Naukowcy z University of Melbourne (Australia) pokazali, że cierpią nie tylko dzieci palaczy, ale także ich wnuki.
Badanie opublikowane na łamach „European Respiratory Journal” pokazuje, że jeśli mężczyzna był w dzieciństwie narażony na działanie tytoniowego dymu, to jego dzieci mają znacząco wyższe ryzyko zachorowania na astmę. Jeszcze gorzej jest, gdy mężczyzna sam pali.
Do takich wniosków badacze doszli po przeanalizowaniu informacji na temat prawie 1700 dzieci, a także ich rodziców i dziadków.
Dane te pochodziły z Tasmanian Longitudinal Health Study (TAHS) - rozpoczętego w 1968 roku, jednego z największych projektów badawczych poświęconych zaburzeniom układu oddechowego.
- - alarmuje jeden z autorów publikacji, Jiacheng Liu.
- podkreśla współautor odkrycia, dr Dinh Bui.
Nie wiadomo do końca, w jaki sposób uszkodzenia przechodzą na kolejne pokolenia. Naukowcy podejrzewają zmiany epigenetyczne, czyli takie, które wpływają na aktywność genów.
Podobnie jak mutacje, niektóre z takich zmian mogą być przekazywane na kolejne pokolenia, choć nie są trwałe i mogą ulegać odwróceniu.
Dym tytoniowy wpływa na plemniki?
- tłumaczy prof. Shyamali Dharmage, kierująca TAHS.
- - mówi niezwiązany z badaniem prof. Jonathan Grigg, przewodniczący European Respiratory Society’s Tobacco Control Committee.
Teraz autorzy nowej pracy chcą sprawdzić ryzyko rozwoju astmy w dorosłym życiu oraz ewentualny wzrost ryzyka innych chorób.