Dwa dni od zmiany czasu na letni, czyli w poniedziałek, ryzyko wystąpienia zawału serca wzrasta aż o 10 procent – donoszą naukowcy z University of Alabama w Stanach Zjednoczonych, o czym czytamy w „Daily Telegraph”. Zagrożenie nagłą śmiercią z powodu zaburzeń pracy serca jest wysokie również we wtorek. Dlaczego? Naukowcy mają kilka teorii.

Reklama

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>

Dopiero w poniedziałek organizm może odczuć zmianę wynikającą z przestawienia zegarków. W niedzielę, która dla większości ludzi jest dniem wolnym od pracy, możemy w ogóle nie odczuć zmiany czasu. Natomiast w poniedziałek musimy po raz pierwszy w sezonie letnim wstać o godzinę wcześniej niż zwykle. Odbieramy więc organizmowi godzinę snu oraz zakłócamy dobowy zegar biologiczny, co zmusza układ immunologiczny do reakcji. Ta reakcja to tzw. odpowiedź zapalna, która może przyczynić się do wywołania zawału serca.

Każda komórka w organizmie ma swój własny zegar, dzięki któremu jest ona w stanie przewidzieć, co się wydarzy oraz jak trzeba się do tego przygotować – tłumaczy prowadzący badania prof. Martin Young. Dlatego, gdy przykładowo komórki oczekują godziny odpoczynku, a już jest pora pobudki, narażone są na negatywne działanie stresu. Choć nam wydaje się, że godzina snu mniej to "nic", jednak dla organizmu to spory szok.

Najbardziej narażone na zawał serca są osoby prowadzące bardzo uregulowany tryb życia, jak również pacjenci ze schorzeniami układu krążenia.

Uczeni radzą, by w poniedziałek i wtorek rano nie wychodzić z domu bez pożywnego śniadania oraz najlepiej dopiero w porze, gdy jest już słońce. Warto poświęcić chwilę na poranną gimnastykę. To pozwoli organizmowi powoli zsynchronizować się ze zmianą środowiska i zmniejszy ryzyko wystąpienia komplikacji zdrowotnych.