W sobotę o godz. 14.00 na pl. Zamkowym w Warszawie organizowany jest „Endomarsz” - marsz kobiet cierpiących na endometriozę. Tego samego dnia odbywa się on w wielu innych krajach na całym świecie.

- Chcemy zamanifestować jak poważna jest to choroba i jak słabo jest wciąż znana zarówno w społeczeństwie, jak i wśród lekarzy - powiedziała prezes Fundacji Pokonać Endometriozę Lucyna Jaworska-Wojtas.

- Według ostrożnych szacunków, na tę wciąż mało znaną chorobę cierpi na świecie prawie 200 mln kobiet, w Polsce około 2 mln – podkreśla. Jej zdaniem, należy utworzyć Narodowy Program Walki z Endometriozą, żeby poprawić wykrywanie i leczenie tej choroby.

Jaworska-Wojtas powiedziała, że do ministra zdrowia Fundacja przesłała list z propozycją utworzenia takiego programu. - Popierają nas w tej sprawie także lekarze specjaliści zajmujący się leczeniem tego schorzenia - dodała.

Endometrioza – wyjaśnia prezes Fundacji - powodowana jest rozrastaniem się błony śluzowej macicy poza jamę macicy, w inne miejsca ciała. Najczęściej jej ogniska umiejscawiają się na jajnikach i innych narządach miednicy mniejszej, głównie jamy brzusznej lub pęcherza moczowego. - Zdarza się jednak, że pojawiają się one w płucach, wątrobie, a nawet w mózgu – dodaje.

Znajdująca się poza macicą tkanka endometrialna podczas każdego cyklu reaguje na zmiany stężenia hormonów płciowych podobnie jak właściwa błona śluzowa macicy. Skutkiem tego są w tych miejscach krwawienia w czasie menstruacji oraz zrosty i przewlekłe stany zapalne.

- Towarzyszą temu bóle, szczególnie w okresie menstruacji, które u niektórych kobiet są bardzo silne, nierzadko do tego stopnia, że wyłączają kobietę z życia społecznego i rodzinnego – podkreśla prezes Fundacji Pokonać Endometriozę.

- Wielu lekarzy ma wciąż dużą trudność z prawidłowym zdiagnozowaniem tej choroby u cierpiących pacjentek. (...) Spotykają się z całkowitym brakiem zrozumienia w swoich środowiskach w pracy i wśród najbliższych. Wiele rodzin przez to ulega rozpadowi. A wszystko przy niemożliwym wręcz do zniesienia bólu i wyłączeniu z jakiejkolwiek aktywności – przekonuje podpisana pod wspomnianym listem prezes Fundacji Pokonać Endometriozę.

Jaworska-Wojtas powiedziała, że sama jest najlepszym tego przykładem: zwykle kobiety z endometriozą przez 8-10 lat krążą po lekarzach zanim choroba ta zostanie u nich wykryta, bo ginekolodzy często odsyłają je do innych specjalistów, np. z podejrzeniem jelita drażliwego. W moim przypadku poszukiwanie właściwej diagnozy trwało aż 16 lat.

- Późna diagnoza powoduje, że endometrioza jest u pacjentek rozpoznawana dopiero w najbardziej zaawansowanym stadium choroby, a wtedy, jak często się okazuje, może być za późno na minimalizację negatywnych jej skutków – dodaje Jaworska-Wojtas.

W rozmowie z PAP powiedziała, że przeszła dziewięć operacji, a w wieku 21 lat z powodu endometriozy straciła prawą nerkę. - Powstał guz, który naciskał na nerkę doprowadzając do jej nieodwracalnego uszkodzenia – opowiadała.

Wczesne wykrycie choroby ma ogromne znacznie dla młodych kobiet, które pragną mieć potomstwo. - Trudności z płodnością ma prawie połowa kobiet cierpiących na endometriozę. Wcześnie rozpoczęte odpowiednie leczenie daje jednak szansę na uzyskanie ciąży, nawet w sposób naturalny, bez potrzeby użycia metody sztucznego zapłodnienia in vitro – powiedziała prezes Fundacji.

Jedną z ofiar endometriozy jest amerykańska aktorka, scenarzystka i reżyser Lena Dunham, która przyznała się do tego w 2018 r. w marcowym wydaniu miesięcznika „Vogue”. Powiedziała, że z powodu silnych dolegliwości musiała poddać się operacji usunięcia macicy.

31-letnia twórczyni serialu stacji HBO „Dziewczyny” zmaga się z chorobą od ponad dekady, a usunięcie macicy było jej dziewiątą operacją. Cierpiała także z powodu tzw. wstecznego krwawienia, które w czasie menstruacji powoduje wypływ krwi do jamy brzusznej.

- Trudności z wykrywaniem i leczeniem endometriozy występują na całym świcie. Mam jednak nadzieję, że zmieni to wprowadzenie Narodowego Programu Walki z Endometriozą – powiedziała Lucyna Jaworska-Wojtas.