Instytut Ordo Iuris skierował do Rzecznika Praw Pacjentów wniosek o zbadanie, czy w klinikach dochodzi do łamania praw pacjenta. Stowarzyszenie Nasz Bocian zaś poskarżyło się w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym na rażącą bezczynność Ministerstwa Zdrowia.

Reklama

Zastrzeżenia pojawiły się po przeanalizowaniu przez prawników Instytutu treści oświadczeń i formularzy, przygotowywanych przez kliniki, a podsuwanych do podpisu parom zgłaszającym się do rządowego programu. Jak piszą autorzy protestu, pary przystępujące do procedur zapłodnienia pozaustrojowego, zważywszy na ogromny ładunek emocjonalny towarzyszący podejmowanym decyzjom, są szczególnie podatne na stosowane przez przedsiębiorców przemysłu in vitro nieuczciwe praktyki, polegające na nierzetelnym informowaniu o procedurach oraz wyłudzaniu oświadczeń o zrzeczeniu się roszczeń odszkodowawczych wobec klinik.

Dodają również, że kliniki świadomie nie podają rzetelnych danych o procedurze in vitro (wskazywać ma na to treść innych sprawdzonych dokumentów). Nie informują na przykład o ryzyku związanym z poddaniem się pełnej procedurze zapłodnienia pozaustrojowego.

Ordo Iuris wspomina również o próbach wymuszenia na pacjentach - zdaniem Instytutu sprzecznych z prawem - deklaracji o zrzeczeniu się prawa do dochodzenia ojcostwa, gdyby dziecko okazało się nie pochodzić od męża matki dziecka. Wskazuje także na klauzule, które prowadzą do zrzeczenia się przez rodziców jakichkolwiek roszczeń wobec klinik w przypadku popełnienia przez nie błędów przy procedurze in vitro. Jak piszą autorzy, jest to szczególnie bulwersujące w związku z nieprawidłowościami, które wykryto podczas zabiegów.

CZYTAJ WIĘCEJ: Skandal w Szczecinie. Po zabiegu in vitro kobieta urodziła nie swoje dziecko >>>

Ich zdaniem może to naruszać prawa pacjentów do wyrażenia zgody na zabieg. Poza tym pacjenci mogą mieć mylne wrażenie, że ich prawa są w pełni realizowane. Eksperci z Ordo Iuris podkreślają, że zaniedbania są tym bardziej niepokojące, że inicjatorem oraz organem nadzorującym wykonanie programu jest Ministerstwo Zdrowia.
Dlatego, z uwagi na całkowicie komercyjny charakter działalności klinik objętych rządowym programem finansowania procedury, niedozwolonymi klauzulami we wzorcach dokumentów winien zająć się również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

To nie jedyna taka skarga - Kilka tygodni temu Stowarzyszenie Nasz Bocian skierowało do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na rażącą bezczynność Ministerstwa Zdrowia. Wówczas chodziło o brak informacji o skuteczności klinik biorących udział w ministerialnym programie. Czyli ujawnienie, ile dzieci rodzi się w danym ośrodku w przeliczeniu na liczbę wykonanych tam zabiegów. Ministerstwo informowało, że skuteczność waha się od 10 do 40 proc. Jednak nie chciało podać szczegółów dla poszczególnych ośrodków.

ZOBACZ TAKŻE: Dla kogo rządowy program in vitro? >>>

W efekcie, jak pisze Nasz Bocian, o wyborze kliniki "decyduje przypadek, poczta pantoflowa, osobiste preferencje, a powinny decydować pełne informacje, na podstawie których pacjenci mogą podjąć świadomą decyzję". Dlatego Stowarzyszenie kilkukrotnie występowało o przekazanie danych - bezskutecznie. Za każdym razem resort tłumaczył, że w związku z "koniecznością weryfikacji prawidłowości wprowadzanych danych" nie może udzielić odpowiedzi na tak postawione pytanie. Jak wylicza Nasz Bocian, weryfikacja trwała ponad 9 miesięcy.

Stowarzyszenie zwraca uwagę, że pomimo braku ewaluacji danych program był kontynuowany. - Tym samym pacjenci dalej są kierowani do realizatorów, których skuteczności leczenia nie zweryfikowano - podkreślał Nasz Bocian.