Jak zaznaczyła konsultant krajowa ds. neurologii prof. Danuta Ryglewicz, dostęp chorych na SM do terapii poprawił się w ostatnich latach i obecnie leczonych jest ok. 20 proc. pacjentów, a nie 13 proc., jak podawano jeszcze niedawno.

Reklama

Potwierdzają to dane zebrane w ramach ogólnopolskiego Rejestru Chorych na Stwardnienie Rozsiane (RejSM), które zaprezentował dr Waldemar Brola. Ekspert podkreślił, że rejestr ten jest źródłem pierwszych wiarygodnych informacji na temat liczby chorych na SM w Polsce. Została ona oszacowana na ok. 46 tys. Wyliczono też, że liczba pacjentów leczonych lekami modyfikującymi przebieg choroby wyniosła na koniec 2015 r. - 20,6 proc.; przy czym tylko mniej niż 1 proc. ma dostęp do leków tzw. drugiej linii (tj. stosowanych u pacjentów, u których terapia pierwszoliniowa straciła skuteczność lub nie była skuteczna). - Jeżeli weźmie się pod uwagę, że ogólnie ok. 70 proc. chorych kwalifikuje się do leczenia (ze względu na postać rzutowo-remisyjną SM, na którą są leki – PAP), to odsetek leczonych pacjentów jest o wiele za mały – ocenił dr Brola.

W raporcie sporządzonym przez firmę konsultingową Charles River Associates (CRA), na które we wtorek powołał się Anthony Barron z CRA, w 2014 r. Polska zajęła ostatnie miejsce pod względem dostępu do leków na SM wśród 15 krajów. Najnowszy raport tej firmy z 2016 r. zawiera z kolei uwagę, że jednym z ważniejszych problemów z leczeniem SM w naszym kraju jest opóźnienie w podjęciu terapii - od momentu wystąpienia pierwszych objawów SM do otrzymania przez pacjenta leczenia mijają w Polsce średnio 3-4 lata. Wynika to przede wszystkim z ograniczonego dostępu do neurologów, diagnostyki i do leków.

Prof. Adam Stępień, kierownik Kliniki Neurologicznej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, zwrócił uwagę, że - jak wykazały liczne badania - najwcześniejsze wprowadzenie leczenia immunomodulującego SM i aktywne modyfikowanie go w trakcie trwania choroby przynosi najwyższe korzyści pacjentom, ponieważ hamuje postęp niepełnosprawności, dzięki czemu wydłuża ich zdolność do funkcjonowania społecznego i zawodowego. - We wszystkich krajach rozwiniętych niepodjęcie terapii po zdiagnozowaniu pacjenta jest traktowane jako błąd lekarski – podkreślił neurolog.

Prof. Stępień zwrócił uwagę, że w Polsce wciąż nie jest refundowany najskuteczniejszy jak dotąd lek zarejestrowany w pierwszej linii terapii SM. Chodzi o fumaran dimetylu. Jego zaletą, oprócz większej skuteczności niż stosowane w iniekcjach interferony czy octan glatirameru, jest też wygodna doustna forma podania. - W tej chwili ten lek, ze względu na skuteczność i wygodę stosowania stał się lekiem najczęściej przepisywanym osobom z nowo zdiagnozowanym SM na terenie USA i w krajach UE – powiedział neurolog.

Zaznaczył, że chorzy przyjmujący leki doustne lepiej przestrzegają zaleceń lekarskich, co w konsekwencji przynosi znaczne oszczędności, gdyż pacjenci ci rzadziej mają silne rzuty choroby, a w związku z tym rzadziej trafiają do szpitala i rzadziej korzystają z porad lekarskich.

Z kolei prof. Krzysztof Selmaj, kierownik Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi, w wypowiedzi dla PAP zwrócił uwagę na bardzo ograniczony dostęp chorych na SM do terapii tzw. drugiej linii, w której stosuje się dwa leki – natalizumab w iniekcjach lub doustny fingolimod. W ocenie neurologa kryteria włączenia tych leków są w Polsce znacznie ostrzejsze niż przyjęte przez Europejską Agencję Leków (EMA) przy rejestracji tych preparatów.

- Mamy też bardzo dramatyczny problem z małą grupą pacjentów z SM, którzy od razu ciężko chorują i są nosicielami wirusa JCV, dlatego nie można u nich zastosować natalizumabu. Ci chorzy powinni od razu być leczeni fingolimodem, tymczasem muszą czekać na leczenie pierwszej linii, które jest mało skuteczne. W ten sposób tracą rok, dwa lub dłużej, a w tym czasie nieraz dochodzi do tragedii – tłumaczył neurolog. Zaznaczył, że nowsze leki stosowane w drugiej linii nie są w Polsce w ogóle refundowane.

Na pytanie PAP o postęp prac nad refundacją nowych leków dla chorych na SM rzecznik resortu zdrowia Milena Kruszewska poinformowała, że prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) nie rekomenduje objęcia refundacją ze środków publicznych żadnego z czterech nowych leków, w tym fumaranu dimetylu, teriflunomidu, alemtuzumabu i pegylowanego interferonu. Prezes AOTMiT wydał jedynie warunkową rekomendację dla pegylowanego interferonu. Warunkiem jest to, że "koszt jego stosowania nie będzie wyższy od kosztu terapii z wykorzystaniem najtańszego z obecnie stosowanych preparatów interferonu beta-1a”. Jednocześnie postępowania refundacyjne dotyczące tych leków nie są na razie zawieszone - zaznaczyła rzecznik MZ.