całkowicie przeobrażająca zabiegowe leczenie zwężenia zastawki aortalnej, która jest najczęstszą wadą serca u osób starszych i trzecią pod względem liczebności chorobą serca w ogóle – podkreślił dr hab. Marek Grygier, który jest kierownikiem Pracowni Hemodynamiki I Katedry i Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Częściej występuje jedynie choroba wieńcowa oraz niewydolność serca. Do tej ostatniej choroby serca doprowadza m.in. wada zastawkowa, jeśli nie zostanie w porę wykryta i poddana leczeniu zabiegowemu.

Powodem zwężenia zastawki aortalnej – wyjaśniał specjalista – jest nadmierne odkładanie się w jej płatkach złogów wapnia, które krążą we krwi przepływającej przez aortę i się nawarstwiają. Przestaje ona odpowiednio się otwierać i zamykać, co zmusza mięsień serca do bardziej intensywnej pracy. Serce słabnie, postępuje jego niewydolność i może dojść do nagłego zgonu sercowego.

- W stanie zaawansowanym, gdy pojawiają się takie objawy jak omdlenia, zawroty głowy i bóle w klatce piersiowej, śmiertelność wśród pacjentów ze zwężeniem zastawki aortalnej jest większa, niż w przypadku niektórych nowotworów. Dwa lata z tą wadą przeżywa 50 proc. chorych, a pięć lat – zaledwie 20 proc. – powiedział dr. hab. Grygier.

Według specjalisty u co dziesiątej osoby wada ta jest już tak zaawansowana, że konieczne jest leczenie zabiegowe, najczęściej kardiochirurgiczne. - Jednak w naszym kraju aż 80 proc. chorych ze zwężeniem zastawki aortalnej nie jest kierowanych do jakiegokolwiek zabiegu, zarówno mało inwazyjnego przy użyciu TAVI, jak i do operacji kardiochirurgicznej (wykonywanej na otwartym sercu) - mówił.

- Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem, również w innych krajach, np. w Niemczech aż 50 proc. chorych kwalifikujących się do leczenia zabiegowego, nie jest kierowanych do takiego leczenia – powiedział dr hab. Grygier. Jego zdaniem, to błąd, ponieważ z wielu badań wynika, że leczenie farmakologiczne jest znacznie mniej skuteczne.

Przykładowo podawanie chorym ze zwężeniem zastawki aortalnej statyn (leków obniżających cholesterol) nie zatrzymuje progresji tej wady. - Nie wiemy, jak leczyć farmakologicznie, żeby opóźnić występowanie tej wady. Najlepsze efekty daje leczenie zabiegowe, obojętnie jaką metodę zastosujemy – dodał.

Według specjalisty, z najnowszych badań wynika, że najlepsze efekty daje zastosowanie metody mało inwazyjnej, jaką jest TAVI. - Dzięki tej metodzie potrafimy zmniejszyć śmiertelność, częstość hospitalizacji i – co najważniejsze – uratować życie chorego – podkreślił dr hab. Grygier.

W Polsce metoda ta jest wciąż zbyt rzadko stosowana. - Choć co roku zwiększa się liczba tych zabiegów, to nadal jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie – powiedział specjalista.

W 2014 r. wykonano w naszym kraju 453 zabiegi TAVI, czyli 12 na 1 mln mieszkańców (w Czechach - 19). W 2018 r. ich liczba zwiększyła się ponaddwukrotnie - do 1260 (czyli do 33 na milion ludności), ale średnia europejska to 70 zabiegów na 1 mln mieszkańców. W Niemczech w ciągu roku wykonuje się od 160-180 tych zabiegów na milion mieszkańców, najwięcej w Unii Europejskiej.

- Gdybyśmy w 2019 r. wykonali 2 tys. zabiegów z użyciem TAVI, osiągnęlibyśmy średnią europejską, ale raczej nie będzie to jeszcze możliwe. A liczba chorych z wadą zastawki aortalnej stale się zwiększa. Już teraz do tego zabiegu kwalifikuje się 12 tys. pacjentów, a co roku przybywa kolejnych 1,2 tys. – wyjaśniał dr hab. Grygier.

Ten mało inwazyjny zabieg wykonywany jest głównie u chorych z wadą zastawki, u których istnieje wysokie ryzyko operacji na otwartym sercu. Coraz częściej kwalifikowani są do niego także chorzy z tzw. umiarkowanym ryzykiem operacyjnym. Obie grupy pacjentów stanowią 20 proc. wszystkich osób ze zwężeniem zastawki aortalnej.

O najnowszych dwóch badaniach poinformowano 16 marca podczas konferencji Amerykańskiego Kolegium Kardiologicznego (ACC) w Nowym Orleanie. Wykazały one, że metoda TAVI daje lepsze efekty także u chorych, u których jest niskie ryzyko operacji (zwykle będących w młodszym wieku). - Nie ma wątpliwości, że ta mało inwazyjna metoda zdominuje leczenie wady zastawkowej – powiedział dr. hab. Marek Grygier.

TAVI jest metodą droższą. - Za operacyjne wszczepienie zastawki Narodowy Fundusz Zdrowia płaci ponad 30 tys. zł, a za TAVI – ponad 90 tys. zł. Tak duża różnica wynika jednak z tego, że w naszym kraju niedoszacowana jest praca kardiochirurga. W Europie Zachodniej metodą ta jest jedynie o 20-30 proc. droższa od tradycyjnej operacji – powiedział specjalista.

Z danych przedstawionych podczas spotkania wynika, że do zwężenia zastawki aortalnej dochodzi u 2-3 proc. osób po 65. roku życia i u 4,5 proc. po ukończeniu 75 lat. W ciężkiej postaci występuje u 300 tys. osób na świecie.