Dziennik Gazeta Prawana logo

Marcin Meller przeszedł zabieg i wspomina ojca. "Może żyłby do dzisiaj, gdyby wcześniej się zbadał"

22 lutego 2024, 16:40
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Kolonoskopia, Marcin Meller
Marcin Meller jest po zabiegu wycięcia polipa. Zdradził, dlaczego musi się badać regularnie/ShutterStock
Dziennikarz na swoim profilu w mediach społecznościowych podzielił się informacją o badaniu i procedurze medycznej, którym się poddał. Nie ukrywa, że zdecydował się uchylić rąbka swojej prywatności z ważnego powodu. Wspomniał o tragedii rodzinnej, która sprawiła, że musi się regularnie badać i zachęcił do pójścia w swoje ślady.

Marcin Meller: Fotka medyczno-ekshibicjonistyczna w imię wielkiej sprawy

Na zdjęciu dziennikarz jest po zabiegu, jeszcze w pozycji horyzontalnej, podłączony do urządzeń medycznych. Wyjaśnia, co się wydarzyło i dlaczego uwiecznił się w takim momencie, na szpitalnym łóżku. 

"Jestem właśnie po kolonoskopii, był polip, już usunięty, będzie dobrze, ale czort wie, co by było, gdybym się nie badał" - zaczął swój wpis na Facebooku Marcin Meller.

"Mój tata Stefan zmarł na raka jelita grubego w wieku 66 lat. Może żyłby do dzisiaj, gdyby wcześniej się zbadał, bo z resztą zdrowia było u niego ok. Ale w pakiecie badań w pracy nie było kolonoskopii, która pozwala na stwierdzenie nowotworu na bardzo wczesnym etapie, a sam na to nie wpadł" - kontynuuje dziennikarz. 

Po jego śmierci w 2008 roku, jako osoba z grupy ryzyka, dziennikarz zrobił pierwszą kolonoskopię w wieku 40 lat. Dowiedział się, że jest "czysty". "Lekarze mi powiedzieli, bym powrócił za osiem lat, więc powtórzyłem na początku 2016 i znowu czysto, ulga. A teraz biorąc pod uwagę tego polipka, wrócę szybciej niż dotąd" - zapowiedział.

Ojciec dziennikarza, znany profesor i dyplomata zmarł na raka jelita

Młodsza siostra publicysty, Katarzyna Meller, w wywiadzie dla Medonetu opowiedziała o chorobie Stefana Mellera, ich ojca, który był znaną postacią publiczną –  historykiem, dyplomatą, ambasadorem w Moskwie i w Paryżu oraz szefem MSZ.  

Prof. Stefan Meller zmarł na początku 2008 r. z powodu jednego z tzw. "cichych" nowotworów, które często latami nie dają objawów. 

- Tata poczuł intensywne bóle brzucha i dopiero jak zaczęło go skręcać z bólu, to udał się do lekarza. Okazało się, że to już jest tak zaawansowane stadium raka, że tak naprawdę niewiele można było zrobić. Przedłużono ten czas, zyskał może dwa lata, ale już się męczył. To naprawdę była męka, której nie życzę nikomu - zdradziła Katarzyna.

Wspomniała też, jak sobie radził z terminalną chorobą. - Tata bardzo chciał żyć. Był pełen energii i to stanowiło dla niego największy problem — miał jeszcze tyle planów i chęci, a zdawał sobie sprawę na poziomie intelektualnym, że to się pewnie nie uda - powiedziała.

Siostra dziennikarza przyznała, że tragedia rodzinna sprawiła, że rodzeństwo Mellerów regularnie się bada na okoliczność tego podstępnego nowotworu.

- Marcin bardzo propaguje wykonywanie kolonoskopii, stara się jak najwięcej o tym mówić, bo nasz tata z kolei zmarł na raka jelita grubego. Gdyby badał się regularnie, to pewnie jeszcze by żył. Natomiast on był takim typowym mężczyzną z epoki, czyli do lekarza chodziło się tylko wtedy, jak coś zabolało. Wiadomo, że wtedy było już za późno. A to badanie jest niesłychanie istotne i cała nasza trójka wykonuje je regularnie - powiedziała w rozmowie.

"Nawet nie wiecie, ile dostałem wiadomości, że uratowałem komuś życie" 

Gospodarz programów TVN wystosował też apel: "KAŻDY PO 40 ROKU ŻYCIA POWINIEN ZROBIĆ TE BADANIA. Jeśli ktoś z Waszej najbliższej rodziny zmarł na nowotwór jelita grubego przed 50-tką, idźcie przynajmniej 10 lat wcześniej w stosunku do wieku, w którym bliski zmarł".

Mając na uwadze swoje doświadczenia rodzinne, Marcin Meller zaapelował też do młodych ludzi: "Męczcie swoich starych, zamęczcie ich, ale niech się zbadają. Molestujcie starsze rodzeństwo. Dziewczyny! Wy generalnie jesteście bardziej czujne, ale zbadajcie nie tylko siebie, męczcie też swoich facetów, braci i ojców, nawet jeśli upierają się jak osły i obracają temat w kpinę" - prosi.

Dziennikarz żartuje, że "perspektywa wsadzania rurki w tyłek nie brzmi zbyt pociągająco, ale można to robić w znieczuleniu ogólnym, a i bez znieczulenia dzisiaj to badanie jest dużo mniej nieprzyjemne".  - Kiedyś ryzykowny, dzisiaj ten zabieg jest bezpieczny - podkreśla.

Meller o konieczności poddania się temu badaniu mówi od dawna. "Młotkuję w tej sprawie od 16 lat, od śmierci taty. Nawet nie wiecie, ile dostałem wiadomości, że uratowałem komuś życie, bo za sprawą mojego posta, tak na zasadzie "strzeżonego Pan Bóg strzeże", człowiek poszedł na badania i się okazało, że ma początkowe, uleczalne objawy" - napisał na swoim profilu na FB. 

Wspomina też o wiadomości 10 lat młodszego od niego mężczyzny, który podziękował mu w imieniu trójki swoich dzieci: "(To, że) będą jeszcze długo miały ojca, co by się nie stało, gdyby się nie zbadał, jest jedną z najlepszych rzeczy jakie przytrafiły mi się w życiu" - przyznał Marcin Meller.
 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj