– powiedział dyrektor warszawskiego Instytutu Hematologii i Transfuzjologii prof. Warzocha.
Na spotkaniu obecna była czterdziestoletnia Monika Sieńska-Pieczyńska z Warszawy, u której mielofibrozę zdiagnozowano przed 7 laty, w 2009 r. - – opowiadała.
Prof. Warzocha wyjaśniał, że dawniej mielofibrozę wykrywano, kiedy choroba była już mocno zaawansowana i doprowadziła do znacznego wyniszczenia organizmu pacjenta. Taki chory żyje tylko kilkanaście miesięcy. Wczesne jej wykrycie pozwala ją kontrolować nawet przez kilkanaście lat, jeśli nie ma agresywnego przebiegu. Jednym z pierwszych jej objawów mogą być nieprawidłowości w morfologii krwi, ale ostatecznym jej potwierdzenie są szczegółowe badania molekularne.
- podkreślał prof. Warzocha. W 2016 r. Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła nowe określenie - wczesnej fazy mielofibrozy. Badania zaburzeń genetycznych pozwalają często określić, jakie będzie miała ona przebieg.
Choroba ta powoduje postępujące włóknieniu szpiku kostnego, z którego wywodzą się m.in. krwinki czerwone i płytki krwi. -– powiedział prof. Warzocha.
Zdaniem specjalisty jedyną szansą na wyleczenie tej choroby jest przeszczep szpiku kostnego pozyskanego od obcego dawcy. Do takiego zabiegu kwalifikuje się jedynie około 30 proc. pacjentów, u których choroba ta nie doprowadziła jeszcze do znacznych zmian w organizmie i nadal wolno postępuje. Najczęściej są to ludzie stosunkowo młodzi, głównie w średnim wieku, choć decydujące znacznie ma zaawansowanie choroby i ogólny stan pacjenta.
- – podkreślił prof. Warzocha. Przeszczep szpiku jest ryzykowny, śmiertelność po takim zabiegu u chorych na mielofibrozę sięga 30-40 proc. Jeśli jednak zostanie przeprowadzony w optymalnie fazie choroby, ryzyko to jest mniejsze.
Monika Sieńska-Pieczyńska powiedziała, że ma już zamrożone komórki krwiotwórcze szpiku pobrano od jej siostry, która może być dla niej dawcą. Na razie jej choroba wciąż jest kontrolowana lekami. - powiedziała na spotkaniu z dziennikarzami.
Prof. Warzocha wyjaśniał, że mielofibrozę można leczyć cytostatykami, lekami przeciwnowotworowymi. Jeden z takich preparatów stosuje siedemdziesięcioletni Antoni Markowski z Inowrocławia, który choruje od 15 lat i na początku występowała u niego małopłytkowość.
– podkreślił prof. Warzocha.
Specjalista dodał, że w Ministerstwie Zdrowia podejmowane są starania, żeby była większa dostępność leków stosowanych w leczeniu chorób rzadkich, w tym również mielofibrozy. - powiedział prof. Warzocha.
Ekspert stwierdził również, że kolejnym krokiem powinno być objęcie pakietem onkologicznym (tzw. zieloną kartą – PAP) wszystkich schorzeń hematoonkologicznych, a nie tylko niektórych z nich. W pakiecie tym brakuje m.in. mielofibrozy.