Lek o nazwie iwabradyna, zmniejszający częstość akcji serca, przedłuża życie chorych z przewlekłą niewydolnością serca - powiedział na spotkaniu z dziennikarzami prof. Krzysztof J. Filipiak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Niedawno Komisja Europejska ogłosiła, że preparat zatwierdzono do leczenia tego schorzenia, na które w Polsce cierpi 700 tys. osób (w Europie - 15 mln). Śmiertelność jest większa niż w przypadku wielu nowotworów, takich jak rak piersi u kobiet i rak prostaty u mężczyzn.

Prof. Filipiak z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM poinformował na spotkaniu w Warszawie, że dotąd było wiadomo, że iwabradyna pomaga chorym z chorobą wieńcową. Z najnowszych badań o nazwie SHIfT wynika, że o 26 proc. zmniejsza on również śmiertelność sercowo-naczyniową pacjentów z niewydolnością serca. I o tyle samo obniża też częstotliwość ich hospitalizacji, co poprawia jakość życia.

Czytaj także: A jednak! Seks wcale nie jest groźny dla zawałowców >>>

Jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie zgony z powodu niewydolności serca, to efekty działaniu leku są jeszcze większe. Śmiertelność z tej przyczyny u chorych zażywających ten lek spada o 39 proc., a hospitalizacja - o 30 proc. - dodał specjalista.

Takie efekty uzyskano u tych chorych, którzy poza iwabradyną otrzymywali leki standardowe, które do tej pory były zalecane w leczeniu niewydolności serca. Są to inhibitory ACE, beta-adrenolityki i antagoniści aldosteronu. Niektórym chorym wszczepia się również defibrylatory i stymulatory resynchronizujące.

Mówimy zatem o dodatkowym efekcie terapii, jaki uzyskuje się dzięki iwabradynie - podkreślił prof. Filipiak.

Lek ten poprawia rokowania chorych, gdyż zmniejsza częstość akcji mięśnia sercowego, co korzystne wpływa na długość życia i przeżywalność pacjentów. Najlepsze efekty uzyskuje się u tych chorych, u których tempo bicia serca przekracza 75 uderzeń na minutę, a po włączeniu leku spada poniżej 60 uderzeń.

Akcję serca obniżają również beta-adrenolityki, ale te leki zmniejszają również ciśnienie tętnicze krwi. Tymczasem iwabradyna działa selektywnie - jedynie spowalnia pracę serca. Stąd nowe wskazanie do stosowania tego leku u chorych z przewlekłą niewydolnością serca, które zostało właśnie wprowadzone w Europie - powiedział.

Według prof. Filipiaka dawno minęły już czasy, gdy twierdzono, że prawidłowo częstotliwość pracy serca mieści się w granicach od 60 do 100 uderzeń na minutę. Teraz uważa się, że im jest ono mniejsze, tym lepiej. Nie wiadomo tylko, do jakiego stopnia można je obniżać. Wydaje się, że raczej nie powinno ono spadać poniżej 50.

Najbardziej korzystne jest, gdy częstotliwość pracy serca nie przekracza 60 uderzeń na minutę. Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne zaleca, by u chorych z chorobą wieńcową wynosiło od 55 do 60 uderzeń - podkreślał proc. Filipiak.

Jego zdaniem wolniejsza praca serca jest bardziej korzystna u wszystkich osób z chorobami sercowo-naczyniowymi. Warto je obniżać (poniżej 60 uderzeń na minutę) zarówno w przypadku miażdżycy serca i niewydolności serca, jak i nadciśnienia tętniczego krwi.

Obniżenie częstości akcji serca poprawia tzw. frakcję wyrzutową serca. Podejrzewa się - powiedział specjalista w rozmowie z PAP - że dłużej trwa wtedy jego rozkurcz, co z kolei poprawia ukrwienie mięśnia sercowego. Poprawia się również funkcja śródbłonka w naczyniach krwionośnych, wolniejszy jest zatem rozwój choroby wieńcowej. Lepsze jest również oboczne krążenie krwi w mięśniu sercowym, zwiększające szanse przeżycia w razie zawału.

Iwabradyna została odkryta w 1990 r. Do użycia wprowadzono ją w 2005 r. w leczeniu stabilnej dławicy piersiowej. W 2009 r. wykazano, że jest przydatna u chorych z chorobą wieńcową. W leczeniu niewydolności serca zalecana jest od lutego 2012 r.

Lek na całym świecie jest stosowany przez 350 tys. pacjentów. Przebadano go na 40 tys. osób. W Polsce nie jest refundowany, miesięczna kuracja z jego użyciem kosztuje około 200 zł. Zażywa go jedynie 800-900 chorych.

W Polsce o iwabradynie zrobiło się głośno w 2007 r., kiedy krajowe media podawały, że miała się ona znaleźć na liście leków refundowanych kilka godzin po wizycie, jaką wiceministrowi zdrowia w rządzie PiS Bolesławowi Piesze (obecnemu posłowi PiS) złożyli przedstawiciele koncernu Servier - producenta leku. Piecha zaprzeczał, by lek znalazł się na liście pod wpływem lobbingu.

W 2010 r., z powodu braku dowodów, Prokuratura Apelacyjna w Krakowie umorzyła śledztwo dotyczące korupcji przy wpisaniu iwabradyny na listę leków refundowanych.