Miętowa fobia?

Reklama

Smak pasty do zębów nieodłącznie kojarzy się z miętą. W sklepach znajdziemy najwięcej past do zębów o miętowym smaku czy nawet „podwójnie miętowe”, a także innych preparatów do higieny jamy ustnej zawierających syntetyczne lub naturalne aromaty np. olejek z mięty pieprzowej.

Dlaczego miętowe pasty dominują na rynku? Mentol, który pozyskuje się z listków mięty, ma przyjemny, intensywny aromat, powoduje uczucie chłodu, daje uczucie świeżości i odświeża oddech. Dodatkowo, mięta to jeden z nielicznych smaków, który będzie przyjemny bez dodatku cukru.

Mimo to jest grupa osób, które nie tolerują smaku mięty. Na forach internetowych znajdziemy wypowiedzi typu „Odrzuca mnie smak miętowej pasty do zębów. Czy jestem dziwny?” lub „Nie znoszę miętowych produktów, sam zapach pasty do zębów czy gumy do żucia wywołuje we mnie mdłości”. Według niektórych badań aż 10% osób na świecie może mieć awersję do miętowego smaku czy zapachu, co obejmuje również pastę do zębów. Skąd takie wrażenia?

- To kwestia bardzo indywidualna. Może być to kwestia osobistych preferencji, niewytłumaczalnej fobii związanej z konkretnym smakiem czy zapachem, a także uczulenia. Miętowa pasta ze względu na obecne w niej olejki eteryczne i aromaty może powodować reakcje alergiczne, objawiające się m.in. zaczerwieniem kącików ust, wysuszeniem i swędzeniem warg, pieczeniem lub łuszczeniem się śluzówek jamy ustnej. Do składników, które najczęściej powodują reakcję uczuleniową lub podrażnienie należą substancje smakowe, w szczególności mięta i jej pochodne np. mentol oraz karwon mówi lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Periodent w Warszawie.

Co robić, gdy nie tolerujemy produktu? – Jeśli nie przepadamy za miętową wersją, wybierzmy pastę o innym smaku albo pastę bezsmakową. Gdy natomiast podejrzewamy uczulenie, poszukajmy past o innym składzie, przy czym unikajmy tych zawierających dodatkowe aromaty i wybierzmy ich naturalne wersje. Te ryzykowne składniki znajdziemy na opakowaniu pod nazwami: menthol, peppermint, spearmint oraz carvone – radzi stomatolog.

Jeszcze innym przypadkiem jest częsta niechęć do miętowej pasty u dzieci czy nietolerancja miętowej pasty u ciężarnych. Niektóre kobiety podczas ciąży cierpią na nudności, są wrażliwe na smaki i zapachy, więc mogą czuć również niechęć do pasty do zębów, a w szczególności intensywnego posmaku mięty.

Po co smak w paście?

Prawdopodobnie to Egipcjanie jako pierwsi zaczęli dodawać do pasty dodatki smakowe, w tym celu używali wilgotnych liści mięty już ponad 2000 lat temu.

Czemu dziś służy smak w paście? Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Pisał o tym m.in. Charles Duhigg w książce „Siła nawyku”. Potwierdzają to także dentyści.

- Szczotkowanie to codzienny rytuał, który dla niektórych może być monotonny. Można założyć, że to właśnie smak czyni to zajęcie przyjemniejszym i pozwala wyrobić nawyk. Bez dodatku mięty lub innych dodatków smakowych pasta miałaby nieprzyjemny, gorzki, a nawet cierpki smak, który mógłby nie zachęcać do dbania o higienę jamy ustnej. Nie bez przyczyny, największy wybór smakowych wariantów mamy wśród past dla dzieci, które taką pastą myją zęby chętniej, a o to przecież chodzi – mówi ekspert.

Co zamiast mięty?

Oprócz past miętowych w drogeriach, aptekach czy sklepach internetowych, mamy do wyboru inne opcje, poczynając od past o smaku cynamonu, goździka, kokosa, z dodatkiem innych ziół np. szałwii, pasty owocowe np. cytryna, truskawka, malina, a kończąc na smaku lukrecji, kawy czy nawet boczku.

Na rynku znajdziemy także bezsmakowe pasty do zębów bez dodatku mentolu oraz fluoru, które są dobrym rozwiązaniem dla osób nietolerujących żadnych smakowych wariantów. Często pasty bezsmakowe nie posiadają barwników, aromatów ani konserwantów na rzecz naturalnych ekstraktów, np. ksylitolu, są one jednak stosunkowo droższe.

- Takie formuły sprawdzą się u osób wykazujących konkretne dolegliwości. Mogą to być reakcje alergiczne na klasyczne pasty do zębów, zespół pieczenia jamy ustnej (ang. burning mouth syndrome – dop. Red.), kontaktowe zapalenie skóry, zapalenie okołoustne, a także zmiany w obszarze błony śluzowej jamy ustnej o typie liszaja płaskiego. Bezsmakowa formuła będzie także optymalna dla pacjentów w trakcie radioterapii – mówi Monika Stachowicz.

Reklama

I choć większość Polaków jest tradycjonalistami i stawia na miętową wersję, dentyści przyznają, że gusta są zaskakująco różne. Ostatecznie chodzi o to, aby pasta była dopasowana do naszych potrzeb, tym bardziej, że spełnia kluczową rolę dla zdrowia naszych zębów i dziąseł.

- Za każdym razem, gdy stosujemy nową pastę dajmy sobie 3-7 dni na testy. Obserwujmy, jak nasza jama ustna reaguje na daną pastę, czy nie uczula, ani nie podrażnia. Możemy się też poradzić stomatologa, który podpowie, która produkt może być dla nas najbardziej optymalny – dodaje dentystka.

CZY WIESZ, ŻE… Co kraj, to inna pasta do zębów? Po drodze do peruwiańskiego Machu Picchu można choćby kupić fioletową pastę do zębów o smaku fioletowej kukurydzy. W Australii znajdziemy pastę do zębów z olejkiem drzewa herbacianego (od setek lat jest tam stosowany jako naturalny antyseptyk), we Włoszech można odświeżyć się smakiem mandarynki, Nowa Zelandia to m.in. pasta z propolisem, a w Indiach chyba nie zaskoczy pasta o smaku granatu czy… curry. Dla koneserów trunków znajdą się także pasty o smaku amaretto, szkockiej whisky, bourbona czy crème de menthe. Żaden kraj jednak nie ma tak bogatego wyboru smaków jak Japonia. Kupimy tam pasty do zębów o smaku m.in. bakłażana, lawendy, soli, zielonej herbaty, miso, ośmiornicy, a nawet tzw. pastę spagiryczną, opartą na ziołach i jak przekonuje producent, stworzoną według procedur… alchemicznych.