Choć wniosek o zarejestrowanie komitetu „Szczepimy, bo myślimy” to pierwszy formalny krok na drodze do złożenia obywatelskiego projektu w Sejmie, o tej inicjatywie głośno jest już od kilku miesięcy. Pierwsze podpisy poparcia zaczęto pod nim zbierać mniej więcej w tym czasie, gdy posłowie rozpatrywali inny obywatelski projekt: zmierzający do wprowadzenia dobrowolności szczepień.
Propozycję wrocławskich aktywistów odebrano jako odpowiedź na tę inicjatywę – bo zamiast zniesienia obowiązku chcą oni jego wzmocnienia poprzez uznanie szczepienia jako obowiązkowego kryterium przy rekrutacji dla przedszkoli i żłobków.
Zarejestrowanie komitetu powinno nastąpić w ciągu 14 dni, chyba że we wniosku będą braki formalne wymagające uzupełniania. Po pozytywnej decyzji marszałka Sejmu będą trzy miesiące na zebranie poparcia pod projektem. – – mówi Robert Wagner, jeden z autorów projektu. I nie ukrywa, że komitet ma bardziej ambitne plany niż wymagane minimum.
Inicjatywa „Szczepimy, bo myślimy” przewiduje zmiany m.in. w ustawie – Prawo oświatowe: wprowadzenie zapisu, że kryterium obowiązkowym przy przyjęciu do publicznego przedszkola jest zaświadczenie o posiadaniu obowiązkowych szczepień ochronnych lub potwierdzające przeciwwskazania do nich. Analogiczny zapis miałby być wprowadzony do ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3.
Doktor Paweł Grzesiowski, pediatra i wakcynolog, wskazuje, że propozycja wykluczenia dzieci nieszczepionych z grupy przedszkolnej ma bardziej wymiar kary. Lepszym rozwiązaniem jest promowanie szczepień jako działania pozytywnego, profilaktycznego. – – przekonuje.
Za takim działaniem jest samorząd lekarski, który proponuje, by rodzice odmawiający szczepienia dzieci obowiązkowo spotykali się z lekarzami. – – mówi Łukasz Jankowski, szef okręgowej izby lekarskiej w Warszawie. Samorząd proponuje nieprzekonanym rodzicom dwugodzinny kurs, spotkanie z lekarzem, wyjaśnienie korzyści i ryzyka szczepień.
– – tłumaczy.
Jego zdaniem wymagałoby to przede wszystkim wprowadzenia elektronicznej karty szczepień. – – mówi Jankowski.
Pomysłów jest więcej. Politycy Nowoczesnej zaproponowali niedawno, by od szczepienia uzależnić wypłatę świadczenia 500+. Osoby, które uchylają się od tego z powodów innych niż medyczne, straciłyby prawo do wsparcia.
Proponowane rozwiązania byłyby nowe w Polsce, ale nie na świecie. W 2017 r. rząd australijski wprowadził politykę „nie kłujesz, nie płacimy” – rodzice, którzy nie zgadzają się na szczepienia z przyczyn pozamedycznych, tracą prawa do świadczeń na dzieci. Pogadanka z lekarzem jest zaś obowiązkowa w Niemczech.
Coraz więcej krajów decyduje się też na ograniczanie dostępu dzieciom niezaszczepionym do przedszkoli, publicznych szkół czy klubów sportowych. Według NIZP-PZH tego typu rozwiązania funkcjonują m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Czechach, Francji, batalia o to toczy się we Włoszech.
U nas takie rozwiązania próbowały wprowadzać samorządy – kilka lat temu np. Kraków i Częstochowa. W tym drugim przypadku była nawet uchwała radnych, ale zakwestionował ją wojewoda, a jego decyzję podtrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach.
W zeszłym tygodniu pomysł wrócił za sprawą władz Poznania. – – tłumaczy Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania, zapowiadając wysłanie wniosków w tej sprawie do resortów rodziny i edukacji.