Dyskutowano o tym podczas konferencji "Kardiologia 2012 - serce i choroby układu krążenia" zorganizowanej w czwartek w Warszawie z okazji Światowego Dnia Serca. W tym roku jest on obchodzony 29 września.

Reklama

Prof. Grzegorz Opolski, konsultant krajowy ds. kardiologii, powiedział, że w latach 90. mieliśmy najwyższe tempo spadku umieralności mężczyzn w wieku 25-84 lat z powodu zawału serca, ale w ostatnich 10 latach było ono już znacznie mniejsze. W 2012 r. nie powinno być więcej niż 170 zgonów na skutek zawału w przeliczeniu na 100 tys. mężczyzn (w 2005 r. było ich 250, a na początku lat 90. - 400).

Nadal jednak mamy zbyt dużo przedwczesnych zgonów z powodu zawału, czyli u osób przed 65. rokiem życia. Pod tym względem wśród 33 krajów OECD zajmujemy dopiero 29 miejsce. Poprawiła się natomiast śmiertelność wewnątrzszpitalna po zawale (liczona po upływie 30 dni oraz roku). Jesteśmy w tym zakresie na piątym miejscu w OECD.

Prof. Opolski wymienił najważniejsze niedociągnięcia polskiej kardiologii. Powiedział, że na wizytę u kardiologa średnio trzeba czekać aż 9 miesięcy (w Radomiu aż rok). Na rehabilitację kardiologiczną może liczyć jedynie co piąta osoba po zawale serca, tymczasem powinni być nią objęci wszyscy zawałowcy. Taka możliwość mają jedynie ci chorzy, którzy mieszkają w dużych miastach.

Przypomniał również, że największym sukcesem polskiej kardiologii jest upowszechnienie angioplastyki. Jest ona wykonywana w 143 ośrodkach kardiologii interwencyjnej, w których udrażniane się zawężone tętnice mięśnia sercowego. Stawia nas to w czołówce krajów UE. Takie zabiegi mogą uchronić przed zawałem lub uratować życie chorego, u którego do niego doszło.

Nadal jednak się zdarza, że część chorych ze świeżym zawałem serca zbyt późno jest przywożonych do ośrodka kardiologii interwencyjnej - powiedział prof. Dariusz Dudek z Instytutu Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opóźnienia sięgają od godziny do nawet trzech godzin. Dochodzi do nich wtedy, gdy do ataku serca dojdzie u chorego znajdującego się w większej odległości od miasta, gdzie wykonywana jest całodobowa angioplastyka.

Podkreślił, że pacjent z zawałem powinien być przywożony bezpośrednio do ośrodka kardiologii interwencyjnej, a nie do szpitala, w którym go nie ma. Każda godzina zmniejsza szanse uratowania chorego lub uchronienia go przed znacznym uszkodzeniem mięśnia sercowego.

Według dyr. Agaty Horanin-Bawor z Narodowego Funduszu Zdrowia, spadek tempa poprawy opieki kardiologicznej w znacznym stopniu wynika z tego, że coraz częściej ratuje się chorych powyżej 70. roku życia, cierpiących na wiele innych schorzeń. Takich pacjentów znacznie trudniej jest leczyć. Dodała, że w 2011 r. za jedno świadczenie kardiologii interwencyjnej NFZ płacił średnio 9 121 zł.

Reklama

Nowym wyzwaniem jest coraz częściej występująca przewlekła niewydolność serca. Choroba ta występuje już tak często, że przybiera rozmiary epidemii - powiedziała prof. Janina Stępińska z Instytutu Kardiologii w Warszawie. Wydłuża się przeciętna długość życia (najwięcej chorych jest wśród siedemdziesięciolatków). Ratowani są również zawałowcy, u których dochodzi do znacznego uszkodzenia serca. Wtedy staje się ono niewydolne (przestaje pompować tyle krwi ile w danej chwili potrzebuje organizm).

Polska ma największa w UE hospitalizację z powodu niewydolności serca. Oznacza to, że musimy poprawić opiekę na tymi chorymi - podkreślili podczas debaty eksperci.