Dziennik Gazeta Prawana logo

Prof. Krzysztof Łukaszuk: Naprotechnologia nie jest alternatywą dla metody in vitro [ROZMOWA DZIENNIK.PL]

26 grudnia 2015, 18:05
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Lekarz przy mikroskopie
Lekarz przy mikroskopie/Shutterstock
Decyzję o zaniechaniu finansowania przez państwo leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego przyjąłem ze smutkiem. Dla pacjentów, którzy z niej korzystają, najczęściej nie ma niestety alternatywy. W nich też najmocniej uderzy zamknięcie programu rządowego – przyznaje prof. dr hab. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

MARTA NOWIK: Naprotechnologia jest dość nową metodą, niewiele młodszą od metody zapłodnienia in vitro. Na czym polega?

Prof. dr hab. KRZYSZTOF ŁUKASZUK: Termin naprotechnologia odnosi się do słów Natural Procreative Technology, czyli technologia naturalnej prokreacji. Jest to metoda diagnozowania i leczenia niepłodności, zapoczątkowana 30 lat temu, koncentrująca się na szczegółowej obserwacji kobiecego organizmu i przebiegu cyklu miesięcznego. Postępowanie trwa na ogół około 24 miesięcy – w tym czasie instruktor lub rzadziej lekarz wspólnie z pacjentką prowadzi analizę naturalnych procesów fizycznych i biochemicznych zachodzących w jej ciele, a następnie proponuje ewentualne leczenie farmakologiczne, polegające na stymulacji owulacji, czasem zabiegi chirurgiczne lub po prostu pomaga w określeniu optymalnego momentu współżycia.

Prof. Jerzy Radwan, współtwórca głośnego sukcesu z 1987 roku, czyli narodzin pierwszego w Polsce dziecka z in vitro, mówi wprost, że naprotechnologia to hipokryzja, ponieważ to nic innego jak "zwykłe postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne, które my, lekarze zajmujący się leczeniem niepłodności, stosujemy u par chcących zajść w ciążę". Zgadza się Pan z tym stanowiskiem?

Taka jest prawda. Para, która trafia do kliniki leczenia niepłodności, jest w pierwszej kolejności poddawana szczegółowej diagnostyce. Ocenia się tak zwaną rezerwę jajnikową i przebieg cyklu kobiety, analizuje parametry nasienia mężczyzny. Na podstawie licznych badań – laboratoryjnych i obrazowych, a także wywiadu medycznego – lekarz proponuje sposób postępowania. Czasem po prostu zaleca się parze dalsze naturalne starania o dziecko, niekiedy proponuje się regulację cyklu z wykorzystaniem leków lub drobne zabiegi chirurgiczne. Metody wspomaganego rozrodu, takie jak inseminacja czy zapłodnienie in vitro rozważane są wyłącznie jako ostatnie rozwiązanie.

8575647-usg-ciazy.jpg
USG ciąży

Dlaczego więc naprotechnologię przedstawia się jako alternatywę dla in vitro?

Naprotechnologia nie jest alternatywą dla innych metod wspomaganego rozrodu. Trudno jest powiedzieć, dlaczego niektórzy w ten sposób ją przedstawiają... Postępowanie bazujące na naturalnych procesach oraz metody medycyny wspomaganego rozrodu uzupełniają się, a nie wykluczają. Naprotechnologię stosuje się u wąskiej grupy par starających się o potomstwo. Kompleksowa diagnostyka i podstawowe metody wspierania płodności są proponowane pacjentom jako standardowy element działania. Niekoniecznie pod nazwą naprotechnologii. Dopiero kiedy okazują się nieskuteczne, sięga się po pozostałe metody.

W jakich przypadkach naprotechnologia okazuje się kompletnie bezradna?

Na pewno może być wsparciem dla par, u których nie zdiagnozowano istotnych zaburzeń, najczęściej w tak zwanej niepłodności idiopatycznej, czyli takiej, której przyczyn nie potrafimy jednoznacznie wskazać. Wyznaczenie optymalnego czasu na poczęcie dziecka może pomóc parom współżyjącym rzadko lub nieregularnie. Farmakoterapia powinna być zalecana z kolei paniom doświadczającym nieznacznych zaburzeń hormonalnych, zaś leczenie operacyjne – od którego jednak odchodzi się na całym świecie ze względu na istotne ryzyko powikłań – może przynieść rezultaty u części pacjentek z drobnymi zmianami w narządach rodnych.

Naprotechnologia będzie jednak nieskuteczna wobec męskiej niepłodności, na przykład obniżonych parametrów nasienia, zaburzeń w produkcji plemników czy niedrożności nasieniowodów. Nie pomoże również w przypadku niedrożności jajowodów, zaawansowanej endometriozy, nieprawidłowości genetycznych oraz w wielu innych sytuacjach, które długo można by wyliczać. Warto pamiętać, że zgodnie z rekomendacjami polskich i zagranicznych towarzystw medycznych procedura zapłodnienia pozaustrojowego ma udowodnioną, najwyższą skuteczność spośród wszystkich metod leczenia niepłodności.

A co można powiedzieć o skuteczności naprotechnologii? Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Polskie Towarzystwo Ginekologiczne mówią wprost: nie możemy rekomendować naprotechnologii, bo brakuje dowodów na jej skuteczność.

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Brakuje wiarygodnych, recenzowanych publikacji naukowych na temat skuteczności naprotechnologii. Tymczasem o efektywności i bezpieczeństwie metody zapłodnienia pozaustrojowego powstały setki tysięcy prac. Zagadnieniem tym zajmują się liczne zespoły naukowe na całym świecie. Z dotychczas zgromadzonych danych jasno wynika, że średnia skuteczność leczenia z wykorzystaniem zapłodnienia pozaustrojowego wynosi od 30 do 40 proc. Można się spodziewać, że metoda in vitro będzie jeszcze skuteczniejsza, ponieważ wraz z rozwojem wiedzy medycznej jest ciągle doskonalona.

8575706-prof-dr-hab-n-med.jpg
Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk

Polski rząd nie da się raczej przekonać do finansowania in vitro, a ministerstwo zdrowia już postanowiło, że program rządowej refundacji tej metody zostanie wygaszony i zastąpiony wspomaganiem naprotechnologii. Może istnieje jakaś alternatywa dla naprotechnologii, na którą Pańskim zdaniem warto przeznaczyć pieniądze z budżetu?

Decyzję o zaniechaniu finansowania przez państwo leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego przyjąłem ze smutkiem. Dla pacjentów, którzy z niej korzystają, najczęściej nie ma niestety alternatywy. W nich też najmocniej uderzy zamknięcie programu rządowego. Bariera finansowa może ograniczyć niektórym parom dostęp do leczenia, którego potrzebują. Myślę, że w kontekście tematu niepłodności – jeśli in vitro jako metoda jest przez rządzących nie do zaakceptowania – warto inwestować środki publiczne w profilaktykę i wczesne wykrywanie zaburzeń prokreacyjnych. Takie działania powinny być jednak oparte na rzetelnej, sprawdzonej wiedzy medycznej, na badaniach i opiece specjalistów, nie zaś na kwestiach światopoglądowych czy ideologicznych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj