Podjęli wyzwanie, choć nie było ono łatwe. Najpierw musieli pokonać barierę finansową, później własne obawy i przejść, nie zawsze komfortową - szczególnie dla kobiety, procedurę pozaustrojowego zapłodnienia. Udało się, choć nie za pierwszym razem. Dziś Joanna i Jan są rodzicami trzyletniej Zosi i myślą o kolejnym dziecku, które mogłoby zostać poczęte dzięki pozaustrojowemu zapłodnieniu.
Według szacunków (oficjalnych statystyk nadal brakuje), rocznie dzięki in vitro rodzi się w Polsce 5 tysięcy dzieci. Na świecie dzięki tej metodzie na świat przyszło około 7 mln dzieci. Jak długo trzeba przechodzić procedury leczenia innymi metodami, by móc starać się o in vitro?
-– mówi dr n. med. Jan Domitrz, specjalista położnictwa i ginekologii, współwłaściciel Centrum ginekologii, endokrynologii i medycyny rozrodu „Artemida” działającego w Białymstoku i Olsztynie.
Osoby te mogą być kwalifikowane do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego bez najmniejszych wątpliwości. Jednak polskie prawo wymaga, aby in vitro zastosować po co najmniej rocznym staraniu się o dziecko innymi metodami. W opinii specjalistów to dość dyskusyjne podejście, bo w wielu przypadkach każdy miesiąc jest na wagę złota, a rok może oznaczać nieodwracalną stratę czasu.
- – dodaje specjalista z Artemidy.
In vitro – ostatnia deska ratunku
Aby zakwalifikować parę do wykonania zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego muszą zostać wyczerpane inne metody leczenia lub musi być stwierdzona bezwzględna przyczyna niepłodności. W pierwszej kolejności wykonuje się badanie rezerwy jajnikowej. Daje ono odpowiedź na pytanie czy para ma w o ogólne szanse na dziecko przy zastosowaniu metody in vitro.
Zdarza się tak, szczególnie u pacjentek starszych, że rezerwa jajnikowa jest bardzo niska, co powinno skłaniać do szybszej realizacji procedur leczniczych. Wszystkie pozostałe badania niezbędne do przeprowadzenia zabiegu wykonywane są już w trakcie samej procedury. To ocena narządu rodnego, cytologia, stopień czystości - czyli tak naprawdę wszystkie badania, które są standardowo wykonywane w chwili rozpoczęcia starań o dziecko. Jedyna dodatkowa i niezbędna w tym przypadku diagnostyka to badania wirusologiczne - tzw. badania bezpieczeństwa w kierunku chorób zakaźnych.
-– opisuje Jan Domitrz.
Partner w tym czasie oddaje nasienie. W laboratorium dokonuje się zapłodnienia, a potem następuje transfer, czyli zarodek trafia z powrotem do jamy macicy. Nadliczbowe zarodki zostają zamrożone. I następuje oczekiwanie. Końcem tej drogi jest wykonanie testu ciążowego. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że w przypadku kobiet procedura może wiązać się z dolegliwościami związanymi z powiększeniem jajników oraz pobraniem komórek jajowych. Zabieg transferu jest praktycznie bezbolesny.
Kiedy powiedzieć „stop”
Szansa na zajście w ciążę w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego maleje wraz z wiekiem. W Polsce nie ma co prawda ustalonej górnej granicy, ale leki potrzebne do przeprowadzenia procedury są refundowane tylko do 40 roku życia. Jednak jest spora grupa pacjentek, które zaczynają strać się o dziecko dopiero po czterdziestce. Im również nie można przecież odmówić leczenia, o ile spełniają one określone warunki.
- – mówi Jan Domitrz i dodaje, że w takich okolicznościach kieruje pacjentów na zupełnie inne tory.