Co zostaje, gdy milkną telefony

Krąży mit, że gdy kończy się misja ambasadora, kończy się też zainteresowanie. Mark Brzeziński mówi wprost: było odwrotnie.

Reklama

Kiedy jest się ambasadorem, jest się otoczonym ludźmi, którzy filtrują każdy kontakt. Gdy przestałem nim być, dopiero wtedy naprawdę zacząłem poznawać Polskę.

Zamiast salonów i protokołu – bezpośrednie rozmowy z przedsiębiorcami, aktywistami, zwykłymi ludźmi. Zamiast oficjalnych raportów – realne dylematy i konkretne szanse. To doświadczenie stało się jednym z fundamentów książki, którą para napisała po zakończeniu misji dyplomatycznej.

Partnerstwo jako praktyka, nie hasło

Dla Leonowicz partnerstwo to głęboka przyjaźń. Dawanie sobie przestrzeni. Wzmacnianie się, a nie rywalizacja. Możliwość wzrastania obok siebie, bez potrzeby dominowania.

Ale ich definicja idzie dalej.
Partnerstwo to łączenie ludzi ponad podziałami. W czasie misji w Polsce starali się budować mosty między politykami różnych opcji, biznesem, organizacjami pozarządowymi, młodymi i starszymi. W rezydencji ambasadora organizowali spotkania, które miały łączyć, nie dzielić.

Brzeziński podkreśla, że Polska w 2026 roku stoi przed ogromną szansą. W jego ocenie relacja USA–Polska przestała być relacją nierówną.

Reklama

– Dziś to relacja równy z równym. A partnerstwo działa tylko wtedy, gdy obie strony stoją na tej samej wysokości.
To zdanie dotyczy zarówno państw, jak i związków.

Dyplomacja: siła czy partnerstwo?

Czy w świecie napięć i wojny liczy się partnerstwo, czy twarda siła?
Brzeziński nie ucieka od realiów. Siła jest ważna. Krytyczne myślenie, nastawienie na rezultat – również. Ale najważniejsze jest inne pytanie: co będzie dobre dla ludzi za 20–30 lat?

To perspektywa długiego dystansu. Tak w dyplomacji, jak w życiu prywatnym.

Olga Leonowicz dodaje, że w Polsce wciąż silne jest myślenie o tym, „jak wypadnę”, zamiast „co będzie dobre dla wspólnoty”. Jej zdaniem potrzebujemy zmiany mentalności. Mniej gry wizerunkiem, więcej realnej odpowiedzialności.

Syn profesora, który wybrał Polskę

Czy Mark Brzeziński był „skazany” na dyplomację? Dorastał w rodzinie zaangażowanej w służbę publiczną. Ojciec pracował w administracji USA, brat służył w armii.

On sam studiował prawo i myślał o karierze prokuratora federalnego. Punktem zwrotnym był upadek muru berlińskiego. W 1990 roku pojechał do Europy Środkowej. W Polsce poczuł coś, czego wcześniej nie doświadczył.

– Pomyślałem: oni są tacy jak ja. Ja jestem taki jak oni.

To wtedy pojawiła się myśl, że może być użyteczny właśnie tutaj.
Lata później, w 2021 roku, zadzwonił telefon z administracji Joe Bidena. Pytanie było proste: czy chciałby zostać ambasadorem w Polsce? Odpowiedź również.

Amerykański sen - historia, która nie skończyła się po wakacjach

Olga i Mark poznali się wiele lat wcześniej. Ona była studentką. On zaprosił ją na spacer po Waszyngtonie. Dobrze im się rozmawiało. Spędzili razem lato.

Potem wróciła do Polski. To były czasy przed WhatsAppem i tanimi połączeniami. Relacja na odległość nie przetrwała.

Spotkali się ponownie po ponad 20 latach, w 2022 roku. Oboje z doświadczeniem, po życiowych przejściach. Rozmowa zaczęła się na nowo. Tym razem już się nie urwała.

Mark Brzezinski: mężczyzna, który robi miejsce

W rozmowie pojawia się wątek feminizmu. Leonowicz mówi wprost: Mark jest feministą. Dla niej to mężczyzna, który potrafi zrobić miejsce kobiecie na scenie. Nie czuje zagrożenia, gdy partnerka ma własny głos.

W czasie jego misji w Polsce działali razem, ale niezależnie. Ona zajmowała się zdrowiem psychicznym młodych ludzi, wzmacnianiem pozycji kobiet, tematami społecznymi. Nie była „plus one” od uśmiechów i zdjęć.

I właśnie określenie „plus one” stało się symbolem szerszego problemu.

Na początku tak ją przedstawiano. Partnerka. Osoba towarzysząca. Dodatek.

Dla kobiety o silnej tożsamości to było nie do przyjęcia. Postanowili jasno nazwać relację. W wywiadzie powiedzieli wprost: XXI wiek nie zna jednego modelu związku. Małżeństwo nie jest jedyną formą, a kobieta stojąca obok ambasadora nie jest tłem.

Brzeziński przyznaje, że sytuacje, w których ją ignorowano, zwyczajnie go złościły. Traktowanie partnerki jak sekretarki uważa za żenujące. Jednocześnie mówi o współczuciu wobec tych, którzy mentalnie zostali w innej epoce.

Kryzys męskości i nowa definicja

W rozmowie pojawia się trudny temat: zdrowie psychiczne mężczyzn. W Polsce liczba samobójstw wśród mężczyzn jest wyższa niż wśród kobiet. Maczyzm odchodzi, ale w jego miejsce nie powstał jeszcze nowy, stabilny model.

Olga mówi jasno: nikt nie zrobi tej pracy za mężczyzn. Tak jak kobiety musiały zawalczyć o swoją niezależność, tak mężczyźni muszą na nowo zdefiniować swoją rolę.

Nie chodzi o barykady. Chodzi o dialog. O odwagę powiedzenia: nie muszę być twardy za wszelką cenę. Mogę być liderem i jednocześnie empatycznym człowiekiem.

Brzeziński definiuje męskość prosto: to umiejętność budowania dobrych relacji. Z ludźmi niezależnie od ich pozycji, płci czy poglądów. To gotowość do uczenia się i dzielenia tym, co się ma.

Wojna, odpowiedzialność, dług wdzięczności

Rozmowa toczy się w przeddzień rocznicy pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Brzeziński nie ma wątpliwości: współpraca Polski i USA była kluczowa dla bezpieczeństwa regionu.

Podkreśla też coś, co jego zdaniem bywa niedoceniane – wysiłek Polaków w przyjęciu uchodźców. To, jak mówi, będzie opisywane w podręcznikach historii.

Olga dodaje, że nie wolno teraz rozgrywać tej pomocy politycznie. Ukraińcy wypełnili lukę na rynku pracy, przyczynili się do wzrostu gospodarczego. Polska ma wobec nich dług wdzięczności.

Normalność zamiast kawioru

Dyplomacja kojarzy się z rautami, szampanem i czerwonymi dywanami. Oni mówią o czymś innym.

O spacerach z psami w lesie. O szybkich rozmowach w samochodzie między jednym a drugim wydarzeniem. O łapaniu zwyczajnych chwil w napiętym kalendarzu.

– To nie muszą być wielkie wyjazdy – mówi Olga. – Najważniejsze rzeczy dzieją się w zwykłych okolicznościach.

Amerykański sen, który dzieje się tu

Ich historia zaczęła się jak klasyczny amerykański sen. Młoda studentka. Waszyngton. Syn wpływowego profesora. Polityka, wielki świat.

Ale dziś brzmi raczej jak opowieść o dojrzewaniu. O tym, że prawdziwa siła nie polega na dominacji. Że państwa mogą być partnerami, a nie klientami. Że mężczyzna nie traci, gdy robi miejsce kobiecie.

I że na końcu dnia, niezależnie od tytułów i funkcji, wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi.

Może właśnie na tym polega nowa definicja amerykańskiego snu. Nie na błysku fleszy, lecz na relacjach, które wytrzymują próbę czasu.