Sztuczne komory serca od wielu lat wszczepia się najciężej chorym, ze skrajną niewydolnością krążenia. Otrzymywali je głównie pacjenci, którzy bez nich nie dotrwaliby do przeszczepu serca. Jednak niektórzy dzięki tym aparatom czują się tak dobrze, że rezygnują z przeszczepu. Albo osiągnęli wiek, w którym takiej transplantacji już się nie wykonuje.

Reklama

- Możemy przeszczepić sztuczną komorę i wysłać pacjenta do domu, bo na co dzień jest on w stanie normalnie funkcjonować. Jeden z moich pacjentów od siedmiu lat żyje z sztuczną komorą i nie chce już nawet poddać się przeszczepowi serca – twierdzi prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Kardiochirurgii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zaznacza, że przeszczep serca jest wciąż ryzykowny, choć technika tej operacji została znacznie udoskonalona. - W przypadku planowanego przeszczepu serca ryzyko zgonu chorego wynosi 10 proc., a gdy wykonywane jest on w trybie pilnym – sięga nawet 30 proc. – dodaje. Po transplantacji trzeba też regularnie przyjmować leki immunosupresyjne, zmniejszające ryzyko odrzutu przeszczepu.

Prof. Mariusz Kuśmierczyk uważa, że pacjenci coraz częściej przyzwyczajają się do sztucznych komór serca. Część chorych nadal ich nie akceptuje, urządzenia te mają bowiem zewnętrzne zasilanie i z ciała musi wystawać kabel. Z tego powodu jest ryzyko zakażenia, ewentualne powikłania często można jednak opanować.

Reklama

- Pacjenta ze sztucznymi komorami poddajemy transplantacji serca tylko wtedy, gdy coś dzieje się niepokojącego, choćby dlatego, że brakuje narządów do przeszczepu, w tym również serca. Dawniej sztuczne pompy były wszczepiane jako pomost do przeszczepu serca, teraz coraz częściej są stosowane docelowo – zwraca uwagę prof. Mariusz Kuśmierczyk.

Jego zdaniem jeśli pacjent ze sztuczną komorą czuje się dobrze, może normalnie funkcjonować, to przeszczep serca lepiej jest wykonać u innego chorego, szczególnie tego, który pilnie go potrzebuje. Pompy dają do 10 litrów rzutu krwi na minutę, można zatem wspomagać nimi nawet łosia. Wydolność pompy jest dostosowywana do zdolności funkcjonowania danego pacjenta.

Reklama

Sztuczna komorę trzeba usunąć, gdy dojdzie do zakażenia samej pompy lub wystającego z niej kabla, którego nie można już opanować w sposób farmakologiczny. Albo gdy dojdzie do niewydolności również prawej komory, bo wspomagana jest jedna komora.

Sztuczne komory można wykorzystać jako dodatkowe wspomaganie do regeneracji mięśnia sercowego. To jest jednak możliwe głównie w przypadku zapalenia mięśnia sercowego, do jakiego dochodzi na przykład po zakażeniu wirusem grypy. Siła skurczu serca po kilku tygodniach może się poprawić, gdy już minie infekcja. Wspomaganie serca jest wtedy usuwane.

- To jednak wąska grupa chorych, większość tych, którzy wymagają wszczepienia sztucznej komory, choruje z powodu kardiomiopatii niedokrwiennej (po zawale serca), rozstrzeniowej lub innego typu kardiomiopati – restrykcyjnej lub przerostowej. Zazwyczaj tacy pacjenci mają niewydolność obu komór serca i wymagają wspomagania obydwu komór i oczekują na dawcę. Dla tych chorych powinna być dostępna transplantacja serca – tłumaczy kardiochirurg.

Aby zmniejszyć ryzyko powikłań wprowadzono system monitorowania pomp - pacjent wysyła dane o swojej aktualnej masie ciała, temperaturze ciała i krzepliwość krwi. Niekorzystne są wszelkie odchylenia od normy w krzepliwości krwi. W aparacie mogą bowiem powstawać zakrzepy albo może dojść do groźnego krwawienia w ośrodkowym układzie nerwowym.

Sztuczna komora sprawia, że przepływ krwi jest ciągły, a nie pulsacyjny, co zmienia układ krążenia. Trzeba również zażywać leki przeciwzakrzepowe, takie jak aspiryna czy warfaryna (podobnie jak po wszczepieniu sztucznych zastawek serca).

- W naszym kraju rocznie wszczepia się obecnie około 70 sztucznych komór serca, a liczba tych zabiegów znowu stare rośnie. Przed pandemią wykonywano ich około 100. Ocenia się, że w Polsce powinno się wszczepiać około 200 sztucznych komór rocznie – twierdzi prof. Mariusz Kuśmierczyk.

Zapewnia, że komfort życia pacjentów z niewydolnością serca po wszczepieniu sztucznych komór jest nieporównywalnie większy, niż dzięki dostępnej obecnie farmakoterapii. Chory jest w stanie normalnie funkcjonować, niemal jak zdrowy człowiek, uprawiać sport, latać samolotem i prowadzić firmę. Nie może się tylko kąpać.

Do przeszczepu serca nie kwalifikują się pacjenci ze skrajną niewydolnością serca, którzy skończyli 65 lat. - Tym chorym możemy zaoferować sztuczną pompę, a w razie jakichkolwiek powikłań może on liczyć na jej wymianę - mówi ekspert. Dodaje, że sztuczne komory zapewniają większy komfort życia i dłuższą przeżywalność, a to bardzo dużo. W USA niektórzy pacjenci ze sztuczną komorą żyją od kilkunastu lat. Wszczepia się je nawet osobom po 80. roku życia.