Dentyści są hi-tech

Reklama

Skanery 3D, fotografia cyfrowa, specjalne programy tworzące wizualizacje nowych uśmiechów, lasery, a do tego komputer, który znieczula i specjalny guzik tzw. dental button, którym pacjent może wyłączyć zabieg. W polskich gabinetach przybywa technologii, które nie koniecznie stworzono z myślą o leczeniu zębów. - W ciągu ostatnich 10 lat stomatologia zaadoptowała na swój użytek zarówno technologie i patenty wojskowe, jak również rozwiązania do tej pory stosowane przez konstruktorów maszyn, mostów, wieżowców, a także inne gałęzie medycyny. Dzięki nim leczenie stało się bardziej dokładne, szybsze i mniej bolesne, a co najważniejsze, efekt tego leczenia doskonale imituje naturę - mówi lek. stom. Wojciech Fąferko z Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic w Katowicach, jednego z najbardziej zaawansowanych technologicznie gabinetów w Polsce.

Program do projektowani wieżowców projektuje zęby

Co takiego zatem mają dentyści w swoim arsenale? Od kilku miesięcy wybrani specjaliści w Polsce korzystają ze stworzonej w Brazylii technologii DSD (Digital Smile Design). Pozwala ona na zaprojektowanie zębów dopasowanych do naszej urody. Technologia wykorzystuje cyfrowe zdjęcia makro jamy ustnej oraz program graficzny, w którym obrabia się zdjęcia, wykonując projekt nowego uzębienia na ekranie komputera. - Technologia ta umożliwia „przymiarkę” nowy zębów, jeszcze zanim zostaną wykonane. Wspólnie z pacjentem na ekranie można zaplanować korekty uzębienia, dopasowując zęby np. do kształtu ust, koloru cery, kształtu kości szczęki, wielkości i koloru dziąsła, a także sposobu uśmiechania się. Efektem projektowania komputerowego może być model 3D nowych zębów - mówi dr Fąferko, który pracuje z tą technologią. Dzięki nowemu rozwiązaniu dentystom udaje się uniknąć efektu sztuczności. Technologia DSD wykorzystywana jest m.in. do projektowania licówek, korekty linii uśmiechu, przedłużania zębów, znajduje także zastosowanie w projektowaniu protez i leczeniu implantologicznym. - Projekt tworzony przy pomocy DSD analizuje nie tylko zęby, ale także to jak współgrają one z twarzą. Dzięki temu stworzone uzupełnienie jeszcze lepiej imituje naturę, uwzględniając wszystkie cechy urody pacjenta - mówi specjalista.

Technologia chroni przed bólem głowy

Ale komputery i zaawansowane oprogramowanie pomagają nie tylko w dopasowywaniu zębów do naszego wyglądu. Specjalny program Dawson Wizard projektuje zęby, które idealnie się ze sobą stykają. Co to oznacza w praktyce? Technologia ta pozwala na zaplanowanie leczenia, które eliminuje ryzyko wystąpienia choroby okluzyjnej. - To dokuczliwe schorzenie, które pojawia się w sytuacjach, kiedy zęby górnej i dolnej szczęki źle się ze sobą stykają. Konsekwencją tego są bóle głowy, napięcie mięśni twarzy, szyi, a nawet pleców, bóle mięśni i stawów wokół szczęki, a także charakterystyczne „klikanie” w szczęce np. podczas jedzenia i ziewania - mówi specjalista Dentim Clinic. Program, który wykorzystuje serię zdjęć uzębienia oraz obrazów 2D i 3D jamy ustnej, pozwala na przeanalizowanie problemu. Wskazuje on miejsca, w którym konieczna jest np. zmiana pozycji i ustawieni zębów, przedłużenie zębów, zmiana kształtu korony. Pozwala także na zaplanowanie tych zmian na ekranie komputera, a nie jak do niedawna - w jamie ustnej pacjenta. - Rozwiązanie to daje możliwości stworzenia z wielką precyzją np. uzupełnień ubytków, które są dopasowane do zębów, nie drażniąc stawu skroniowo-żuchwowego i mięśni. W ten sposób nie tylko dopasowane są one estetycznie, ale także anatomicznie do kształtu naszych pozostałych zębów - mówi dr Fąferko.

Mniej bólu dzięki komputerowi z USA

Komputery wykorzystuje się już nie tylko w planowaniu, ale też w codziennym leczeniu. Coraz częściej zamiast strzykawką znieczulani jesteśmy w gabinetach przy pomocy urządzenia Wand. To niewielki, bo mający ledwo 20 cm komputer, który kontroluje tempo z jakim podawane jest znieczulenie. Dzięki niemu, ten często bolesny i nieprzyjemny zabieg, stał się bardziej delikatny. - Dziś komputer, a nie ręka lekarza steruje tempem z jakim podawany jest płyn znieczulający. Dzięki temu wnika on w tkankę bardzo powoli, z tzw. prędkością fizjologiczną. Powolne jego przenikanie do organizmu sprawia, że nie odczuwamy rozpierającego bólu. Co więcej, dzięki sączącej się nieustannie kropli płynu, nie odczuwamy także momentu kontaktu igły z dziąsłem, ani jej wędrówki w tkance - wyjaśnia dr Wojciech Fąferko. Komputerowa technologia zastosowana w urządzeniu, będąca patentem armii USA, nie tylko minimalizuje ból podczas znieczuleń. Pozwala także na zastosowanie takich technik, które dają możliwość znieczulenia pojedynczego zęba, eliminując przy tym uczucie odrętwienia twarzy.

Guzik paniki stomatologicznej

Nowoczesna technologia wkracza nie tylko do planowania i znieczulania, trafia też do rąk pacjentów - dosłownie. Wszystko za sprawą Dental Buttonu, zwanego także „panic buttonem”. Jest to urządzenie, które umożliwia pacjentowi samodzielne zatrzymanie pracy wiertła np. w momencie silnego stresu. - Stres przed borowaniem można często porównać z lękiem wysokości. Towarzyszy mu szybkie bicie serca, skurcze mięśni, problemy z oddychaniem, a nawet halucynacje. Z panic buttonem w ręce pacjent jest w stanie kontrolować zabieg i jeśli poczuje, że stres jest zbyt silny, przerwać go jednym ruchem kciuka – wyjaśnia dr Fąferko, który sprowadził do Polski urządzenie. Sama technologia została opracowana w Stanach Zjednoczonych ponad 30 lat temu i od tego czasu wykorzystywana jest wśród pacjentów, u których konieczne jest podawanie morfiny. Przy pomocy specjalnego guzika mogą oni samodzielnie dozować swoje dawki leku przeciwbólowego. W stomatologii rozwiązanie to stosowane jest dopiero od kilku lat. Jak podkreślają specjaliści, dzięki urządzeniu w ręce pacjenta udaje się zredukować stres nawet o 50-80 proc. - Guzik spełnia rolę psychologiczną. Daje on poczucie kontroli i władzy nad tym, co robi dentysta z naszymi zębami. Pacjent wie, że może sam, w każdej chwili i bez tłumaczenia się przerwać zabieg, a tym samym oszczędzić sobie dalszego stresu i bólu – wyjaśnia specjalista Dentim Clinic.

Reklama

Nowoczesne technologia w ortodoncji

Ale innowacja dentystów wychodzi dziś daleko poza planowanie i znieczulenie. W polskich gabinetach dostępne są już niewidoczne szyny ortodontyczne Invisalign. Dzięki nim do równania zębów wykorzystuje się transparentne nakładki, a nie jak do tej pory aparaty ortodontyczne. - Kolejno wymieniane podczas leczenia szyny ustawiają zęby w prawidłowym położeniu. Całe leczenie jest niezwykle dyskretne. Nie mamy na zębach ani ligatur, ani drutów. W ten sposób możemy m.in. zamknąć szpary między zębami, przywrócić uśmiechowi symetrię oraz zlikwidować wadę wymowy, której przyczyną jest złe rozstawienie zębów lub wada zgryzu - wylicza dr Fąferko. To nie jedyna technologiczna nowinka. Aparaty ortodontyczne można zakładać dziś także od wewnętrznej strony zębów. Tzw. aparaty lingwalne (językowe) wykonuje się ze stopu złota i irydu, a przed ich przygotowaniem pobierany jest z jamy ustnej cyfrowy wycisk. Proces ich produkcji leży natomiast w rękach robotów. - Są to aparaty indywidualnie projektowane, dopasowane rozmiarowo do kształtu, rozmiaru i nierówności zębów, dzięki czemu są tak dyskretne i nieodczuwalne. Aparat możemy zobaczyć dopiero po uniesieniu języka - wyjaśnia dentysta.