Stoicy nie byli elitarnymi filozofami

Stoicyzm narodził się w III wieku p.n.e., a jego początki wiążą się z postacią Zenon z Kition. Rozwijał się przez około 500 lat, aż po czasy Marek Aureliusz. Co ważne, stoicy nie postrzegali siebie jako zamkniętej elity intelektualnej. Ich celem było przekazywanie praktycznych wskazówek, które pozwolą ludziom żyć skutecznie, sprawczo i spokojnie.

Reklama

Nie chodziło o abstrakcyjne dyskusje. Chodziło o instrukcję obsługi życia.

Sprawczość zamiast kontroli nad światem

Jednym z kluczowych pojęć w rozmowie jest sprawczość. To poczucie, że mam wpływ na swoje działania, nawet jeśli nie mam wpływu na rezultat.

Menadżer może „dowozić wyniki”, ale wynik zależy nie tylko od niego, lecz także od okoliczności zewnętrznych. Stoicy nazwaliby to losem albo fortuną. Jeśli rozliczamy człowieka wyłącznie z efektu, tak naprawdę rozliczamy przypadek.

Sprawczość to coś innego. To skupienie się na tym, co ode mnie zależy. Na wysiłku, decyzji, postawie.

Szczególnie wyraźnie widać to u mężczyzn około czterdziestki. Wcześniej często realizują „listę”: praca, dom, rodzina, stabilizacja. Odhaczają kolejne punkty. A potem pojawia się pytanie: co dalej? Czy to w ogóle było moje?

Reklama

Stoicyzm w tym momencie życia może być narzędziem odzyskiwania wpływu.

Małe rytuały, duża zmiana

Jak budować sprawczość w praktyce? Nie przez rewolucję. Przez mały, codzienny rytuał.

Zimny prysznic. Poranny spacer bez telefonu. Kwadrans czytania. Cokolwiek, co jest powtarzalne i zależy wyłącznie od nas. Kluczowe jest jedno: robimy to bez względu na okoliczności.

Jeśli potrafię wyjść na spacer nawet po trzech godzinach snu, zaczynam widzieć, że mam kontrolę przynajmniej nad jednym obszarem życia. To poczucie zaczyna się rozszerzać.

Tak jak na siłowni. Sam karnet nic nie zmienia. Regularność już tak.

Najgorszy scenariusz jako narzędzie odwagi

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych stoickich ćwiczeń jest premeditatio malorum, czyli wyobrażanie sobie najgorszego możliwego scenariusza.

Brzmi jak zachęta do zamartwiania się. W praktyce działa odwrotnie.

Zamiast przerywać lęk w połowie, stoik każe go doprowadzić do końca. Szef krzywo się uśmiechnął? Wyobraź sobie, że cię zwalnia. Co się dzieje dalej? Jak wygląda twój dzień? Co robisz następnego dnia? Jak reagują bliscy?

Dlaczego to działa? Bo zamykamy pętlę w głowie. Mózg przestaje wracać do niedokończonej historii. Dodatkowo pojawia się coś jeszcze: konkret.

Psychologia rozróżnia lęk i strach. Lęk jest nieokreślony. „W lesie może być coś złego”. Strach jest konkretny. „W lesie są wilki”. Na wilka można się przygotować. Na „coś złego” nie.

Stoickie ćwiczenie zamienia lęk w strach. A strach daje energię do działania.

Stoik to nie człowiek bez emocji

Współcześnie stoicyzm bywa kojarzony z pokerową twarzą i tłumieniem uczuć. To uproszczenie.

W tekstach stoickich nie ma wezwania do bycia zimnym. Jest wezwanie do przeżywania emocji świadomie. Jeśli czujesz złość, przeżyj ją w pełni. Jeśli czujesz radość, korzystaj z niej, wiedząc, że minie.

Stan równowagi, który stoicy nazywali apatheia, nie oznacza braku emocji. Oznacza dążenie do równowagi po ich przeżyciu.

Nie chodzi o to, by nic nie czuć. Chodzi o to, by emocje nie przejmowały nad nami kontroli.

Świat chce decydować za nas

W rozmowie pojawia się też temat wyuczonej bezradności. Z jednej strony świat jest coraz bardziej złożony. Z drugiej coraz częściej słyszymy: „nie dyskutuj, eksperci wiedzą lepiej”.

Stoicka odpowiedź jest prosta: jeśli coś mnie dotyczy, mam prawo i obowiązek to zrozumieć na tyle, na ile potrafię. Nie chodzi o odrzucanie wiedzy. Chodzi o świadome podejmowanie decyzji.

Sprawczość i świadomość to dwa hasła, które w tej rozmowie powracają najczęściej.

Inteligencja emocjonalna jako narzędzie

Autor książki wprowadza rozróżnienie między klasycznym IQ a inteligencją emocjonalną. Ta pierwsza jest cechą. Ta druga jest zbiorem kompetencji.

Można ją rozwijać. Uczyć się rozpoznawania emocji, regulowania ich, rozumienia innych ludzi. To element „oprogramowania”, które wykorzystuje sprzęt, jaki dostaliśmy od natury.

Dla stoika to kolejny obszar sprawczości. Nie wybierasz genów, ale możesz zdecydować, co z nimi zrobisz.

Manipulacja i świadomość

W książce pojawia się też wątek manipulacji, inspirowany między innymi refleksjami Niccolò Machiavelli. Manipulacja to wywieranie wpływu poza świadomością odbiorcy.

Kluczowe słowo znów brzmi: świadomość. Gdy uświadamiamy sobie próbę manipulacji, traci ona moc. Świadomość jest najlepszą obroną.

Nie chodzi o cynizm. Chodzi o trzeźwość.

Dziennik stoika

Marek Aureliusz nie pisał „Rozmyślań” z myślą o czytelnikach. To był jego osobisty dziennik. Narzędzie autorefleksji.

Dziennik stoika nie służy planowaniu wyników. Służy ustawieniu intencji. Zamiast „dziś muszę osiągnąć to i to”, pojawia się pytanie: „jak chcę dziś działać?”. Z jaką postawą? Z jaką uważnością?

Bo stoicy zauważyli coś prostego i trudnego jednocześnie: nie mamy przeszłości ani przyszłości. Mamy tylko teraźniejszość.

I to w niej możemy być sprawczy.

Czy stoicyzm przyjmie się w XXI wieku?

Być może nie jako moda. Nie jako kolejny trend z internetu.

Ale jako praktyka codziennych decyzji. Małych rytuałów. Świadomego przeżywania emocji. Odpowiedzialności za to, co od nas zależy.

Stoicyzm nie obiecuje, że będzie dobrze. Obiecuje, że będziemy gotowi, niezależnie od tego, co się wydarzy.

A to w dzisiejszym świecie może być więcej warte niż szybkie recepty na szczęście.