W środę, 17 lutego, resort zdrowia podał, że badania laboratoryjne potwierdziły 8694 nowe zakażenia koronawirusem, najwięcej wykryto ich na Mazowszu – 1400; 279 osób zmarło. Tydzień temu w środę badania potwierdziły zakażenie koronawirusem u kolejnych 6930 osób. Zmarło 360 chorych, a dwa tygodnie temu - odnotowano 6802 nowych zakażeń; zmarło 421 osób.

Reklama

Z kolei we wtorek, 16 lutego, minister Adam Niedzielski opublikował na Twitterze wykres ilustrujący liczbę i dynamikę zakażeń koronawirusem. - Odwrócenie tendencji staje się faktem. Dzisiejszy wynik – 5178 nowych zakażeń – jest o ponad 1 tys. większy niż tydzień temu – podkreślił. Niedzielski zwrócił uwagę, że trend dla tygodniowej stopy wzrostu zakażeń jest dodatni pierwszy raz od połowy listopada, nie licząc, jak to ujął, "anomalii postświątecznej".

ZOBACZ AKTUALNY STAN SZCZEPIEŃ PRZECIWKO COVID-19 W POLSCE>>>

- Jest to, niestety, prawda, ale należy zauważyć, że zarysował się trend spadkowy zgonów - powiedział PAP prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych (PTEiLChZ), kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku prof. Robert Flisiak. Dodał, że ten spadek był widoczny również w poprzednich dniach. Podkreślił, że nie jest jasne, na ile będzie on trwały. - Zgony pojawiają się z opóźnieniem w stosunku do wzrostów zachorowań - przypomniał.

Dopytywany o przyczynę spadku zgonów powiedział: - Chciałbym, żeby był to efekt szczepień, ale chyba na to jeszcze za wcześnie - dodał. Z obserwacji prof. Flisiaka przeprowadzonych w jego szpitalu wynika, że jest trochę mniej pacjentów 80 plus. - Ale to może też być na razie moje chciejstwo - zastrzegł.

W jego ocenie sam wzrost zachorowań w Polsce jest jednak związany czasowo z puszczeniem do szkół dzieci z klas I-III w szkołach podstawowych. - Do tego trendu z pewnością nie przyczyniły się jeszcze wydarzenia na Krupówkach - zastrzegł. W miniony weekend do Zakopanego, w związku z poluzowaniem obostrzeń epidemicznych, przyjechało bardzo wielu turystów. Dodatkowo w weekend nałożyły się walentynki i konkurs skoków narciarskich na Wielkiej Krokwi. Od piątku policja w powiecie tatrzańskim interweniowała 200 razy.

Prof. Flisiak zapytany o wzrost liczby zachorowań wskazał głównie otwarcie klas I-III w szkołach podstawowych jednoczasowe w całej Polsce, a więc również w województwach o zwiększonej liczbie zachorowań. - Nie można wykluczyć tego, że do wzrostu przyczynia się też brytyjską odmianą koronawirusa. Szacujemy, że wśród chorych w Polsce może już być 10 proc. zakażonych tym wariantem - dodał.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

- Z tym wzrostem nie należy przesadzać. To na razie jest lekki trend, którego należało się spodziewać - zaznaczył. Jeśli wzrost będzie utrzymywał się na podobny poziomie - to według eksperta oznacza, że jest duże uodpornienie naturalne społeczeństwa. - Ono sięga już ok. 14 mln. Oznacza to, że tyle osób miało już kontakt z wirusem, zwykle bezobjawowy i wytworzyło odporność. Nie należy zatem spodziewać się tak dużego wzrostu jak w październiku i w listopadzie - podkreślił.

Prof. Flisiak przypomina, że za to naturalne uodpornienie zapłaciliśmy olbrzymią cenę w postaci bardzo dużej liczby zgonów - ponadnormatywnych. Resort zdrowia szacuje, że nadwyżka względem prognozowanej liczby zgonów wyniosła w 2020 r. ok. 62 tys. ofiar.

Jak wynika z informacji MZ do tej pory zaszczepiono ponad 1,5 mln kobiet i ponad 690 tys. mężczyzn. Prof. Flisiak zapytany o tą różnicę stwierdził, że jest ona oczywista i wynika z tego, że dużą liczbę szczepień wykonano wśród personelu medycznego. - Od dawna wiadomo, że zawody medyczne są sfeminizowane. Prawie 100 proc. pielęgniarek to kobiety, ok. 60-70 lekarzy to również kobiety. Tylko wśród ratowników dominują mężczyźni - wskazał.