Zwiększenie finansowania co najmniej do średniej unijnej, obowiązkowa profilaktyka oraz opieka psychiatryczna blisko domu najmłodszych pacjentów – to niektóre z punktów, które politycy obiecali poprzeć ponad podziałami partyjnymi.

Za namową DGP politycy KO, PSL, PiS i SLD podpisali Pakt dla Zdrowia 2030.

Pakt podpisali:
- minister Łukasz Szumowski (z upoważnienia premiera Mateusza Morawieckiego),
- kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska,
- prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz,
- Robert Biedroń, szef sztabu wyborczego SLD.

Negocjacje treści dokumentu, który stanowiłby ponadpartyjny konsensus, trwały kilka miesięcy. Ostatecznie politycy podpisali się pod 11 punktami, za którymi – niezależnie od partyjnych podziałów – mają razem głosować. Zdaniem ekspertów to szansa, by po latach nawarstwiających się zaniedbań zdrowie stało się priorytetem. Bo na to najwyższa pora. Brak lekarzy to efekt niespójnej polityki kadrowej przed laty. Zła organizacja systemu i rosnące zadłużenie placówek medycznych to z kolei rezultat narastających braków w finansowaniu.

W Pakcie znalazły się postulaty dotyczące m.in. zmian finansowych i organizacyjnych. Politycy zgodzili się, że należy podnieść nakłady na kształcenie większej liczby kadry medycznej oraz wprowadzić personel pomocniczy w szpitalach. Kolejnym pomysłem, który rywale uznali za kluczowy dla systemu lecznictwa, jest utworzenie specjalnego Funduszu Opiekuńczego. Pieniądze z niego miałyby wspierać osoby starsze i niesamodzielne. Nie mniej ważny jest punkt dotyczący obowiązkowych badań profilaktycznych.

Realizacja Paktu to zobowiązanie nie na rok ani nawet na kadencję. Naprawa systemu lecznictwa to wyzwanie wieloletnie. Taka umowa społeczna to jedyny sposób na zreformowanie systemu, aby pacjenci mogli liczyć na świadczenia nieodpłatnej publicznej służby zdrowia na europejskim poziomie.

Musieliby najechać na nas Rosjanie, żeby partie polityczne podały sobie rękę i zaczęły współpracę - mówił nam jeden z polityków w maju, kiedy pytaliśmy go nieoficjalnie, jak by tu namówić różne opcje do podpisania konsensusu w sprawie zdrowia. - My chętnie, ale ONI tego nie podpiszą. Na pewno nie w trakcie walki wyborczej - mówili. - A co by mogło się znaleźć w takim pakcie - pytali. Nikt nie dowierzał, a jednak słowa pakt i porozumienie, coraz częściej pojawiały się w wypowiedziach poszczególnych partii. Postanowiliśmy nie odpuszczać i mediowaliśmy dalej. Szukaliśmy choć trzech punktów wspólnych. Może pięciu. Szybko się okazało, że jeżeli rozmowa nie dotyczy in vitro albo aborcji czy prywatnej służby zdrowia, to właściwie politycy zajmujący się zdrowiem mówią jednym głosem. I nagle okazało się, że na jedenastopunktową propozycję  zgadzają się wszyscy. Choć pakt nie wyczerpuje wszystkich kwestii, które powinny ulec poprawie, mamy nadzieję, że to początek zmian.

CZYTAJ WIĘCEJ WE WTORKOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>