Udaru mózgu doznaje w Polsce rocznie około 75 tys. osób.

Reklama

"Większość udarów leczonych jest na specjalnych oddziałach szpitalnych czy w szpitalach wielospecjalistycznych. Często osoby, które przeszły udar cierpią na chorobę mózgu oraz szereg chorób współistniejących np. neurologicznych" - powiedział przewodniczący sekcji chorób układu pozapiramidowego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Andrzej Bogucki. "Niektóre z nich utrzymują się przez kilka, kilkanaście dni; większość z różnym nasileniem może występować przez resztę życia" - dodał.

Najbardziej dokuczliwym problemem osób po udarze jest spastyczność - utrzymujące się napięcie mięśni. Trwały, bolesny skurcz uniemożliwia chorym codzienną aktywność. Mają trudności przy ubieraniu się, myciu i jedzeniu. Spastyczność sprzyja powstawaniu przykurczów, deformacji stawowych, odleżyn oraz infekcji.

Od kilku lat istnieje Intercyscyplinarna Grupa Ekspertów ds. spastyczności. Przygotowała ona specjalny program adresowany do około 2 tys. osób po udarze, które wymagają terapii. Program czeka na opinię Ministerstwa Zdrowia. Zdaniem prof. Jarosława Sławka, który uczestniczy w pracach zespołu, wprowadzenie programu ułatwiłoby życie tysięcy chorych. Chodzi o wstrzykiwanie toksyny butolinowej, ograniczającej ból i napięcie mięśni. Takie iniekcje są przeprowadzane raz na 3-4 miesiące.



Sławek zaznaczył, że konieczne jest podjęcie leczenia bezpośrednio po udarze. Największą skuteczność dają interwencje podejmowane do 4,5 godziny po udarze. Tymczasem zaledwie 10 proc. pacjentów trafia do lekarza w tym czasie. W pozostałych 90 proc. przypadków dzieje się to zbyt późno.

Liczba osób, umierających z powodu udaru mózgu należy do najwyższych w Europie. W pierwszym miesiącu po udarze życie traci 40 proc. chorych, po roku 60 proc. Spośród osób, które przeżyły aż 70 proc. zostaje inwalidami i cierpi z powodu niepełnosprawności: niesprawności ruchowej, zaburzeń czucia, mowy, widzenia i amnezji.