Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez szans na ukojenie. System leczenia psychiatrycznego dzieci na skraju zapaści

2 grudnia 2018, 21:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dziecko
Dziecko/Shutterstock
Z punktu widzenia personelu z oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży reforma planowana przez resort zdrowia ma sens. – Bez przeniesienia leczenia części pacjentów do placówek środowiskowych ten walący się już system musi runąć – mówią. 

Sprawa leczenia najmłodszych pacjentów chorych psychicznie i z zaburzeniami wzbudziła olbrzymie zainteresowanie i emocje – tak wśród czytelników, jak i wśród osób, które z racji swojej profesji są w nią zaangażowane. Od kiedy 13 listopada br. opisaliśmy w DGP sytuację szpitala w Józefowie, gdzie z powodu natłoku pacjentów i niemożliwości zapewnienia im nie tylko leczenia, ale też fizycznego bezpieczeństwa wypowiedzenie z pracy złożyli wszyscy lekarze zatrudnieni na oddziale dziecięcym, do redakcji wciąż spływają nowe e-maile, dzwonią telefony.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że chce zreformować system lecznictwa psychiatrycznego dzieci i młodzieży. Ma to polegać na przesunięciu ciężaru opieki nad pacjentami ze szpitali na centra zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Te mają powstawać w całym kraju. Resort zamierza także przeznaczyć środki unijne na szybką ścieżkę kształcenia psychologów klinicznych i psychoterapeutów, którzy odciążyliby lekarzy, zajmując się lżejszymi, niewymagającymi hospitalizacji pacjentami. Jednak reforma jest w powijakach – jej wdrożenia można spodziewać się najwcześniej we wrześniu 2019 r. Tymczasem liczba najmłodszych pacjentów rośnie. Co piąty zgon polskiego nastolatka jest spowodowany samobójstwem. WHO szacuje, że już za dwa lata, w 2020 r., zaburzenia neuropsychiczne będą pierwszą z pięciu przyczyn śmierci, chorób i niepełnosprawności wśród dzieci.

***

O spotkanie z dziennikarzem DGP poprosili m.in. pielęgniarze i pielęgniarki z oddziału psychiatrycznego w warszawskim Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym przy ul. Żwirki i Wigury. "Chcę podziękować w imieniu swoim oraz koleżanek i kolegów za pochylenie się nad tematem, bo skala kryzysu jest ogromna, a niestety temat często jest traktowany po macoszemu. Zabrakło jednak jeszcze jednego ważnego aspektu. Nie ma słowa o pielęgniarzach i pielęgniarkach pracujących w takich oddziałach. Myślę, że po części dlatego, że jeszcze nie ma składanych masowych zwolnień, ale to może okazać się kwestią czasu. Pielęgniarki i pielęgniarze w takich ośrodkach to często osoby z kilkunastoletnim doświadczeniem w pracy z pacjentem psychiatrycznym. To właśnie my jesteśmy po 12 godzin w dzień i w nocy eksponowani na środowisko przepełnionych oddziałów. Ciąży na nas ogromna presja, żeby zachować bezpieczeństwo w oddziale, żeby przykładowo jeden z obecnych na oddziale pacjentów po próbie samobójczej nie postanowił podjąć kolejnej próby, a reszta nie poszła w jego ślady" – napisał Krzysztof Filip, pielęgniarz, a jednocześnie wiceprzewodniczący szpitalnych związków zawodowych. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj