- Otyłość rzędu BMI powyżej 35 skraca życie przynajmniej o 10 lat. Ale jeżeli do tego dołożymy nadciśnienie, ciężką do uregulowania cukrzycę, bezdech senny, zaburzenia w obrębie narządu ruchu, to życie takiego człowieka będzie jeszcze krótsze - ostrzega prof. Wiesław Tarnowski, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Przewodu Pokarmowego Szpitala im. W. Orłowskiego w Warszawie.

Reklama

Otyłość jest jednak wciąż lekceważona, przede wszystkim nikt nie traktuje jej jako choroby śmiertelnej. „Nie znam takiej sytuacji, żeby w akcie zgonu napisano, że pacjent umarł na otyłość. My naprawdę nie rozumiemy, że otyłość jest chorobą śmiertelną. Człowiek otyły to człowiek śmiertelnie chory, który – jeśli nic z tym nie zrobi – umrze szybciej” – przekonuje specjalista.

Osoby otyłe powinny się zatem odchudzić, jeśli chcą żyć dłużej i uniknąć takich przedwczesnych schorzeń jak choroby sercowo-naczyniowe, nowotwory i cukrzyca. Bo schorzenia te są pochodną otyłości. - Cukrzyca typu 2 w 99,9 proc. jest związana z otyłością. Jeżeli wyeliminowalibyśmy otyłość, tej cukrzycy najprawdopodobniej by nie było – dodaje prof. Tarnowski.

Za osoby otyłe uznawane są te ze wskaźnikiem BMI powyżej 30 punktów. Powinny one zrobić wszystko, żeby zmniejszyć masę ciała, bo kiedy utyją jeszcze bardziej, jedynym dla nich ratunkiem może być już tylko operacja bariatryczna, polegająca na zmniejszeniu objętości żołądka. Sama operacja nigdy jednak nie będzie wystarczająca, konieczna jest też zmiana stylu życia.

- Leczenie chirurgiczne jest jedynym skutecznym sposobem leczenia otyłości, gdy wskaźnik BMI przekracza 35-40 punktów – twierdzą specjaliści. U osób powyżej 35 punktów wskazaniem do takiego zabiegu są już występujące towarzyszące otyłości choroby, takie jak nadciśnienie tętnicze krwi, cukrzyca czy choroby narządu ruchu. Gdy BMI przekracza 40 punktów nawet bez żadnych chorób towarzyszących można być skierowanym na operację. Na ogół jednak przy takiej otyłości choroby te już występują, przynajmniej w początkowym okresie rozwoju.

Prof. Tarnowski wyjaśnia, że jest wiele rodzajów operacji bariatrycznych. Najczęściej wykonywana jest tzw. rękawowa resekcja żołądka, czyli sleeve (od angielskiej nazwy sleeve gastrectomy). - Operacja ta polega na laparoskopowym zmniejszeniu żołądka o 4/5 do pojemności 150 ml, czyli ok. połowy szklanki. To oznacza, że pacjent, który niegdyś na obiad zjadał hamburgera i porcję frytek, które popijał napojem słodzonym, po operacji zje dwie frytki i popije je łykiem wody - dodaje.

Drugi popularny zabieg to tzw. gastric bypass, polegający na tym, że z żołądka wycina się jego fragment łączony z pętlą jelita cienkiego. Wybór jednej z tych metod zależy ogólnego stanu zdrowia pacjenta.

- Jeżeli pacjent nie ma choroby refluksowej, cukrzycy albo niezbyt ciężką cukrzycę, to dla niego najlepsza będzie rękawowa resekcja żołądka. Jeśli zaś pacjent cierpi na chorobę refluksową lub cukrzycę, to najlepszy będzie bypass. Dzieje się tak dlatego, że jednym z powikłań "sleeve’u" może być refluks żołądkowo-przełykowy i przełyk Barretta jako konsekwencja długotrwałego refluksu, a taki – według różnych statystyk – rozwija od 5 do 30 proc. pacjentów – tłumaczy prof. Tarnowski.

Wszystkie operacje bariatryczne wykonywane są metodą laparoskopową, czyli małoinwazyjną. - W porównaniu do operacji otwartej to zdecydowanie mniejszy uraz operacyjny. Poza tym otwarcie brzucha u człowieka, który waży 180 kg to dramat; często taki chory w ogóle nie przeżyłby takiej operacji. Po zabiegu laparoskopowym pacjent tego samego dnia jest pionizowany, może chodzić, wypić łyk wody – zapewnia specjalista.

Narodowy Fundusz Zdrowia w 2018 r. prawie dwukrotnie zwiększył refundację zabiegów bariatrycznych, co zwiększyło zainteresowanie chirurgów leczeniem otyłości. - Poziom nowej refundacji na zabiegi bariatryczne aktualnie w całości pokrywa koszty wykonywanych procedur i to stało się bodźcem, że z niecałych 2000 zabiegów bariatrycznych rocznie aktualnie liczba ich wzrosła do blisko 3500. Potrzeby są jednak 100 razy większe. To oznacza, że bariatrzy mają co robić przez najbliższych 100 lat – podkreśla konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej prof. Grzegorz Wallner.

Do zabiegów bariatrycznych ustawiają się coraz dłuższe kolejki pacjentów, niektórzy decydują się na operacje poza NFZ płacąc za nie z własnej kieszeni w ośrodkach prywatnych. Trzeba jednak pamiętać, że otyłości nie można wyleczyć, na pewno nie samą operacją. - Człowiek chory na otyłość jest chory do końca życia. Tak samo jest z każdym innym uzależnieniem – mówi prof. Tarnowski.

Operacja bariatryczna zmniejsza jednak ryzyko zgonu osobny otyłej. Zabieg ten powoduje cofnięcie się wielu już występujących schorzeń, jak cukrzyca, albo opóźnia ich rozwój, np. choroby sercowo-naczyniowej.

Przed zabiegiem pacjent musi jednak samodzielnie schudnąć od 5 do 10 proc. masy ciała. Z kolei po operacji powinien być pod kontrolą ośrodka, który go zoperował. Po zabiegu również należy stosować odpowiednią dietę i być aktywnym fizycznie. - Wynik operacji bariatrycznej w dużym stopniu zależy od kontroli pooperacyjnej. Jeśli pacjent stosuje się do zaleceń, efekt operacji zwykle jest dobry – zapewnia prof. Tarnowski.