Dzięki nowoczesnym szczepionkom możliwe byłoby nawet doszczętne wytępienie niektórych chorób. Byłoby możliwe, gdyby wszyscy rodzice poddawali swoje pociechy szczepieniom obowiązkowym. Niestety, tak nie jest.

Reklama

Jak nierozsądne jest unikanie szczepień, przekonali się niedawno mieszkańcy Walii. Rok temu wybuchła tam epidemia odry - choroby, o której dawno moglibyśmy zapomnieć, gdyby rodzice szczepili swoje pociechy. Tylko w ciągu niespełna miesiąca zachorowało na odrę aż 700 dzieci! Wszystko przez to, że kilkanaście lat temu, w 1998 roku, na łamach prestiżowego magazynu medycznego „Lancet” opublikowano sfałszowane wyniki badań wykazujące, że kombinowana szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce wywołuje autyzm. Nie pomogły tysiące artykułów naukowych obalających tę tezę. Sam autor nieprawdziwych badań, dr Andrew Wakefield, został pozbawiony prawa do prowadzenia praktyki medycznej. To nic. Rodzice nadal chcą wierzyć w ten wielki mit, który ich dzieci mogą przepłacić zdrowiem, a nawet życiem. Bo trzeba wiedzieć, że odra jest niezwykle groźną i przy tym bardzo zakaźną (przenosi się drogą kropelkową) chorobą, która może skończyć się poważnymi powikłaniami, a nawet śmiercią.

W Polsce sytuacja też nie wygląda różowo. W 2012 roku nie zaszczepiono 5 tysięcy dzieci w ramach szczepień obowiązkowych i bezpłatnych. W 2013 roku, według Informacyjnej Agencji Radiowej, liczba ta wzrosła już do 7 tysięcy dzieci.

Czego obawiają się rodzice, którzy nie szczepią swoich dzieci?

Grono przeciwników szczepień jest wielkie. Zasilają je przede wszystkim rodzice małych dzieci. Wśród argumentów, jakie przytaczają, by usprawiedliwić swoje postępowanie, pojawiają się m.in. takie:

MIT: Szczepionki zawierają toksyczną rtęć

Prawdą jest, że w niektórych szczepionkach (DTP, Td, TD, TD, część szczepionek przeciwko WZW typu B) rtęć (etylan rtęci) występuje w postaci tiomersalu, który hamuje rozwój bakterii i innych patogenów, jakie mogłyby zanieczyszczać szczepionki. Przeciwnicy szczepień zauważają, że etylan rtęci może działać jak metylan rtęci i kumulować się w organizmie dziecka. Nie ma jednak żadnych badań naukowych potwierdzających takie działanie. Co więcej, są wyniki badań pokazujące, że etylan rtęci jest inny niż metylan rtęci i w ciągu 7 dniu jest całkowicie wydalany drogą jelitową. Potwierdzają one również, że tiomersal nie wykazuje żadnych toksycznych działań i jako składnik szczepionek jest całkowicie bezpieczny. Także komitet doradczy WHO ds. Bezpieczeństwa Szczepionek nie potwierdza rzekomej toksyczności tiomersalu i zezwala na jego używanie w szczepionkach.

MIT: Szczepionka niesie ze sobą większe zagrożenie niż przebycie choroby

Rzeczywiście, po szczepieniu może pojawić się niepożądany odczyn poszczepienny: miejscowy (obrzęk, zaczerwienienie w miejscu wkłucia) lub uogólniony (gorączka, wymioty). Najlepszym jednak argumentem, by obalić ten mit, będzie pytanie: jak wygląda statystyka śmiertelności np. z powodu gruźlicy i szczepienia przeciwko gruźlicy? Tego nawet nie da się porównać. Co ciekawe, śmiertelność z powodu niektórych chorób (np. krztuśca, błonicy, różyczki) zmniejszyła się nawet o prawie 100 proc. w porównaniu do lat, kiedy nie było obowiązkowych szczepień przeciwko tym chorobom.

MIT: Szczepionki wywołują groźne przewlekłe choroby

Badania naukowe wykluczyły związek szczepienie z wywołaniem niektórych chorób. Przykładowo mitem jest, że szczepionka przeciwko ospie zwiększa ryzyko cukrzycy typu 1 albo szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B wywołuje stwardnienie rozsiane. Nieprawdziwe są informacje, jakoby szczepienie wywołało u dziecka alergię, białaczkę czy zapalenie stawów.

Niezależną ocenę bezpieczeństw szczepień prowadzi powołany przez WHO w 1999 roku Światowy Komitet Doradczy ds. Bezpieczeństwa Szczepień (Global Advisory Committee on Vaccine Safety - GACVS). Skupia on immunologów, pediatrów, epidemiologów, specjalistów badających leki i ich bezpieczeństwo itp. Jego eksperci dwa razy do roku dokładnie analizują wszelkie informacje i publikacje dotyczące skutków stosowanych szczepionek.