Zdaniem specjalisty, z tego powodu mamy dużo przypadków niewydolności serca, ponieważ chorego udaje się uratować, ale jego mięsień sercowy jest mocno uszkodzony. W Polsce jest już 1,2 mln pacjentów z tym schorzeniem. Aż dwie trzecie z nich to osoby z chorobą niedokrwienną serca i po zawale. Większość z nich zbyt późno trafiła do szpitala.
– podkreśla w informacji przesłanej PAP prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jednym z największych osiągnięć polskiej kardiologii jest powszechne wykonywanie zabiegów kardiologii interwencyjnej, czyli tzw. angioplastyki. Polska jest wiodącym krajem w Europie, jeśli chodzi o liczbę tych zabiegów w pierwotnym zawale serca. Niestety, nie przekłada się to na szybkość ich zastosowania. Po wystąpienia pierwszych objawów zawału zabiegi te wciąż wykonywane są u nas zbyt późno.
Specjalista przytacza wyniki międzynarodowych badań, z których wynika, że w Polsce czas od wystąpienia objawów zawału serca do zastosowania procedury PCI ( - przezskórna angioplastyka wieńcowa) to średnio 260 minut. Tymczasem w Szwecji mediana w tym obszarze wynosi już tylko około 170 minut, a w Holandii zaledwie 150 minut.
Opóźnienie wykonania zabiegu angioplastyki, choć ratuje często życie, to jednak pogarsza rokowania pacjenta. - – wyjaśnia prof. Mariusz Gąsior.
Z badań wynika, że od rozpoznania zawału do angioplastyki nie powinno minąć więcej niż 60-90 minut. - – dodaje specjalista. Przypomina, że temu też poświęcona była kampania edukacyjna „Zawał serca – czas to życie!”.
W pierwszym okresie epidemii COVID-19 w wielu szpitalach nastąpił spadek leczonych pacjentów z ostrym zespołem wieńcowym, w tym z zawałem serca, nawet o 20-25 proc. w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. -- wyjaśnia prof. Mariusz Gąsior. Są to chorzy z bólem w klatce piersiowej i podejrzeniem zawału serca, chorzy z dusznością, kołataniem serca czy podwyższonym ciśnieniem tętniczym.
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne przekonuje, że w razie ataku serca nie wolno zwlekać z wezwaniem pomocy, ponieważ ryzyko ciężkich powikłań nieleczonego zawału jest wielokrotnie większe niż ryzyko zakażenia koronawirusem w szpitalu.
– podkreśla prof. Mariusz Gąsior. Przekonuje, że pacjenci są bezpieczni w szpitalach kardiologicznych i nie muszą obawiać się, dzwoniąc po pogotowie.
stwierdza specjalista.
Przyznaje, że dopracowania wymaga okres przedszpitalny w leczeniu zawału serca, żeby zmniejszyć opóźnienie w zastosowaniu procedur angioplastyki wieńcowej, które należą do najdłuższych w Europie. - dodaje.