Dziennik Gazeta Prawana logo

Takiej grypy jeszcze nie mieliśmy. To może doprowadzić do paniki

10 lutego 2020, 06:19
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
GRYPA (20)
<p>GRYPA (20)</p>/Shutterstock
Na globalny strach związany z koronawirusem nałożyła się zwiększona zachorowalność na grypę. To może doprowadzić do paniki. W aptekach już brakuje maseczek, a w przychodniach – testów na wirusa

Od początku roku z powodu grypy w Polsce zmarło 10 osób. A najgorsze – jeśli wierzyć lekarzom – dopiero przed nami. Sytuację mocno komplikuje to, że jej początkowe objawy są niemal identyczne jak w przypadku wirusa z Wuhan. W efekcie daje się odczuć większy niepokój niż w poprzednich sezonach grypowych.

Coraz trudniej dostać się do lekarza, w przychodniach zaczyna brakować testów do diagnozy, niektóre leki znikają z półek szybciej niż kiedykolwiek, a maseczki higieniczne podrożały kilkukrotnie (część aptek już w ogóle ich nie sprzedaje).

Lekarze nie mają złudzeń i zgodnie mówią: „Grypa się rozkręca”. A fakt, że na początkowym etapie nie da się jej odróżnić od koronawirusa, może wywołać prawdziwą panikę. przyznaje prof. Grażyna Cholewińska-Szymańska, mazowiecka konsultant ds. chorób zakaźnych.

I tłumaczy, że jeżeli ktoś nie był w ostatnim czasie w Azji oraz nie miał kontaktu z kimś, kto miał możliwość spotkać chorego z 2019-nCov, to wyklucza się możliwość zakażenia. Niemniej zdaniem samych lekarzy najprawdopodobniej nie uda się nam uniknąć przypadków choroby szalejącej w Chinach. 

Główny Inspektorat Sanitarny podaje, że w ostatnim tygodniu stycznia na grypę zachorowało w Polsce 204 tys. osób. I ostrzega, że za chwilę możemy mieć nawet 300 tys. nowych chorych tygodniowo. Zdaniem ekspertów w tym sezonie wirus zbierze większe żniwo niż przed rokiem, gdy wskutek powikłań po nim zmarło 150 osób – najwięcej od pięciu lat.

Grozi nam epidemia, ale wolimy się leczyć niż szczepić

Eksperci ostrzegają – większym problemem niż wirus z Chin może się okazać nadchodzący szczyt zachorowań na grypę. Od początku roku z jej powodu zmarło już 10 osób.

Lekarzy niepokoi możliwy zbieg czasowy pojawienia się w Polsce wirusa z Wuhan i piku grypowego. Powód? Objawy są podobne, a to oznacza tłok w szpitalach i przychodniach. A także nasiloną histerię.

Z danych PZH Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wynika, że w ostatnim tygodniu stycznia na grypę zachorowało ponad 204 tys. osób. Dla porównania, tydzień wcześniej było to 127 tys., a w pierwszym tygodniu nowego roku 89 tys. W lutym może być ich jeszcze więcej.

Niepokojące według ekspertów jest to, że choroba się rozszalała u naszych sąsiadów. W Czechach i na Ukrainie ogłoszono już epidemię. Do Polski wciąż napływają obywatele z Ukrainy do pracy. Z kolei Czechy to coraz popularniejsze miejsce dla polskich narciarzy, a w okresie ferii ryzyko przywleczenia choroby do naszego kraju rośnie. Pod koniec stycznia Eva Gottvaldova, szefowa głównego inspektoratu sanitarnego u naszych południowych sąsiadów, przyznała, że grypa zagraża Czechom bardziej niż koronawirus. 12 osób z jej powodu zmarło, 57 jest w stanie krytycznym, a w ciągu tygodnia zachorowalność wzrosła o 30 proc.

Z kolei bezpośrednią przyczyną ogłoszenia epidemii na Ukrainie był znaczny wzrost zachorowań w obwodzie dniepropietrowskim – w ciągu tygodnia odsetek chorych zwiększył się o 44 proc. Do lekarzy zwróciło się ponad 26,5 tys. mieszkańców obwodu, a prawie 99 tys. uczniów z regionu skierowano na kwarantannę. W obwodzie zakarpackim zamknięto szkoły w związku z ogłoszeniem dwutygodniowej kwarantanny.

Według Jana Bondara, rzecznika Głównego Inspektora Sanitarnego, już widać pierwsze oznaki napływu choroby do Polski. Choć w styczniu było mniej przypadków niż w analogicznym okresie rok temu, to w lutym może być ich o wiele więcej. Wciąż bowiem mało osób szczepi się przeciwko grypie – w ostatnim sezonie epidemicznym było to tylko 3,9 proc. populacji. Najwyższy stan zaszczepienia odnotowano w grupie osób w wieku powyżej 65 lat – 14,2 proc., co jest związane z darmowymi zabiegami organizowanymi przez samorządy.

O tym, że sezon grypowy się rozkręca, świadczy też rosnące zainteresowanie lekami pomagającymi zwalczyć tę chorobę. Mowa o Tamiflu, Ebilfumin, Tamivil, które zawierają oseltamiwir – związek działający wybiórczo na wirusa grypy. Jak wynika z badania zrobionego dla DGP przez portal Gdziepolek.pl, wyszukiwania pacjentów dla wszystkich tych trzech leków wzrosły około siedmiokrotnie od połowy stycznia.

Olga Sierpniowska, magister farmacji z GdziePoLek, przypomina, że nie jest za późno, aby zaszczepić się na grypę. Jak jednak wynika z naszych rozmów z przychodniami, nie odnotowują one wzrostu liczby zaintereswanych tym pacjentów.

Pik zachorowań na grypę może zbiec się w czasie z pojawieniem się w Polsce pierwszego przypadku koronawirusa, co zdaniem ekspertów wreszcie nastąpi. A wówczas ośrodki zdrowia i szpitale mogą przeżywać oblężenie. – – mówi pracownik jednej z warszawskich przychodni.

Zbieg obu chorób sprawi, że pacjenci potraktują zmiany przeziębieniowe poważniej niż w poprzednich latach. Przychodnie przyznają, że już teraz widać coraz więcej chorych na korytarzach. I wszyscy chcą diagnozy. Również lekarze są bardziej wyczuleni. W niektórych placówkach zabrakło już testów paskowych do szybkiego diagnozowania grypy. Dzięki nim w ciągu kilku minut wiadomo, jakie jest rozpoznanie. To z kolei pozwala na prawidłowe określenie leczenia i daje możliwość uniknięcia stosowania antybiotyków wtedy, kiedy nie są one konieczne.

– mówi pracownik przychodni na warszawskiej Pradze.

Jest jeszcze jeden rodzaj produktu, który błyskawicznie znika z półek aptek. To maseczki higieniczne, których już praktycznie nie ma. Po pierwszych doniesieniach o koronawirusie w Europie Polacy zaledwie w kilka dni wykupili niemal cały zapas w sklepach internetowych i aptekach. Na drzwiach wielu warszawskich placówek można dziś zobaczyć kartę z napisem „Proszę nie pytać o maseczki, nie ma ich w sprzedaży”. – – mówi pracownik jednej z sieciowych aptek, która ma swoje placówki w centrach handlowych. Z danych portalu Gdziepolek.pl wynika, że co najmniej jedno opakowanie ma nieco ponad 10 proc. aptek. W styczniu było to około 30 proc. To automatycznie przełożyło się na ceny. Dziś jedna maska kosztuje około 13 zł, podczas gdy w styczniu było to około 5–6 zł.

– mówi dyrektor jednego ze szpitali zakaźnych.

Objawy grypy i choroby wywołanej koronawirusem są trudne do odróżnienia. – – mówi Marek Posobkiewicz, Inspektor Sanitarny MSWiA. Jednak kiedy w kraju pojawią się pierwsze przypadki wirusa z Chin, rozpoznanie trzeba będzie oprzeć na badaniach diagnostycznych. Może zabraknąć testów czy miejsca w laboratoriach.

Dlaczego to ważne, żeby wiedzieć, na co konkretnie pacjent choruje? Grypę można leczyć, a w przypadku koronawirusa należy – ze względu na bardzo dużą zakaźność – zastosować rygorystyczną kwarantannę (izolację).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj