Ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski tłumaczył, że nowy wariant koronawirusa zaobserwowano po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii już w połowie listopada.

Reklama

Szacuje się, że odpowiadał on wtedy za ok. 25 proc. zakażeń. W pierwszej połowie grudnia natomiast w hrabstwie Kent, czyli na południowym wschodzie Anglii, odnotowano gwałtowny wzrost zakażeń i stwierdzono jednocześnie, że połowa z tych zakażeń spowodowana była nowym wariantem koronawirusa o nazwie B.1.1.7. W zasadnie niespełna dwa tygodnie później - zaczęto ten wariant notować już na terenie całej Wielkiej Brytanii – mówił.

Rzymski zaznaczył, że mimo iż premier Wielkiej Brytanii stwierdził w trakcie jednej z konferencji prasowych, że wariant ten jest o 70 proc. bardziej zakaźny, to – jak podkreślił ekspert – "tego typu stwierdzenia wymagają wpierw wnikliwych badań laboratoryjnych, a te dopiero będą przeprowadzone".

Mniejsza skuteczność?

Poza pytaniem o to, czy nowy wariant koronawirusa jest bardziej zakaźny, pojawiają się pytania, czy B.1.1.7 może zmniejszać skuteczność szczepionek – i to oczywiście też wymaga bezpośredniej analizy, która z pewnością będzie przeprowadzona. Natomiast sam fakt, że w materiale genetycznym poszczególnych wariantów koronawirusa pojawiają się, czy kumulują się mutacje - nie jest jednoznaczne z tym, że wprowadzone szczepionki nie będą skuteczne – wskazał.

Jak tłumaczył, "po pierwsze z punktu widzenia działania szczepionek, ich skuteczności, istotne są tylko zmiany w genie kodującym białko szczytowe – bo to właśnie produkcje przeciwciał neutralizujących to białko umożliwiają szczepionki, takie jak te, proponowane przez Pfizera, czy Modernę".

Dodał, że w przypadku tego wariantu mamy do czynienia z mutacjami, które dotyczą białka szczytowego, ale – jak zaznaczył – "przeciwciała neutralizujące produkowane w odpowiedzi na pojawienie się białka szczytowego przyłączają się do różnych epitopów, czyli fragmentów antygenu, którym w tym przypadku jest białko szczytowe. Czyli pojedyncze zmiany w strukturze tego białka nie powinny znosić skuteczność szczepionek, one nadal powinny tę skuteczność zachować".

Ekspert w rozmowie z PAP podkreślił również, że na ten moment nie ma przesłanek, by sądzić, że zakażenie B.1.1.7 ma jakiś istotny wpływ na przebieg kliniczny COVID-19.

Dogodne warunki do mutowania

Gdyby tak było, że np. osoby zakażone tym wariantem miałyby przechodzić COVID-19 ciężej, to już byśmy to wiedzieli, zaobserwowali. To też jest istotny argument przemawiający za tym, że podanie szczepionki również powinno wytwarzać odporność wobec tego wariantu – mówił.

Rzymski zaznaczył ponadto, że jeśli odsetek osób, które się zaszczepią przeciwko SARS-CoV-2 w krótkim czasie będzie relatywnie wysoki, to spowolni się proces powstawania nowych jego wariantów.

Jeżeli odsetek osób zaszczepionych będzie systematycznie rósł, to skutecznie będziemy utrudniać wirusowi szerzenie się w populacji. A to zmniejszy prawdopodobieństwo upowszechniania się nowych mutacji w jego genomie i powstawania nowych wariantów z ich rozmaitymi kombinacjami. Informacje z Wielkiej Brytanii powinny być sygnałem, by programy szczepień wdrażać jak najszybciej i w jak najbardziej powszechny sposób – mówił.

Dzisiaj SARS-CoV-2 ma dogodne warunki do mutowania; zakaża bardzo wiele osób, rozprzestrzenia się. Im dłużej ta sytuacja będzie trwała tym gorzej, bo rosło będzie ryzyko, że pojawią się nowe warianty wirusa, które będą mogły mieć wpływ na przebieg kliniczny COVID-19, albo będą mogły znosić skuteczność szczepionki. Dlatego to dobrze, że w tak krótkim czasie, dzięki ogromnemu i bezprecedensowemu wysiłkowi naukowemu, logistycznemu i instytucjonalnemu, szczepionki wchodzą do użytku – dodał.

Rzymski przypomniał jednocześnie, że w sytuacji gdyby rzeczywiście pojawiły się warianty koronawirusa, które znosiłyby skuteczność szczepionki, to w przypadku preparatów wykorzystujących technologię RNA – jak w preparatach Pfizera czy Moderny - możliwe jest w bardzo szybkim czasie takie dostosowanie szczepionki, by nadal była ona skuteczna.

We wtorek stacja CNN poinformowała, że Pfizer i Moderna sprawdzą, czy produkowane przez nie szczepionki przeciw SARS-CoV-2 są skuteczne również w przypadku brytyjskiego wariantu koronawirusa.

Moderna podała w komunikacie, że spodziewa się, iż pojawienie się nowego wariantu wirusa nie wpłynie na skuteczność jej preparatu. Z kolei Pfizer oznajmił, że jest w trakcie "generowania danych" na temat skuteczności szczepionki przeciwko wariantowi wirusa z Wielkiej Brytanii; badania będą prowadzone wykorzystując m.in. osocze osób zaszczepionych.