„Dorosły już byłem. Teraz jestem sobą”. Mężczyźni próbują nauczyć się siebie od nowa [Męskie rozmowy]
Przez lata odpowiedź wydawała się prosta. Mężczyzna miał być silny. Miał utrzymywać rodzinę, nie narzekać, nie płakać, radzić sobie sam. Nawet jeśli w środku wszystko się rozsypywało.
Dziś ten model coraz częściej pęka.
I właśnie o tym z Szymonem Glonkiem rozmawiają Robert Konecki i Mateusz Kowalski, autorzy książki „Nowa męskość”. Nie próbują tworzyć nowej ideologii ani unieważniać tradycyjnej męskości. Raczej próbują odpowiedzieć na pytanie, jak być facetem w świecie, w którym stare zasady przestały działać, a nowych nikt jeszcze jasno nie napisał.
„Faceci są zagubieni”
W rozmowie bardzo szybko pojawia się słowo „kryzys”. Prowadzący mówi wprost, że wielu mężczyzn zostało dziś bez jasnej roli społecznej. Kobiety wywalczyły niezależność, przejęły część dawnych „męskich” obszarów życia, a mężczyźni często stoją dziś w rozkroku między dawnym modelem a czymś nowym, czego jeszcze sami dobrze nie rozumieją.
Konecki i Kowalski nie uciekają od tego tematu, ale wolą inne słowo: transformacja.
Bo ich zdaniem męskość nie umiera. Ona się zmienia.
Jeszcze kilkanaście lat temu wielu mężczyzn budowało swoją tożsamość niemal wyłącznie wokół sprawczości. Praca. Zarabianie pieniędzy. „Dowożenie”. Zadania do wykonania. Lista obowiązków. Sukces.
Tymczasem dziś coraz więcej mężczyzn dochodzi do momentu, w którym ta lista się kończy.
Dom jest. Praca jest. Kredyt spłacony albo prawie spłacony. Dzieci odchowane. I nagle pojawia się pytanie: co dalej?
W rozmowie pada bardzo charakterystyczny obraz czterdziestolatków stojących przed lustrem i próbujących odpowiedzieć sobie, kim są poza rolą pracownika, ojca czy żywiciela rodziny.
To właśnie ten moment wielu z nich odbiera jako kryzys.
„Nie chcemy wyrzucać tradycyjnej męskości do kosza”
Co ważne, autorzy „Nowej męskości” bardzo wyraźnie odcinają się od narracji, według której wszystko, co tradycyjnie męskie, jest toksyczne albo złe.
Nie chcą odbierać mężczyznom siły, odpowiedzialności czy potrzeby chronienia bliskich.
Wręcz przeciwnie.
Mówią, że sami mają w sobie wiele stereotypowo męskich cech i nie widzą w tym niczego złego. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy mężczyzna może istnieć wyłącznie poprzez rolę „twardego faceta”, który nigdy nie okazuje słabości.
Dlatego ich zdaniem współczesna męskość wymaga raczej poszerzenia niż zburzenia.
O nowe umiejętności:
- dbanie o zdrowie psychiczne,
- umiejętność rozmowy o emocjach,
- budowanie relacji,
- troskę o siebie,
- proszenie o pomoc.
To nie ma zastąpić klasycznej męskości. Ma ją uzupełnić.
Mężczyzna, który nie umie odpoczywać
W rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa temat sprawczości.
Autorzy przyznają, że wielu mężczyzn zostało wychowanych w przekonaniu, że ich wartość zależy od tego, co robią, osiągają i zapewniają innym. Jeśli przestają „dowozić”, pojawia się lęk.
Jeden z nich mówi wprost, że dopiero jako dorosły człowiek uczy się, iż może być wartościowy nawet wtedy, gdy danego dnia niczego wielkiego nie osiągnął.
To brzmi banalnie, ale dla wielu mężczyzn jest rewolucyjne.
Bo klasyczny model męskości bardzo rzadko pozwalał po prostu być. Trzeba było działać. Rozwiązywać problemy. Zarabiać. Chronić. Wygrywać.
W efekcie wielu mężczyzn kompletnie nie potrafi odpoczywać bez poczucia winy.
Nieprzypadkowo podczas rozmowy pojawia się obraz facetów, którzy nawet relacje budują przez działanie. Wspólne remonty, treningi, projekty, wyjazdy. Obok siebie. Ale niekoniecznie naprawdę blisko siebie.
Terapia? „Słaby jesteś?”
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest temat terapii.
Jeszcze do niedawna dla wielu mężczyzn samo przyznanie się do problemów psychicznych było traktowane jak oznaka słabości. Wciąż funkcjonuje przekonanie, że „facet powinien sobie poradzić sam”.
Konecki i Kowalski otwarcie mówią o własnych doświadczeniach z depresją i terapią. Przyznają, że sami długo funkcjonowali według klasycznego schematu: tłumienie emocji, imprezy, alkohol, ciągłe zagłuszanie napięcia.
Jeden z nich mówi wprost, że jeszcze dziesięć lat wcześniej regularne „melanże” były jego sposobem rozładowywania emocji. Dziś brzmi to dla niego jak bardzo odległy świat.
Zamiast tego nauczył się szukać innych wentyli bezpieczeństwa: rozmowy, natury, bliskości, terapii.
To ważny moment tej rozmowy, bo pokazuje zmianę, która dzieje się dziś wśród części mężczyzn. Coraz więcej z nich zaczyna rozumieć, że terapia nie jest oznaką porażki.
Jest próbą ratowania samego siebie.
„Jak mi się chce płakać, to płaczę”
W pewnym momencie rozmowa schodzi na temat emocji. I tu bardzo mocno widać zderzenie starego i nowego modelu męskości.
Przez dekady chłopców uczono prostych zasad:
- nie płacz,
- nie okazuj słabości,
- bądź twardy,
- kontroluj emocje.
Tymczasem obaj rozmówcy mówią dziś coś dokładnie odwrotnego.
„Jak mi się chce płakać, to płaczę” – pada w pewnym momencie rozmowy. Bez ironii. Bez wstydu.
Jeden z autorów opowiada, że przez lata wstydził się własnej wrażliwości i próbował dopasować do stereotypowego wzorca twardego faceta. Dopiero później zrozumiał, że tłumienie emocji nie czyni go silniejszym.
Wręcz przeciwnie.
Dziś mówi o emocjach jak o języku, którego mężczyźni muszą się na nowo nauczyć. Także po to, by być lepszymi partnerami, ojcami i przyjaciółmi.
Męska przyjaźń bez udawania
Być może najciekawszy fragment całej rozmowy dotyczy męskich relacji.
Konecki i Kowalski wielokrotnie podkreślają, że fundamentem ich wspólnej działalności jest przyjaźń. Podcast i książka były tylko konsekwencją wcześniejszej relacji.
To ważne, bo wielu mężczyzn przez całe życie funkcjonuje w relacjach opartych bardziej na rywalizacji niż autentycznej bliskości.
Wspólne picie, żarty, sport czy praca często zastępują prawdziwą rozmowę.
Autorzy próbują to przełamać poprzez organizowanie tzw. męskich kręgów. To spotkania, podczas których mężczyźni rozmawiają o emocjach, relacjach, samotności czy lękach w bezpiecznej przestrzeni. Bez oceniania i bez konieczności grania „samca alfa”.
I choć dla części mężczyzn takie spotkania brzmią absurdalnie albo wręcz śmiesznie, zainteresowanie nimi rośnie.
Autorzy mówią, że przez ich kręgi przewinęło się już ponad dwustu mężczyzn. Wielu z nich po raz pierwszy mogło otwarcie powiedzieć innym facetom, że sobie nie radzi.
„Dorosły już byłem”
W całej rozmowie najmocniej zostaje jednak jedno zdanie.
„Dorosły już byłem. Teraz jestem sobą”.
To właściwie definicja tego, czym dla wielu współczesnych mężczyzn staje się nowa męskość.
Nie chodzi o odrzucenie siły. Ani o rezygnację z odpowiedzialności. Nie chodzi też o stworzenie nowego ideału „idealnie świadomego faceta”.
Chodzi raczej o zgodę na bycie człowiekiem.
Na to, że można być jednocześnie odpowiedzialnym i wrażliwym. Silnym i zagubionym. Sprawczym i zmęczonym.
Bo być może największą zmianą w męskim świecie nie jest dziś nowa definicja siły.
Tylko odwaga, żeby w końcu przestać cały czas udawać, że wszystko jest w porządku.