– wymienia.
Wskazuje m.in., że terminy operacji przesuwane są w instytucie trzy, cztery razy, a szybciej zabieg można wykonać prywatnie, np. w klinice założonej przez byłą kierownik kliniki chirurgii w IMiD. Dodaje, że lekarze notorycznie nie byli obecni w pracy, a podpisywali fałszywe listy obecności.
– odpowiada Dorota Kleszczewska, rzecznik IMiD, i dodaje, że zdaniem władz instytutu zarzuty to wynik konfliktów personalnych.
Problem wokół nich rozrósł się do niebezpiecznych rozmiarów. Szczególnie dla rodziców i ich dzieci, które urodziły się z zajęczą wargą bądź inną wadą uniemożliwiającą mówienie.
Co roku dotyczy to około tysiąca dzieci, które powinny zostać zoperowane w ciągu pierwszego roku życia. Później czeka je praca nad nauką wysławiania się. Dlatego ważna jest zgrana pomoc specjalistów: chirurga, foniatry i logopedy.
– uważa prof. Hortis-Dzierzbicka.
W sprawę włączyły się już prokuratura, NIK, NFZ, resort zdrowia i posłanka Julia Pitera. To do niej przed kilku laty trafiło – w innej sprawie – małżeństwo z dziewczynką z zajęczą wargą. Dziecko nie zostało planowo zoperowane, bo wszyscy lekarze, którzy mogliby zrobić zabieg, byli w tym czasie na konferencji w Brazylii.
Problem z absencją w szpitalu sygnalizował wcześniej konsultant krajowy w dziedzinie ortodoncji, który w 2010 r. informował, że źle jest prowadzona dokumentacja, co uniemożliwia obliczenie kosztów leczenia. W piśmie do MZ wskazywał też, że uzyskał w IMiD od higienistki informację, że „lekarz bywa w piątki, a pacjenci z wadą rozszczepową są przyjmowani w środy”.
– wskazuje Julia Pitera.