Wzrosły wydatki Polaków na zdrowie - w każdym razie na to wszystko, za co płacą z własnej kieszeni. Wprawdzie niewiele, bo nasze portfele nie puchną. Dlatego do łask wraca leczenie za publiczne pieniądze.

W ubiegłym roku przeciętne wydatki Polaków na zdrowie z budżetów gospodarstw domowych wyniosły (miesięcznie na osobę) ponad 52 zł - wynika z szacunków DGP na podstawie danych GUS. Przeciętna czteroosobowa rodzina wydawała na leczenie w ciągu roku ponad 2,5 tys. zł. Przy tym w czteroosobowym gospodarstwie domowym rolników było to 1476 zł, pracowników - 1982 zł, pracujących na własny rachunek - 2353 zł, a w dwuosobowym gospodarstwie emerytów aż 2280 zł.

W sumie wydaliśmy 24 mld zł - o 700 mln zł, czyli o 3 proc. więcej niż w roku poprzednim. - To zaskakująco mały wzrost - ocenia dr Jerzy Gryglewicz, ekspert do spraw ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego. Jego zdaniem jest to związane z kurczącą się zasobnością naszych portfeli. Potwierdzają to dane GUS. Według nich w ubiegłym roku realne dochody rozporządzalne gospodarstw domowych (obejmujące nie tylko wynagrodzenia, lecz także wszystkie inne dochody, na przykład z lokat, wynajmowania mieszkań) były o 0,2 proc. niższe niż w roku poprzednim. Był to już drugi rok z rzędu ich spadku.

Wstrzemięźliwość w prywatnych wydatkach na zdrowie powodowała np. pogarszająca się sytuacja na rynku pracy - twierdzi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, członek rady NFZ z Uczelni Łazarskiego. Liczba bezrobotnych była pod koniec ubiegłego roku o 153 tys. większa niż w grudniu poprzedniego roku, a stopa bezrobocia była o prawie 1 pkt proc. wyższa i wyniosła 13,4 proc.

Okazuje się, że rację miało Ministerstwo Zdrowia, twierdząc, że wejście w życie ustawy refundacyjnej nie spowoduje wzrostu cen leków refundowanych - uważa Gryglewicz. W efekcie nie było wyraźnego wzrostu wydatków na leczenie, wśród których około 60 proc. przypada na farmaceutyki. - Równocześnie mimo ograniczonych środków publicznych na ochronę zdrowia obserwuje się wzrost efektywności w organizacji tej ochrony. Widać to w rosnącej liczbie świadczeń, które są rozliczane przez NFZ - ocenia Gałązka-Sobotka. - To element łagodzący wzrost wydatków gospodarstw domowych na leczenie - podkreśla.

Pod tym względem sytuacja jest jednak daleka od akceptowalnej. Udział wydatków publicznych (z budżetu państwa, z budżetów samorządów i funduszy ubezpieczeń społecznych) w wydatkach ogółem na ochronę zdrowia jest niski. Według dostępnych danych OECD w 2010 r. wyniósł on w Polsce 71,1 proc., podczas gdy np. w Czechach - 83,8 proc., w Wielkiej Brytanii - 83,2 proc., we Włoszech - 79,6 proc., w Niemczech 76,8 proc.

Mimo korzystnych ocen Gałązki-Sobotki dla publicznej służby zdrowia i tak na prywatną opiekę medyczną w Polsce wydajemy bardzo dużo. - Między innymi dlatego, że lekarze wypisują mnóstwo recept ze 100-proc. odpłatnością za leki, które mogłyby być refundowane - twierdzi Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich. W ubiegłym roku lekarze obawiali się wysokich kar za nieprawidłowo wystawione recepty refundowane. Nie bez znaczenia jest również postawa, która skłania nas do leczenia się bez względu na koszty.