Dziennik Gazeta Prawana logo

Polak umiera, a pogotowia nie wezwie

9 grudnia 2011, 21:28
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
zawał serca atak serce
zawał serca atak serce/Shutterstock
Wiadomo, Polak mądry po szkodzie. Tylko tutaj szkoda może skończyć się śmiercią. Jak przekonują eksperci, Polacy za późno wzywają pomoc do zawału serca. Gdybyśmy nie zwlekali, łatwiej byłoby nas ratować. A tak jesteśmy w ogonie pod względem liczby zabiegów ratujących życie.

W Polsce można byłoby uratować znacznie więcej osób z zawałem serca, gdybyśmy wcześniej wzywali pogotowie ratunkowe - przekonywali w piątek przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego na spotkaniu z dziennikarzami w Warszawie. Ze statystyk wynika, że pod względem liczby wykonywanych zabiegów kardiologii interwencyjnej (udrażniania tętnic wieńcowych), ratujących życie zawałowcom, Polska jest na piątym miejscu w Europie, po takich krajach jak Niemcy czy Szwecja.

"To z czym nie możemy sobie poradzić od wielu lat, jest zbyt późne zgłaszanie objawów tzw. ostrego zespołu wieńcowego (OZW)" - podkreśliła prof. Janina Stępińska, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z przedstawionych na spotkaniu danych wynika, że karetka w ciągu 15-20 minut jest w stanie dowieść do szpitala większość chorych z OZW (określenie coraz częściej używane przez kardiologów zamiast "zawału serca" - PAP). Zanim jednak wezwiemy pomoc, mija kilka, a czasami nawet kilkanaście godzin. "Zdarza się, że chorzy zwlekają nawet cały weekend zanim zgłoszą się do lekarza lub wezwą pogotowie, o ile mają szczęście i wcześniej nie umrą" - dodała prof. Stępinska.

Według prof. Andrzeja Rynkiewicza z I katedry i kliniki Kardiologii Klinicznego Centrum Kardiologii w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, jedynie 20 proc. osób z zawałem dociera do szpitala w ciągu dwóch godzin od wystąpienia pierwszych dolegliwości, kiedy są największe szanse na ratunek bez poważniejszych powikłań. Pozostali czekają, bagatelizując objawy, chyba że dojdzie do ostrego zawału serca, gdy ustaje krążenie krwi i pozostaje jedynie pięć minut czasu na uratowanie życia chorego.

Zdrowie Dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>

W 2005 r. do pacjentów z ostrym zespołem wieńcowym pomoc była wzywana dopiero po upływie średnio 244 minut od wystąpienia pierwszych bólów w klatce piersiowej. "Od tego czasu niewiele się zmieniło. W 2009 r. średni czas wzywania pogotowania ratunkowego do zawału skrócił się jedynie do 219 minut. To wciąż zdecydowanie za długo" - dodał prof. Rynkiewicz.

Znacznie skrócił się natomiast czas oczekiwania na zabiegi kardiologii interwencyjnej pacjentów, którzy już znaleźli się w szpitalu. W 2005 r. lekarze potrzebowali na to 32 minut, ale w 2009 r. już tylko 25 minut.

"Możemy ten czas jeszcze trochę skrócić poprzez lepszą organizację opieki na chorymi z ostrym zespołem wieńcowym, ale więcej nie jesteśmy już w stanie zrobić. Największe rezerwy wciąż tkwią w przyśpieszeniu wzywania pomocy" - podkreślił prof. Rynkiewicz.

Kardiolodzy podkreślali, że trzeba to zrobić jak tylko u chorego pojawią się takie dolegliwości jak silny ból, ucisk lub rozpieranie w klatce piersiowej. "Ponieważ niektóre objawy mogą być nietypowe i mylące, w USA namawia się nawet do wzywania pomocy jak tylko chory odczuwa dyskomfort w okolicach klatki piersiowej" - dodał specjalista.

Najbardziej niebezpieczne są ostre zespoły wieńcowe z tzw. uniesionym odcinkiem ST w zapisie EKG, który odpowiada tradycyjnemu określeniu zawału serca. Dochodzi do niego zwykle wtedy, gdy nastąpi całkowite zamknięcie tętnicy mięśnia sercowego (na skutek pęknięcia blaszki miażdżycowej). Skutkiem tego jest niedokrwienie serca. Gdy się ono przedłuża, powstaje martwica mięśnia sercowego, która jest tym większa im dłużej utrzymuje się niedrożność naczynia wieńcowego.

"Używamy nawet takiego określenia, że 'czas to mięsień'. Oznacza ono, że im wcześniej zostanie udzielona choremu pomoc, tym większe są szanse, że martwica będzie mniejsza lub w ogóle do niej nie dojdzie" - wyjaśniła prof. Stępińska. W przypadku OZW z uniesieniem ST po 12 godzinach dochodzi do nieodwracalnych zmian w mięśniu sercowym.

Nieco więcej jest czasu na udzielenie pomocy chorym z ostrym zespołem wieńcowym bez uniesienia odcinka ST. Taka sytuacja jest wtedy - wyjaśniali kardiolodzy - gdy tętnica nie jest całkowicie niedrożna, a niedokrwienie mięśnia sercowego jest tylko częściowe. Ale nawet wtedy w okresie najpóźniej 24 godzin należy wykonać choremu koronarografię (obrazowanie drożności tętnic) i gdy jest to konieczne - przeprowadzić angioplastykę (udrożnienie naczyń).

W 2010 r. w całej Polsce zdarzyło się 111 838 wszystkich ostrych zespołów wieńcowych (z uniesieniem ST i bez niego). Od 2011 r. mogą im udzielać pomocy 134 ośrodki kardiologii interwencyjnej, czynne całą dobę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj