W regionie łódzkim nie ma koordynacji polityki zdrowotnej. Bałagan spowodowany jest głównie mnogością właścicieli. Dlatego trudno dostosować liczbę łóżek szpitalnych do realnych potrzeb. Poza tym brakuje lekarzy niektórych specjalności - na temat największych bolączek służby zdrowia w województwie łódzkim dyskutowano podczas regionalnego spotkania menedżerów ochrony zdrowia w Łodzi. Organizatorem była redakcja i wydawca magazynu "Rynek Zdrowia".

Reklama

Około 200 osób, m.in. dyrektorzy szpitali, samorządowcy i lekarze, zastanawiało się nad paradoksami łódzkiej służby zdrowia. Z jednej strony województwo cieszy się drugą co do wielkości liczbą łóżek szpitalnych na tysiąc mieszkańców. W Łódzkiem przyjmuje ona wartość 5,3 przy średniej krajowej rzędu 4,7. Jednocześnie region zajmuje czołowe noty w kraju pod względem innych, mniej chlubnych wskaźników. Województwo ma najwyższy w kraju wskaźnik umieralności z powodu nowotworów i chorób układu trawiennego, jest też drugie, jeśli chodzi o umieralność na choroby krążenia. Najmniejsza w kraju jest tutaj przeciętna długość życia, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Za jedną z przyczyn tego paradoksalnego stanu rzeczy zgromadzeni uznali brak skoordynowanej polityki zdrowotnej dla całego regionu. Właścicielami szpitali w Łódzkiem jest bowiem aż siedem różnych typów instytucji, w tym uniwersytety, ministerstwa, samorządy różnych poziomów. - W efekcie region cierpi na niewłaściwą strukturę łóżek - mówi DGP redaktor naczelny "Rynku Zdrowia" Wojciech Kuta. Każdy z właścicieli zarządza bowiem podległymi mu szpitalami w oderwaniu od innych placówek, co przekłada się chociażby na niedobór łóżek na jednych oddziałach i nadmiar na innych.

Konsekwencją i następnym paradoksem jest to, że w najszybciej starzejącym się regionie kraju, z największym odsetkiem osób w wieku poprodukcyjnym, brakuje łóżek opieki długoterminowej. I chociaż ogólny wskaźnik wykorzystania łóżek przyjmuje dość wysoką wartość 70 proc., to łodzianie częściej niż pacjenci z innych części kraju jeżdżą się leczyć poza granice swojego województwa. Na problem ten zwróciła uwagę szefowa łódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Jolanta Kręcka. Z kolei prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi Grzegorz Mazur wspomniał o rosnącej w zastraszającym tempie średniej wieku lekarzy niektórych specjalności. Z tego też względu zaapelował do dyrektorów szpitali, aby zgłaszali więcej miejsc specjalizacyjnych.