Dziennik Gazeta Prawana logo

Skrajnie trudna sytuacja. "Mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy chcą się zabić"

26 kwietnia 2022, 13:34
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Nastolatek ma problem, depresję
<p>Nastolatek ma problem, depresję</p>/Shutterstock
Mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy chcą się zabić – powiedział prof. Tomasz Wolańczyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Dodał, że na jego 20-łóżkowym oddziale przebywa 46 pacjentów.

- – powiedział prof. Tomasz Wolańczyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, były konsultant krajowy w tej dziedzinie. A to, jak dodał, oznacza dostawki i materace porozkładane wprost na podłodze, co utrudnia przejście korytarzem, dzieci muszą jeść posiłki na zmiany, gdyż w jadalni jest także tylko dwadzieścia kilka miejsc.

W dodatku klimatyzacja, przystosowana do określonej liczby pacjentów, nie daje rady i we wnętrzach „jest nieświeżo”, a okien nie można otworzyć. Nie to jednak jest najważniejsze – takie przepełnienie sprawia, że nie tylko terapia, ale nawet przypilnowanie pacjentów są dramatycznie utrudnione.

Na 46 pacjentów 40 ma myśli samobójcze

- – podkreślił prof. Wolańczyk. -.

Prof. Tomasz Wolańczyk zaakcentował, że choć może niektórym osobom praca na psychiatrycznym oddziale dziecięcym kojarzy się z romantycznym zajęciem polegającym na rozmowach z rozedrganymi wewnętrznie, nadwrażliwymi nastolatkami, ale rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna: – powiedział.

Wzrost trendu samobójczego wśród dzieci i młodzieży

Zdaniem kierownika Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży taka sytuacja była do przewidzenia – wzrost trendu samobójczego wśród dzieci i młodzieży, zwiększenie przypadków depresji obserwujemy na całym świecie, to nie jest problem tylko Polski. Sprzyja temu sytuacja zagrożenia zewnętrznego, w taki sposób manifestują się także zaburzenia, jaki pojawiły się podczas pandemii. - – wskazał prof. Wolańczyk.

Profesor uważa, że przepełnienie na szpitalnych oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży wynika ze szpitalocentrycznego modelu leczenia.

- – wyjaśnił.

Zauważył, że nie tylko oddział, którym kieruje jest przepełniony. Po dwadzieścia parę dostawek jest także na oddziałach w podwarszawskim Józefowie czy Konstancinie. - – podkreślił prof. Wolańczyk.

Z tego powodu na jego oddział przyjmowane są wyłącznie dzieci do 14, roku życia, w trybie ostrym, a więc w bezpośrednim zagrożeniu życia. Na przyjęcia planowe – np. w celu zdiagnozowania pacjenta – raczej nie ma szans, do tego potrzebne jest wolne łóżko. "A ostatnim razem wolne łóżko – czyli mniej niż 20 pacjentów na oddziale – mieliśmy w 2016 r." – przyznał.

Prof. Tomasz Wolańczyk wyraził nadzieję, że może podczas wakacji stan pacjentów spadnie poniżej 30 – wówczas zastanowi się nad przyjęciami planowymi.

Dzieci z jadłowstrętem psychicznym

Jego zdaniem prawdziwą tragedię przeżywają rodzice dzieci z jadłowstrętem psychicznym. Kiedy przyjeżdżają na izbę z dzieckiem jeszcze niezbyt wychudzonym, klinika musi odmówić jego przyjęcia, więc wracają po trzech miesiącach, kiedy młody człowiek jest już bardzo wyniszczony, z powikłaniami, np. w postaci płynu w osierdziu, z zaburzeniami elektrolitowymi, wskaźnikiem BMI wynoszącym np. 8, co oznacza, że osoba mierząca nieco ponad 150 cm wzrostu waży ok. 20 kg. (właściwe BMI to liczba między 18 a 24) – wtedy dziecku bezpośrednio grozi śmierć, więc je przyjmują.

Wyjściem awaryjnym z tej sytuacji byłoby wprowadzenie centralnego systemu monitorowania miejsc w szpitalach i dystrybucji pacjentów – tak jak to jest np. w transplantologii.

– zauważył prof. Wolańczyk. I dodał, że wolnych miejsc nie ma nigdzie, ale są takie ośrodki, zwłaszcza poza dużymi ośrodkami akademickimi, które wprawdzie także mają dostawki, ale niewiele – jedną, dwie. - – powiedział prof. Wolańczyk.

W takiej sytuacji, dzwoniąc do nich, może tylko prosić i błagać, żeby przejęli od niego pacjenta, ale tamci nie muszą się na to zgodzić. Poza tym obdzwonienie działających obecnie w Polsce 30 oddziałów jest problematyczne, zwłaszcza jeśli pacjent zgłasza się na izbę przyjęć nad ranem. Prościej wtedy dostawić kolejny materac. - – podał Wolańczyk.

Jak poinformował, system koordynatora, który zarządza miejscami i pacjentami, podpowiedział mu pielęgniarz oddziałowy kliniki, który wcześniej pracował właśnie w transplantologii.

- " – zaznaczył profesor.

Obłożenie oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży

Największe obłożenie oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży – poinformował – występuje na Mazowszu, choćby z tego powodu, że obsługuje ono także Podlasie, gdzie nie ma żadnego miejsca, które przyjmowałoby takich pacjentów. - – wyjaśnił obrazowo.

W województwie kujawsko-pomorskim i na Dolnym Śląsku placówki są mniej obciążone – mieszka tam mniej ludzi, a oddziałów jest sporo.

"Gdyby istniała taka koordynacja, to pacjent jechałby nie na oddział, gdzie obłożenie przewyższa 200 proc., tylko tam, gdzie jest najniższe" – zaproponował prof. Tomasz Wolańczyk. Dodał, że choć jego oddział cieszył się dobrą opinią wśród pacjentów i ich rodziców on ma wciąż ochotę ich przepraszać, że muszą przebywać w takich złych warunkach.

Jest jeszcze jeden problem: często rodzice zabiegają o to, żeby ich dziecko leczyło się w Warszawie, a nie w mniejszym ośrodku. Zdaniem profesora wynika to, z jednej strony, z nie zawsze słusznego przekonania, że w stolicy znajdą lepszych specjalistów niż w mniejszym ośrodku.

Ma to różne konsekwencje, np. w klinice warszawskiej zmuszeni byli do ograniczenia odwiedzin. - – opisał prof. Wolańczyk. Dlatego teraz robią zapisy na odwiedziny i wpuszczają po sześciu rodziców na godzinę.

Szef warszawskiej kliniki wyraził ubolewanie, że mając taką liczbę pacjentów, trudno personelowi zapanować nad tzw. drugim życiem, a więc np. przemocą psychiczną czy fizyczną pacjentów wobec siebie nawzajem.

- – przyznał prof. Wolańczyk, dodając, że personel jest skupiony na tym, żeby nie dochodziło do aktów przemocy fizycznej i żeby nie zostały przekroczone granice intymności. Jak wskazał, w takiej sytuacji – z oczywistych powodów – chętniej i częściej niż w normalnych warunkach stosowane są wobec pacjentów środki przymusu bezpośredniego, co, tłumacząc na prostszy język, oznacza, że szansa na to, że nastolatek zostanie zapięty w pasy jest duża.

- – poinformował prof. Wolańczyk. I spuentował, że z kolegami sobie smutno żartują, że pewnie tak czy siak wylądują w więzieniu: bo albo nie przyjmą pacjenta i ten odbierze sobie życie w domu, albo przyjmą pięćdziesiątego na oddział, a ten powiesi się w łazience, bo nie było go jak przypilnować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj