Dziennik Gazeta Prawana logo

Na kaca i ból brzucha... Polacy nadużywają karetek

7 listopada 2012, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Karetka
Karetka/Shutterstock
Ratownicy medyczni powinni dostać na wyposażenie wykrywacze kłamstw. Nawet ośmiu na dziesięciu pacjentów zgłaszających się na szpitalne oddziały ratunkowe nie wymaga pilnej pomocy. Taka metoda jest sposobem na ominięcie kolejek do specjalistów – przekonuje w swoim opracowaniu Najwyższa Izba Kontroli. Przy czym pogotowie w raporcie NIK zostało ocenione wysoko.

– mówi rzecznik NIK Paweł Biedziak. Ocena wynika np. z szybkiej reakcji karetek, których 90 proc. dociera do potrzebujących w czasie wymaganym przez ustawę: do 15 minut w miastach i 20 na terenach wiejskich.

Również kolejne ogniwo łańcucha, czyli oddziały ratunkowe w szpitalach, pozytywnie spełniało swoją funkcję: skutecznie kontynuowano akcje ratunkowe, dobrze diagnozowano pacjentów, co zapewniało dobre dalsze leczenie.

(w 2009 r. – red.) – relacjonuje Biedziak.

Według informacji dostawcy eurocopterów ratownicy medyczni spędzili 20 tys. godzin na pokładach, docierając do ofiar wypadków. Oprócz stu lądowisk w pobliżu szpitali wyznaczono blisko tysiąc miejsc, gdzie przy wsparciu strażaków możliwe jest lądowanie w nocy.

Jednak w ocenie NIK pogotowie i SOR-y padają ofiarą swojego sukcesu. Pacjenci już dawno się zorientowali, że trwającą miesiącami kolejkę do specjalisty mogą ominąć właśnie poprzez oddział ratunkowy.

– mówi lekarz jednego ze stołecznych szpitali.

Według NIK np. w Szpitalu Bielańskim tylko 40 na 160 pacjentów rzeczywiście potrzebowało nagłej pomocy. Skrajny przypadek to Szpital Wojewódzki w Zielonej Górze, gdzie 80 proc. pacjentów, których przyjęto i zdiagnozowano, w ogóle nie powinno tam trafić. – – wyjaśnia Biedziak.

Podobne mechanizmy rządzą w pogotowiu ratunkowym; wiele wyjazdów nie dotyczyło nagłego zagrożenia zdrowia i życia. Nawet 30 proc. wszystkich wyjazdów to interwencje do bólów brzucha lub zatruć alkoholowych.

– diagnozują kontrolerzy NIK. W ich ocenie gorzej wygląda liczba lekarzy, ratowników medycznych, która nie zawsze odpowiada rzeczywistym potrzebom. Dzieje się tak, mimo że dyrektorzy stacji pogotowia, ubiegając się o kontrakt z NFZ, wykazywali pełną obsadę, bo inaczej nie mieliby szans na umowę. Jednak w praktyce specjalistów jest mniej, czego efektem są ogromne nadgodziny. W skrajnym wykrytym przez inspektorów przypadku lekarz ze stołecznej stacji Meditrans przepracował przez miesiąc aż 662 godziny – czyli w dobę odpoczywał zaledwie przez dwie godziny.

Inspektorzy NIK przestrzegają: to zagrożenie zdrowia i zagrożenie dla pracowników pogotowia, które może mieć negatywny wpływ na jakość pomocy udzielanej pacjentom .

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj