Przepisy miały uniemożliwić sprzedaż leków po promocyjnych cenach w aptekach, ale w rzeczywistości uderzą najbardziej w szpitale i pacjentów. Te pierwsze już martwią się o to, że będą musiały wydawać więcej na zakup leków i tym samym wzrośnie ich zadłużenie. Chorzy natomiast obawiają się, że nie będą mieli dostępu do nowoczesnych, drogich terapii.

Reklama

Negocjacje z resortem

Na nowych przepisach zyska NFZ, bo mniej wyda na refundację leków, ale stracą np. chorzy po transplantacji. Ci bowiem muszą do końca życia przyjmować leki zapobiegające odrzutowi przeszczepionego narządu. Dzięki stosowanym dotychczas rabatom mogli je kupować po cenie obniżonej, np. w przypadku tylko jednego leku miesięcznie ze 120 zł do 3,20 zł.

"Pod rządami nowej ustawy ich ceny będą sztywne. Ani dostawca, ani hurtownik, ani aptekarz nie będzie mógł obniżyć tych ustalonych przez ministra. Tym samym pacjent będzie musiał zawsze ponieść pełną dopłatę ponad limit refundacji" – podkreśla Paulina Kieszkowska-Knapik, radca prawny z kancelarii Baker & McKenzie.

Środowisko transplantologów obawia się ponadto, że po 1 stycznia 2012 r. refundowane będą leki najtańsze (czyli tzw. leki generyczne), a nie innowacyjne, które są obecnie podawane pacjentom. Według szacunków lekarzy tylko 5 proc. chorych będzie stać na pozostanie przy dotychczasowej terapii. Większość ze względów finansowych wybierze zapewne tańsze zamienniki. Problem w tym, że dla systemu lecznictwa może to oznaczać duże dodatkowe koszty.

"Zamiana leków musi się odbyć w sposób planowy i bezpieczny. Lekarz powinien mieć możliwość sprawdzenia, jak funkcjonuje przeszczepiony narząd po zmianie leku i ewentualnie skorygować dawkowanie. Powinny się znaleźć pieniądze na dodatkowe wizyty w poradni transplantacyjnej dla 12 tys. chorych" – podkreśla prof. Małgorzata Durlik, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantologicznego.



Tanio nie będzie

Ustawa miała ukrócić patologie w aptekach, np. promocje leków za złotówki, które powodowały, że pacjenci kupowali leki na zapas, a spora część z nich się marnowała. Eksperci podkreślają, że konsekwencje jej wejścia w życie mogą uderzyć przede wszystkim w szpitale.

Przepisy nie są bowiem jasne i nie wiadomo, czy sztywne ceny leków będą wiążące tylko dla aptek, czy także dla placówek medycznych. Jeżeli tak, to oznaczałoby to, że szpitale nie mogłyby ich negocjować z ich dostawcami. W tej sprawie nie ma też zgodności między ministrem zdrowia a ministrem finansów. W opinii tego drugiego, którą zresztą resort zdrowia przytacza na swojej stronie internetowej, nie ma możliwości dokonywania rabatów dla szpitali. Artykuł 49 ust. 3 ustawy o refundacji mówi wyraźnie, że ustawodawca zakazuje sprzedaży uwarunkowanej, upustów, rabatów, bonifikat, pakietów i uczestnictwa w programach lojalnościowych.

Reklama

"Ministerstwo Zdrowia nie ingeruje w cenę leku w szpitalu. Tę ustali szpital z firmą farmaceutyczną" – zapewnia jednak Adam Fronczak, wiceminister zdrowia.

Zdaniem dyrektorów szpitali brak możliwości negocjowania cen leków przy ich zakupach byłby nieracjonalny.

"Jako dyrektora szpitala interesuje mnie, żeby za dany lek zapłacić jak najniższą cenę. Co jest niewłaściwego w tym, że korzystamy z rabatu, który zresztą uzyskujemy na etapie przetargu, a więc wszystko jest jawne" – pyta Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu.

Jak podkreśla Janina Pawłowska z Naczelnej Rady Aptekarskiej, gdyby ceny leków miały być dla szpitali sztywne, nie byłoby sensu organizowania przetargów na ich zakup. Pogorszyłaby się sytuacja finansowa przede wszystkim tych placówek, które są w dobrej kondycji, płacą dostawcom terminowo i dlatego są przez nich premiowane obniżkami cen.

Adam Fronczak zapewnia jednak, że do tego nie dojdzie. Jego zdaniem na podstawie art. 9 ustawy, który mówi o tym, że świadczeniodawcy są zobowiązani do nabywania leków po cenie nie wyższej niż urzędowa (powiększonej ewentualnie o marże hurtową nie większą niż urzędowa), istnieje możliwość jej obniżenia w przetargu.



Koniec z darowiznami

Wątpliwości jest jednak więcej. Zdaniem ministra finansów szpitale nie będą mogły np. korzystać z darowizn leków. Jednak, jak podkreśla Paulina Kieszkowska-Knapik, ustawa ich wprost nie zakazuje, bo przepis zakazujący darowizn nie odnosi się do świadczeniodawców. W szpitalach psychiatrycznych spora część leków podawanych chorym podczas leczenia pochodzi właśnie z darowizn. Tych placówek często bowiem nie stać na kupowanie innowacyjnych medykamentów, które są dostępne w aptekach.

Zakaz darowizn spowodowałby więc, że szpitale musiałyby je kupować i tym samym zwiększyć swoje budżety na leki. Samodzielny Wojewódzki Zespół Publicznych Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej w Warszawie będzie musiał wydać na ten cel prawie o pół miliona złotych więcej niż w tym roku. Obecnie przeznacza na leki około 1 – 1,2 mln zł.