Problematyczne fałdki nie tylko u leniwych
Płaski brzuch, wyrzeźbione ramiona i sylwetka pozbawiona fałdek to marzenie wielu kobiet. Tym trudniejsze do osiągnięcia, jeśli na przeszkodzie stoi tzw. oporny tłuszcz, którego redukcja jest niezwykle trudna i staje się nie lada wyzwaniem, nawet dla fanów zdrowego stylu życia. Problem ten może dotyczyć każdego, nie tylko osób z nadwagą czy tzw. couch potatoes, leniuchów praktycznie zespawanych z kanapą i pilotem od telewizora. Jak się okazuje, nie każdy tłuszcz jest taki sam. Istnieje bowiem różnica pomiędzy normalnym tłuszczem a tłuszczem opornym. Oporny tłuszcz (ang. stubborn fat) to wyjątkowo uporczywa do usunięcia tkanka tłuszczowa odkładająca się dokładnie tam, gdzie najmniej tego chcemy: w okolicach brzucha, dolnej partii pleców, bioder, ud, a także ramion. Jak dochodzi do jej powstania i czym się różni od normalnego tłuszczu?
- mówi dr Tomasz Wacławczyk, specjalista Centrum Liposukcji LIPOLINE w Katowicach.
Problem ten dotyczy zarówno kobiet – najczęściej okolice bioder i ud, jak i mężczyzn, u których odkłada się najczęściej na brzuchu tworząc tzw. oponkę, ponieważ to głównie w tym miejscu magazynowane są zapasy energetyczne. Brzuch to także część ciała, gdzie stosunkowo najpóźniej spalany jest tłuszcz, jest to więc miejsce wyjątkowo problematyczne. Jeśli ćwiczysz i dbasz o dietę, a w dalszym ciągu nie możesz się pozbyć nadprogramowych kilogramów, to najprawdopodobniej problem opornego tłuszczu dotyczy także ciebie. Dobra wiadomość jest taka, że z opornym tłuszczem można walczyć – wymaga to innej taktyki i samozaparcia, ale korzyści będą widoczne gołym okiem.
Rozpraw się z opornym tłuszczem raz na zawsze
Od czego zacząć? Specjaliści podkreślają, że podstawowym błędem w walce z fałdkami jest złe podejście do tematu. Mało jesz, dużo ćwiczysz? To najgorsze, co możesz zrobić. Twoje ciało jest „głodne”, pozbawione energii, tempo przemiany materii drastycznie spada, a wysiłek jeszcze to potęguje. Dlatego też nastawmy się na skromniejsze posiłki i łagodniejsze ćwiczenia lub też odwrotnie – częstsze posiłki i intensywne treningi. Ważna jest także dieta, najlepiej niskowęglowodanowa, ponieważ nadmiar cukrów zamieniany jest w tłuszcz. Są to metody skuteczne przy długotrwałym ich stosowaniu, ale zależne od indywidualnych predyspozycji. Bardziej uniwersalnym, a co najważniejsze – o wiele szybszym rozwiązaniem są zabiegi medycyny estetycznej tj. liposukcja z użyciem lasera, który powoduje upłynnienie tłuszczu oraz pobudza skórę do regeneracji.
- – zapewnia ekspert.
Jak wygląda zabieg? Lekarz po rozmowie z pacjentką i przeprowadzeniu niezbędnych badań kwalifikujących do zabiegu, może przystąpić do znieczulenia miejscowego obszaru ciała, które chcemy „odchudzić”. Podczas gdy pacjent nic nie czuje, specjalista najpierw dokonuje niewielkich nacięć, delikatnie wprowadza rurkę zwaną kaniulą, a następnie strumieniem lasera bezpośrednio upłynnia złogi tłuszczu. – – tłumaczy dr Wacławczyk. Cały zabieg trwa zaledwie 20-60 minut, pacjent tego samego dnia może wrócić do domu, a po 2 dniach do normalnego funkcjonowania. Konieczne jest jedynie noszenie pod ubraniem specjalnej bielizny uciskowej przez ok. 4 tygodnie.
Z kamerą… i laserem u Kardashianów
Laser pogromcą tłuszczu? To potwierdzono naukowo fakty. Jak zapewniają specjaliści, jeden zabieg wystarczy, aby pozbyć się problemu doskwierających nam fałdek na plecach, brzuchu, wymodelować uda, biodra, szyję oraz pozbyć się podwójnego podbródka. Co ciekawe, zabiegi z wykorzystaniem wyjątkowych właściwości lasera są już od dawna stosowane u wielu celebrytek. Stosuje je m.in. kultowy za Oceanem i nie tylko klan Kardashianów. W jednym z odcinków rodzinnego reality show, za pomocą lasera cellulit na pośladkach likwidowała jedna z sióstr – Khloe, znana z wyjątkowo krągłych kształtów.
- – podsumowuje specjalista Lipoline Clinic.