Równocześnie wyjaśnił, że niektóre leki stosowane w terapii nowotworowej obniżają poziom limfocytów B wyszkolonych w zakresie produkcji przeciwciał oraz limfocytów T, których zadaniem jest odnalezienie zakażonych wirusem komórek i niszczenie ich.

Reklama

- Jeśli pacjent jest w trakcie leczenia takimi preparatami i równocześnie dostanie szczepionkę, to ona da niewiele, bo organizm nie będzie dobrze chroniony - powiedział.

- W związku z tym mówię, żeby szczepić, ale w okresie remisji, a najlepiej przed leczeniem - dodał.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów doprecyzowującego grupy priorytetowe do szczepień przeciw COVID-19 w grupie 1B znalazły się osoby urodzone po 1961 roku ze stanami zwiększającymi ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19, czyli dializowane z powodu przewlekłej niewydolności nerek lub z chorobą nowotworową leczone od 2020 roku chemioterapią lub radioterapią oraz te poddawane przewlekłej wentylacji mechanicznej, jak również osoby po przeszczepach komórek, tkanek, narządów, u których prowadzono leczenie immunosupresyjne.

Szczepienie tych osób ma rozpocząć się w połowie marca. To grupa około 70 tys. osób. Zgodnie z rekomendacjami Rady Medycznej i decyzjami Ministerstwa Zdrowia będą one przyjmować szczepionki mRNA firmy Pfizer i Moderna.

Ekspert wytłumaczył jak działa nasz system obronny. Składa się on z przeciwciał neutralizujących oraz komórek pamięci limfocytów B i limfocyów T CD4 i limfocytów T CD8.

- W naszym organizmie znajdują się m.in. limfocyty B, czyli komórki pamięci. One są jak uczniowie. Uczą się produkcji i selekcji nowych przeciwciał. Jeżeli modyfikacja wirusa odbywa się w zakresie "od-do", to limfocyt B nauczy się produkcji nowych przeciwciał. Natomiast, jeśli zmiana wykracza poza ten obszar, to trzeba zmieniać szczepionkę - wyjaśnił.

Dodał też, że są leki, które zmniejszają naszą seroprotekcję, czyli odpowiedź na szczepienie. Ma to miejsce wtedy, gdy mamy zmniejszoną liczbę limfocytów B w wyniku stosowania określonych produktów leczniczych np. w leczeniu nowotworów, reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS), wrzodziejącego jelita, choroby Crohna, stwardnienia rozsianego, chorób kardiologicznych, depresji.

- To są konkretne leki. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie - podkreślił.

Ekspert poruszył też temat mutacji, wariantów oraz szczepów wirusa. Wyjaśnił, że mutacja to jedna zmiana w materiale genetycznym wirusa. Wariant to kilka takich modyfikacji.

- Natomiast ze szczepem mamy do czynienia wtedy, gdy warianty utrwalą się i w następstwie tego pojawią się nowe unikalne, stabilne w warunkach naturalnych cechy (fenotypowe) wirusa tj. unikalne właściwości antygenowe, zakres żywicieli lub objawy wywoływanej choroby - powiedział.

Zaznaczył, że na razie mamy bardzo mało wariantów, a mutacje istnieją i istniały zawsze.

- Wszystko to, co żyje mutuje. Histeryzować nie trzeba, ale trzeba to rejestrować i obserwować. Służy do tego specjalny system GISAID, gdzie zgłasza się kolejne mutacje i kolejne warianty - dodał.

Dr Borowski wyjaśnił też, że mutacja przeważnie polega na zmianie aminokwasu w białku wirusa. Białko S wirusa SARS-CoV-2 składa się z 1273 aminokwasów. Zauważył dalej, że większość mutacji jest bez znaczenia. Zdarzają się jednak takie, które mogą być groźne. Podał przykład mutacji E484K, która prowadzi do zmiany kwasu glutaminowego na lizynę w domenie RBD wiążącej receptor białka S koronawirusa. Wyjaśnił, że domena RBD jest odpowiedzialna za bezpośrednią interakcję wirusa z białkiem na powierzchni ludzkiej komórki, co rozpoczyna proces jej zakażania.

Reklama

Jego zdaniem mutacja E484K może mieć charakter mutacji ucieczki od obrony układu immunologicznego człowieka i dlatego może wymykać się działaniu neutralizującemu tego układu.

- Na razie zarejestrowaliśmy tę mutację. Została ona już wykryta w Polsce, ale nie wiadomo, co to do końca znaczy. Mutacja jest pewnym początkiem. Obserwujemy je - powiedział.